logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Rok zmiany, nadziei i... pychy

Czwartek, 31 grudnia 2015 (16:09)

Z Andrzejem Maciejewskim, posłem ruchu Kukiz’15 oraz ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk

Rok temu w podsumowaniu 2014 roku dla portalu NaszDziennik.pl mówił Pan: „Najważniejszym wydarzeniem 2014 roku, a zarazem najsmutniejszym, jest to, że nic się nie zmieniło. Polska dalej trwa w marazmie politycznym, a społeczeństwo dało się pochłonąć totalnemu zniechęceniu i przestało wierzyć, że ma jakikolwiek wpływ na zmiany”. I tak było. Jednak potem coś pękło w Narodzie, pojawiła się nadzieja i rok 2015 był rokiem zmiany.

– Ubiegły rok przyniósł nam całą serię ważnych wyborów, jakich dokonał Naród. Jeżeli miałbym stwierdzić, czy rok 2015 jest rokiem nadziei, to bez wątpienia tak jest. Wróćmy do roku 2014 i wyłonienia kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy. Komentatorzy twierdzili, że jest to kandydat wyciągnięty z niebytu, który nie ma żadnych szans. Jak widać, w polityce, także polskiej, pojawiają się niespodzianki, a także rzeczy uznawane za niemożliwe. Prezydent Bronisław Komorowski w tamtym okresie miał 70 proc. poparcia i nie miał z kim przegrać. Ostatecznie przegrał z politykiem nieznanym poza środowiskiem. Bez wątpienia jest to zmiana. Później mieliśmy wybory parlamentarne, które wyrzuciły z Sejmu lewicę. To jest ważny sygnał, który pokazuje, że lewica w formule postkomunistycznej już się w Polsce skończyła. Warto podkreślić również to, że w parlamencie pojawiło się 215 nowych posłów. Nastąpiła ogromna wymiana krwi, która przyniosła inną jakość i zupełnie świeże patrzenie na Polskę. To przełożyło się na formę dyskusji i debat. To jest bardzo optymistyczne. Za plus uważam również to, że pierwszy raz w historii wiadomo, kto rządzi i kto poniesie za to wszystko odpowiedzialność. Jako politolog nie wierzyłem, że przy tej ordynacji PiS może tak znacząco wygrać. Prawo i Sprawiedliwość zaradziło mojemu niedowiarstwu, zwyciężyło bezdyskusyjnie i na dzisiaj ma władzę absolutną. To jest o tyle ważne, że zakończy sytuacje, w których wszystko zrzuca się na koalicjanta. Ile razy słyszeliśmy, że „my jesteśmy za, ale nasz koalicjant nie chciał”. Bez wątpienia sukces PiS jest, jest splendor i chwała zwycięzcy, ale zza tego wygląda odpowiedzialność i wyzwanie. Za parę miesięcy nie będzie już usprawiedliwiania i litości. Stąd pewne ich działania, które ja jako polityk i politolog rozumiem. Wiem, że w tym momencie nie ma taryfy ulgowej i wszystko, co się będzie działo, będzie dla nich zarówno na plus, jak i na minus.

Rok 2015 przyniósł też pojawienie się nowych graczy na scenie politycznej: ruchu Kukiz’15, a także narodziny pojęcia „antysystemowości”.

– To także jest ważna rzecz. Do polityki wchodzi siła polityczna, która potrafiła zjednoczyć się wokół marzeń o lepszej Polsce i idei zmian w kraju. Poszli z tym i wygrali. Każdy, kto przeszedł ścieżkę wyborów parlamentarnych, wie, że to naprawdę duże wyzwanie. To nie są wybory do rady gminy, to jest cały kraj, ogromne listy. Są podpisy i długa i trudna kampania. Wykonaliśmy ciężką pracę, która za parę miesięcy zaprocentuje nową jakością. Jak to się skończy? Wszyscy nam wróżą, że nie przetrwamy 4 lat. Ja jestem jednak optymistą. Wiemy, po co jesteśmy w Sejmie i po co idziemy. Bez wątpienia Kukiz’15 w Sejmie wygląda anachronicznie, bo działa wbrew logice partyjnej. Nie bierzemy pieniędzy, a moglibyśmy dostawać 6 mln zł rocznie, nie zawieramy koalicji, a przez to nie otrzymujemy stołków. Nie ma żadnego urzędu centralnego lub wojewódzkiego, gdzie znalazłby się choć jeden człowiek Kukiz’15, który zawdzięcza swoją posadę umowom partyjnym. To jest fenomen, którego nie potrafią zrozumieć partie polityczne.

Pojawiła się także Nowoczesna, która sama siebie określa „antysystemową”.

– Nowoczesną PL nazywam Nowoczesną PO, bo tak naprawdę to Ryszard Petru serwuje nam odkurzony program Platformy sprzed 10 lat. Po dekadzie, dla młodego pokolenia program ten jest nowy. Obecni 18-latkowie nie muszą wiedzieć, że kiedyś było trzech tenorów, którzy już o tym mówili. Pteru sprytnie to wykorzystał. Rozegrał to marketingowo, a jednocześnie potrafił zmobilizować elektorat i zgromadzić środki finansowe. Nie ukrywajmy, że działalność polityczna wymaga pieniędzy. Pojawiła się więc siła, która stanowi realne zagrożenie dla Platformy. Jesteśmy po wyborach i widać depresję polityczną u posłów Platformy i PSL, w końcu po 8 latach przegrali. Z drugiej strony Platforma ma świadomość, że Nowoczesna idzie odważnie i w pierwszej kolejności będzie gryźć PO, bo mają wspólny elektorat. Jak to się skończy? to jest pytanie na rok 2016. Według mnie, Petru swoje weźmie. Jak dużo? Nie wiem. Ale z pewnością ta Platforma, jaką dzisiaj znamy, w tej wersji nie przetrwa do następnych wyborów.

Rok 2015 obok zmiany i nadziei był także rokiem pychy. Przykład Bronisława Komorowskiego i Platformy potwierdza porzekadło, że „pycha kroczy przed upadkiem”.

– Prawo i Sprawiedliwość musi się bardzo pilnować, tak jak to robiło, gdy sondaże wskazywały na ich zwycięstwo podczas kampanii. Musi bronić się przed pychą, kiedy rządzi. Mają władzę, dostali mandat od społeczeństwa i to się zgadza. Ale koniecznie trzeba wyciągnąć wnioski z tego, co robiła Platforma. Partia Kopacz przegrała przez pychę i butę. Jednak jako że tej partii udało się wprowadzić do Sejmu wielu posłów, jej jedyną karą jest odsunięcie od władzy. PiS musi także przemyśleć rozliczenie afer ostatnich 8 lat, bo to jest konieczne. To nie były aferki typu, że ktoś komuś zabrał 100 zł z portfela. Mówimy o poważnych aferach, a to ustawa hazardowa pisana na cmentarzu, a to afera Amber Gold, afera podsłuchowa itd. To są konkretne przykłady łamania prawa, a jednocześnie poważne konsekwencje dla państwa. Musi nastąpić element rozliczenia, bo dopiero teraz widzimy, w jakim stanie jest państwo.   

A co było najważniejszym wydarzeniem w polityce międzynarodowej?

– Jest to bardzo smutne wydarzenie, a mianowicie odkrycie kryzysu tożsamościowego Europy. Stary Kontynent po latach samounicestwiania, zabijania wartości, na których stał, zaczyna przechodzić poważne perturbacje, które objawiły się w chwili zalewu tzw. emigrantów. Walka z religią i Kościołem okazała się mieczem obosiecznym. Gdy się żyje bez wartości i zasad, to grupa tzw. uchodźców, którzy idą z Koranem i zasadami islamu, staje się niebezpieczna. Tak naprawdę jedyną bronią w tym wszystkim dla nas nie są rakiety i karabiny, ale religia. Gdyby Europa żyła dekalogiem, to ta nawałnica nie byłaby żadnym problemem, bo ich zasady nie pokonałyby naszych wartości. Kolejną kwestią jest już sam napływ muzułmanów. On złamał wszelkie zasady Schengen. Po to ktoś stworzył strefę, żeby cała procedura była realizowana. Procedury odnoszą się też do statusu uchodźców. Każda osoba, która czuje się zagrożona, ma prawo do pomocy. Ale ta odbywa się najpierw na poziomie ambasady i konsulatu w najbliższym kraju, a nie poprzez wtargnięcie do domu i oznajmienie „teraz tu trochę posiedzę na wasz koszt”. Tak się stało. Ktoś świadomie, bo to nie jest przypadek, otworzył drzwi Europy na oścież i powiedział: „wchodźcie i róbcie, co chcecie”. Zapomniano o tym, że nie oddaje się klucza do domu obcym ludziom. Dlaczego mówię, że to nie przypadek? Bo ci ludzie przypływali na pontonach, łodziach, barkach. Nie słyszałem, aby ktoś aresztował organizatorów ich przerzutu, a przemyt ludności na teren Europy jest karany, tym bardziej że za tym idą ogromne pieniądze. Mafia więc działa, a bez akceptacji politycznej żadna organizacja przestępcza nie może działać. W normalnym kraju straż graniczna by od razu zadziałała i wsparłoby ją wojsko, a dwa morza patrolowałyby statki, które brałyby te osoby na pokład i odwoziły tam, skąd przybyły. To się nazywa obrona interesu i granic państwa. Do tego potrzeba woli politycznej. Rok 2016 może być czasem pytania, co dalej z Europą.

I jaka przyszłość się wyłania?

– Na tym etapie wszystko może być możliwe. Czekamy na kwestię referendum w Wielkiej Brytanii o ewentualnym opuszczeniu Wspólnoty. Parlamenty narodowe się zmieniają. Sama Europa poprzez walkę z wartościami chrześcijańskimi unicestwia się. Każdy, kto nie ma kręgosłupa, chodzi na kolanach, a potem leży na ziemi. Niestety, w tym kierunku zmierzamy. Nie wykluczam, że wewnątrz Unii powstaną grupy państw ściśle ze sobą współpracujące jak Grupa Wyszehradzka lub bliski sojusz Niemiec z Francją, bo to będzie naturalne i efektywniejsze. Nie da się budować pewnej struktury na bazie tylko i wyłącznie działań urzędniczych. Muszą się pojawić oddolne inicjatywy, naturalne procesy, których nie wolno i nie da się przyśpieszyć. Na to potrzeba czasu.

A w sferze globalnej? Drugi rok z rzędu będzie to czas Państwa Islamskiego?

– Bez wątpienia obecny rok został zdominowany przez islamistów. Nazywam ich terrorystami, bo poziom barbarzyństwa, który prezentują, sprawia, że nie są godni, aby nazywać ich państwem. Przyszły rok to będzie czas, w którym świat będzie musiał się zjednoczyć, aby raz na zawsze rozbić terrorystów. Bez wątpienia przed nami czas wojen, prób zamachów, a w związku z tym wielu problemów. Jednak wierzę, że czas terrorystów wkrótce się skończy. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Aktualizacja 31 grudnia 2015 (16:35)

NaszDziennik.pl