logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Proces za mówienie prawdy

Piątek, 18 grudnia 2015 (05:17)

Aktualizacja: Piątek, 18 grudnia 2015 (05:17)

Z Mariuszem Dzierżawskim, prezesem Fundacji PRO – Prawo do Życia, rozmawia Rafał Stefaniuk

Dziś w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie odbędzie się rozprawa odwoławcza pomiędzy działaczami Fundacji PRO – Prawo do Życia Jackiem Kotulą i Przemysławem Syczem a szpitalem Pro-Familia. Może Pan przypomnieć Czytelnikom, co jest istotą sprawy?

– W marcu tego roku sąd orzekł wobec Jacka Kotuli i Przemysława Sycza warunkowe umorzenie na dwa lata i nakazał zapłatę po 8 tysięcy złotych grzywny. Zdaniem sądu, moi koledzy zniesławili szpital, ponieważ nazywali aborcję zabijaniem dzieci. Chciałbym wiedzieć, czym, zdaniem sądu, jest aborcja, jak nie zabijaniem dzieci? To jest oczywiste, przed aborcją dziecko jest żywe, a po aborcji martwe. Jestem zdumiony wyrokami rzeszowskich sądów. Wcześniej odbył się proces karny, a następnie zapadły dwa wyroki w procesach cywilnych, które prezentowały taką samą linię orzeczniczą, a więc że aborcji nie można nazywać zabijaniem dzieci. Gdyby ktoś oskarżył św. Jana Pawła II za to, że napisał encyklikę „Humanae vitae”, w której wprost napisał, że aborcja to jest zabijanie dzieci, to sąd rzeszowski skazałby Papieża na grzywnę, a może nawet więzienie.  W niektórych krajach jest tak, że ludzie siedzą w więzieniach za obrazę ustawy aborcyjnej, tak było chociażby w PRL. To, co wyrokują sądy w Rzeszowie, to jest to nadużycie stanowionego prawa.

Obaj Panowie nie chcą się pogodzić z wyrokiem. W obliczu wielu problemów nie ma Pan myśli, żeby czasami odpuścić?

– Ustępstw bądź kompromisu w stosunku do tych, co chcą zabijać innych ludzi, nie może być. To jest niemożliwe. Możemy się wystraszyć i pozostawić bezbronnych na pastwę lobby aborcyjnego, na pastwę lekarzy, którzy nie mają oporów moralnych przed zabijaniem poczętych dzieci, tylko kim byśmy byli? Jakbyśmy nie bronili tych, co sami bronić się nie mogą, to nie moglibyśmy spokojnie patrzeć w lustro, nie wspominając już o Sądzie Ostatecznym. Walka o każde życie to jest nasz moralny obowiązek.

Często aborterzy grożą fundacji procesami?

– Groźby zdarzają się często. Ale nie tylko groźby, lecz także ich realizacje. W mijającym roku Fundacja miała 14 procesów związanych z naszą działalnością pro-life. Zdecydowana większość z nich zakończyła się naszym sukcesem, a więc umorzeniem postępowania albo uniewinnieniem. W ostatnich tygodniach dobra dla nas wiadomość przyszła z Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Pewien niemiecki obrońca życia, który był sądowo przymuszany do milczenia w sprawie prawdy o aborcji, postanowił walczyć o swoje prawa w  Strasburgu. Trybunał uznał, że wolno nazywać aborcję zabijaniem dzieci oraz dopuszczalne jest pokazywanie analogii między aborcją a zabijaniem ludzi w niemieckich obozach zagłady.

Liczy Pan, że uda się przenieść orzeczenie Trybunału na grunt polski?

– Prawnicy z Ordo Iuris, z którymi współpracujemy i którym wiele zawdzięczamy, w rozprawie apelacyjnej w Rzeszowie przedstawią argumentację Trybunału.

Wobec tego jakiej decyzji sądu Pan oczekuje?

– Po rozmaitych orzeczeniach sądów w Rzeszowie tak naprawdę nie wiem, czego oczekiwać. Mam nadzieję, że prawda i sprawiedliwość zatriumfują i nasi przyjaciele z Fundacji zostaną uniewinnieni.    

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl