logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Początek procesu zmiany mediów

Czwartek, 31 grudnia 2015 (04:04)

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego Komisji Kultury i Środków Przekazu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Sejm uchwalił tzw. małą ustawą medialną, która zakłada, że rady nadzorcze i zarządy Telewizji Polskiej i Polskiego Radia będzie powoływał minister skarbu. Jak dotąd robi to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Dlaczego minister zrobi to lepiej niż Krajowa Rada?

– W obecnym stanie organizacyjno-prawnym media publiczne mają formułę spółek akcyjnych, których właścicielem jest Skarb Państwa. A ponieważ we wszystkich innych spółkach Skarbu Państwa ministerstwo ma wpływ na powoływanie zarządów tych spółek, w związku z powyższym jest to jak najbardziej uzasadnione, żeby minister Skarbu Państwa kreował władze spółek. To jest jedna przesłanka, a druga jest taka, że dotychczasowa praktyka funkcjonowania KRRiT pokazywała, że układ polityczny, który dominował w Radzie, miał decydujący wpływ na obsadę personalną w spółkach mediów publicznych. Znamienny jest również przypadek konkursu na miejsce na multipleksie, o które zabiegała Telewizja Trwam. KRRiT pokazała, że jest stroną sporu publicznego. Prowadziła również politykę, w wyniku której mamy media publiczne w takiej, a nie innej formie.

Media nazywane są czwartą władzą, co pokazuje ich wielką rolę. Jednak przekazanie uprawnień obsadzania stanowisk przez ministra skarbu działa na wyobraźnię. Minister równa się upolitycznienie.

– To jest ustawa tymczasowa. Prawdopodobnie w marcu bądź kwietniu czeka nas tzw. duża nowelizacja, która przekształci formułę organizacyjną mediów publicznych. Będą to narodowe instytucje kultury, powstanie Narodowa Rada Mediów, która będzie miała wpływ na obsadę mediów publicznych właśnie w nowej formule. Stan przejściowy ma umożliwić harmonijne przejścia w funkcjonowaniu mediów. Przy obecnych władzach spółki byłoby to niemożliwe, ponieważ widać wyraźnie, że ośrodki dominujące w mediach publicznych będą robiły wszystko, żeby nie przeprowadzić zmian.

Wynika z tego, że jedna Rada ma być zastąpiona drugą. Może stać się tak, że za kilka lat władzę obejmie inne środowisko i wtedy możemy wrócić do punktu wyjścia. Może warto rozważyć trzecią drogę?

– Tego nie można wykluczyć. My ze swojej strony będziemy się starać, żeby w Narodowej Radzie Mediów znalazły się środowiska, które mają poparcie społeczne. Następnie wzmocnimy rolę rad programowych. Przypomnę, że tym, co ma pilnować, jak realizowana jest misja mediów publicznych, są rady programowe, które w obecnie obowiązującej ustawie nie mają kompetencji do wyegzekwowania nawet własnych uchwał. Wzmocnienie roli tych instytucji jest też elementem reformy mediów publicznych.

Podczas dzisiejszych połączonych obrad sejmowych komisji: Kultury i Środków Przekazu i  do spraw Energii i Skarbu Państwa padł nawet apel o rozwiązanie mediów publicznych. Nie jest to głos osamotniony, bo tak samo myśli pewna część społeczeństwa. Warto to rozważyć?

– Moim zdaniem, to nie jest dobra droga. Rozumiem uzasadnioną krytykę mediów publicznych, ale uważam, że te w naszym państwie są potrzebne. Takie silne instytucje medialne mogą stać się ważnym miejscem debaty publicznej oraz będą przedstawiały rację państwa polskiego. Mamy taki rynek medialny, że znakomita większość mediów komercyjnych, a w mediach drukowanych w przeważającej większości są one własnością kapitału zagranicznego. A ten ma swoje interesy polityczne i gospodarcze w naszym kraju. To ma istotne znaczenie w sposobie przekazywania informacji.

Ale media publiczne same dostarczają argumentów do ich rozwiązania. „Rolnik szuka żony”, „Tomasz Lis na żywo” czy stronnicze i trywialne programy informacyjne, to są te propozycje, dla których mamy utrzymywać media publiczne?

– Istotą tego wszystkiego jest to, aby media spełniały swoje funkcje. Nie należy wylewać dziecka z kąpielą. Likwidacja mediów publicznych to jest sztandarowy postulat najsilniejszych mediów komercyjnych, które chętnie przejęłyby państwowe archiwa medialne, a przede wszystkim archiwum Telewizji Polskiej, które ma ogromną wartość. Tak zagospodarowałyby rynek. Wtedy państwo polskie nie miałoby wpływu na kształtowanie ładu czy ustroju medialnego w naszym kraju. Wiemy dobrze, że suwerenność informacyjna jest jednym z elementów niepodległości.

Jednak jeśli chodzi o misję, a więc m.in. budowanie dumy narodowej i podtrzymywanie kultury, lepiej niż telewizja publiczna wywiązuje się z tego Telewizja Trwam.

– Jak najbardziej, Telewizja Trwam wywiązuje się ze swojej roli, natomiast nie ma stabilnego finansowania z budżetu. Przy takim finansowaniu byłaby w stanie prowadzić wszystkie aspekty misyjności. To pokazuje, że warto wzmocnić instytucje mediów społecznych, tak aby mogły jeszcze lepiej wywiązywać się ze swojej roli. To może przejawiać się w zwolnieniu z części opłat, które ponoszą media o ścisłym nastawieniu komercyjnym. W ten sposób można by budować pluralizm na rynku medialnym.

Wokół ustawy o mediach publicznych mówimy tylko o telewizji i radiu. Co z nowymi mediami jak internet?

– Niewątpliwie kwestia nowych mediów jest sprawą bardzo ważną. Czekam więc na propozycje, jakie przedstawi minister cyfryzacji Anna Streżyńska, bo to przede wszystkim w polu działania jej resortu jest rozwój nowych technologii, w tym upowszechnienie dostępu do internetu. Ten sposób komunikowania się jest przyszłościowy i stanowi dla nas wielkie wyzwanie. Ale to wymaga innej ustawy niż ta o mediach publicznych.

Nastąpi przesunięcie mediów publicznych, a więc radia i telewizji w stronę internetu?

– Ten proces już się zaczął. Media publiczne mają swoje własne portale. Także coraz więcej programów dostępnych jest w internecie. Dokładnie to samo robi Telewizja Trwam. Mamy teraz do czynienia ze zjawiskiem konwergencji medialnej, a to znaczy, że media się scalają, a podstawą dla ich funkcjonowania staje się internet. Jeżeli zadałby mi pan pytanie, czy internet będzie w telewizorze, czy telewizor w internecie, to odpowiem, że technologiczną tendencją jest to, żeby telewizor był w internecie. To nie jest przykład Polski, bo takie są obecnie trendy na świecie. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl