logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Na czele bloku rozsądku

Niedziela, 29 listopada 2015 (13:37)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dziś rozpoczyna się szczyt Unia Europejska – Turcja, tymczasem atmosfera wokół kwestii imigrantów islamskich coraz bardziej się zagęszcza, a solidarność europejska zaczyna pękać. W jakim kierunku mogą pójść ustalenia spotkania szefów państw w Brukseli?

– Europa Zachodnia zderzyła się z problemem, którego nie jest w stanie rozwiązać metodami „europejskimi”. Dla nielegalnych imigrantów europejskie wartości to kompletne bzdury. Dla nich liczą się pieniądze, samochody i mieszkania oraz ich sposób życia i religia. Do świadomości europejskich biurokratów wciąż nie dociera fakt, iż dla kogoś religia i zwyczaje mogą mieć zasadnicze znaczenie. Jest to mur, który będzie oddzielał obydwie społeczności, tzn. rodzimych Europejczyków od islamskich uchodźców. Bruksela w tej sytuacji zrobi to, co najlepiej potrafi, czyli da Turcji pieniądze, aby zablokować dalszy napływ imigrantów. Mowa jest także o zniesieniu wiz dla Turków. Pytanie tylko, kto zagwarantuje, iż kolejny napływ nie nastąpi z tureckim paszportem w ręku?

W szczycie weźmie udział premier Beata Szydło, która uważa, że potrzebna jest nowa agenda, jeśli chodzi o przyjmowanie imigrantów w Europie. Co może zrobić premier polskiego rządu, którego stanowisko w tej kwestii jest jasne i czy pod naszym wpływem możliwa jest refleksja w coraz bardziej podzielonej UE?

– Już obecnie rząd Bawarii publicznie popiera działania premiera Orbana na Węgrzech, a Słowacja, Czechy, Dania czy Bułgaria mówią stanowcze NIE! dla imigrantów. Jeśli rządy Niemiec i Francji nie są w stanie przyznać się do błędu, to musi na nich to wymusić Europa Środkowa.  Jestem przekonany, iż społeczeństwo zachodniej Europy w znacznej większości patrzy także na Warszawę z nadzieją, że właśnie Polska stanie na czele bloku rozsądku. Nie należy się obawiać tego, co wypisują zachodnie media, bo one straszą w imieniu swoich rządów.  

Polski rząd zapowiada, że nie zrobi nic, co narażałoby nasz kraj na niebezpieczeństwo. Czy są to tylko słowa, które mają uspokoić nastroje społeczne, czy może przełożą się na jakieś konkretne działania?

– Należy wierzyć zapewnieniom rządu. Jeśli okazałoby się, iż obecny rząd się złamie w sprawie uchodźców, to pod znakiem zapytania stanie jego wiarygodność, i to już na początku kadencji. Rząd Zjednoczonej Prawicy musi brać pod uwagę masowe demonstracje przeciwko przyjmowaniu uchodźców. Nie wolno dopuścić, aby się to odbiło na zasadniczych reformach państwa. Dobro Polski i Polaków jest celem rządu, a nie nieproszeni i roszczeniowi goście. Jeśli dzieje im się krzywda, to owszem, możemy im pomóc materialnie w ich krajach, jeśli chcą dobrobytu, to możemy im pomóc go budować, ale w krajach ich pochodzenia. Jeśli chcą walczyć o swoje państwo, to dajmy im broń i niech walczą, tak jak w obronie swojej ojczyzny walczyły setki tysięcy Polaków w czasie II wojny światowej. Natomiast nie powinniśmy ich przyjmować do siebie. Z jednej strony to stwarza zagrożenie, a z drugiej mamy własne problemy, wielu Polaków żyje na skraju ubóstwa i rolą państwa w pierwszym rzędzie jest pomoc swoim obywatelom.

Jakie, Pana zdaniem, problemy powinna postawić Polska na szczycie w Brukseli?

– Przede wszystkim należy zdefiniować podstawowe kwestie, czyli kiedy na granicach Unii pojawi się szczelna bariera? Dlaczego każdy rozsądny kraj we Wspólnocie ma sam się ze wszystkich stron odgradzać? Ponadto należy odpowiedzieć na pytanie, jakie są granice ilościowe przyjmowania uchodźców. Jeśli ich nie ma, to może się okazać, że wstępowaliśmy do innej Unii niż ta, którą próbuje teraz stworzyć Bruksela. Są także inne kwestie jak chociażby tożsamościowe, a mianowicie należy postawić problem: dlaczego chrześcijaństwo we Wspólnocie jest zwalczane przez Brukselę, a fundamentalny islam jest tolerowany? Co będzie, jeśli się okaże, iż za kilka miesięcy rozczarowane tysiące imigrantów w proteście będą palić europejskie miasta, co zważywszy na to, z czym już dzisiaj mamy do czynienia, wcale nie jest abstrakcją? Pytanie: czy także mamy to tolerować? To tylko niektóre z kwestii do rozważenia, których jest bardzo dużo.

Jak przyjął Pan ultimatum Szwecji czy wręcz dyktat dotyczący zmuszania innych krajów do przyjmowania większej liczby imigrantów?

– Ten kilkumilionowy kraj chce narzucać dyktat setkom milionów Europejczyków. Jak ktoś jest nierozsądny, powiem to wprost – głupi i w swojej głupocie trwa, to niech sam się z tym problemem upora, a nie apeluje, aby inni część ich głupoty brali na siebie.

Donald Tusk w jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że należy pomóc krajom, które są na pierwszej linii frontu imigracyjnego...

– To Grecja i Włochy są na pierwszej linii frontu. To im trzeba pomagać, a nie Niemcom czy Szwecji, czyli państwom leżącym z dala od linii pierwszego uderzenia. To Berlin i Sztokholm w części wywołały zagrożenie, z którym dziś mamy do czynienia. Efekt jest taki, że kraje leżące nad Morzem Śródziemnym mają teraz gigantyczne problemy. To przez taką właśnie politykę w przyszłym roku Wielka Brytania zapewne wystąpi z Unii. Nie łudźmy się, problemy nie będą maleć, one będą się gigantycznie nawarstwiać. Najgorsze jest to, że bezrefleksyjni unijni decydenci tego nie dostrzegają i w swoim zacietrzewieniu, niczym ślepcy prowadzą Europę wprost ku ogniu.

Dzisiejszy szczyt odbędzie się w cieniu napięć między Turcją a Rosją po zestrzeleniu rosyjskiego bombowca na granicy syryjsko-tureckiej. Czy echa tego wydarzenia mogą mieć i ewentualnie jaki wpływ na te rozmowy?

– Oczywiście. Turcja jest krajem, który ma zahamować napór nielegalnej imigracji na Europę. Ta sama Europa jednocześnie walczy z tzw. Państwem Islamskim, od którego Ankara kupuje ropę, zapewniając terrorystom gigantyczne wpływy finansowe. Pytanie tylko, czy Europa zapłaci Turcji za zatrzymanie nielegalnych imigrantów i rezygnację z biznesu z terrorystami?

Putin domaga się przeprosin, a szef rosyjskiej dyplomacji zapowiedział od przyszłego roku zawieszenie ruchu bezwizowego z Turcją. Z kolei prezydent Recep Tayyip Erdogan ostrzega Rosję, żeby nie igrała z ogniem, a tureckie MSZ zaleca swoim obywatelom powstrzymanie się od podróży do Rosji. Jak może się rozwinąć ten konflikt?

– Obecnie na Bliskim Wschodzie to Rosja ma więcej atutów w swoim ręku niż Turcja. To ona została zaatakowana, to ona walczy z tzw. Państwem Islamskim. Z czasem w miarę zwiększania się zagrożenia terrorystycznego w Europie jest prawdopodobne, iż sympatia będzie po stronie chrześcijańskiej Moskwy, a nie islamskiej Ankary. Proszę zwrócić uwagę, że Francja nie może zbudować skutecznej koalicji antyterrorystycznej bez Rosji z uwagi na jej potencjał militarny w Syrii. Jeśli to zrobi, a będzie to nieskuteczne, to już otwarta droga, aby na początku 2017 r. prezydenturę we Francji objęła prorosyjska Marine Le Pen.

Możemy spodziewać się wzrostu napięć na linii Moskwa – Ankara?

– Te napięcia będą natury politycznej i gospodarczej. Należy pamiętać, iż mamy do czynienia z dwoma przywódcami o wyjątkowo mocnych osobowościach. Turcja jest wschodzącym mocarstwem, a Rosja rzeczywistym, i w dodatku nuklearnym. W tym regionie za Moskwą stoi Teheran i coraz wyraźniej Bagdad. Jeśli Turcja przekroczy pewną linię, to zostanie powołane do życia państwo Kurdów, co gwałtownie zdestabilizuje Turcję.

Czy rozpoczynający się w poniedziałek szczyt klimatyczny pod egidą ONZ w Paryżu, gdzie Erdogan chce się spotkać z Putinem, może przynieść złagodzenie napięć i komu bardziej powinno zależeć na rozwiązaniu tego konfliktu?

Dla Putina tylko publiczne przeproszenie Erdogana jest do przyjęcia. Rozmowa może się odbyć i niezależnie od jej przebiegu będzie ona na korzyść Putina, który pokaże światu, iż to nie on jest katalizatorem konfliktu. Proszę zauważyć, iż obecnie Rosja po aneksji Krymu staje się ofiarą. Na politycznym froncie Ukraina przegrywa z Syrią. Najgorsze dla Polski, czego się obawiam, jest ewentualna próba przypomnienia światu, iż jest nierozwiązany konflikt na Ukrainie i tu Kijów może być czynnikiem, który jeszcze bardziej zdestabilizuje sytuację.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 28 maja 2016 (21:38)

NaszDziennik.pl