logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Spisek przeciwko własnemu państwu

Poniedziałek, 4 stycznia 2016 (20:29)

Z Andrzejem Jaworskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, z sejmowej komisji sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Według tygodnika „Newsweek” receptą Grzegorza Schetyny na walkę z rządem PiS ma być wyprowadzenie nawet miliona Polaków na ulice. Czy słowa przyszłego szefa największej partii opozycyjnej nie są podburzaniem ludzi do anarchii przeciwko demokratycznie wybranej władzy w Polsce?

– Przede wszystkim zacząłbym od tego, że „rewelacje” tygodnika „Newsweek” to nie żaden przeciek, a kontrolowane wypuszczenia w przestrzeń publiczną poprzez zaprzyjaźnioną z Platformą gazetę materiału, który miał uczynić z Grzegorza Schetyny kogoś w rodzaju męża opatrznościowego, który ma siłę, werwę i jest w stanie poprowadzić tę przegraną formację do odzyskania wiarygodności w oczach Polaków. Miałby to być początek nowego rozdania. Kiedy jednak dobrze wsłuchać się czy wczytać w poszczególne elementy tego materiału, to widać wyraźnie, że jest on mocno – nazwijmy to – obrobiony, cięty. Mimo to uważam, że mimo wszystko wpuszczono w obieg o parę słów za dużo, bo nic tak nie kompromituje polityka w oczach opinii publicznej, także na arenie międzynarodowej, jak to, że przygotowuje spisek przeciwko swojemu własnemu państwu. Słyszeliśmy, że Grzegorz Schetyna podobno – tak się przynajmniej tłumaczył – miał zabiegać w Brukseli o to, żeby sprawy Polski zostały wyciszone, żeby nie były nagłaśniane. Natomiast z tego kontrolowanego przecieku wynika, że tak naprawdę interweniował, aby odłożyć dyskusję w Parlamencie Europejskim tylko po to, żeby Platforma mogła się do tego lepiej przygotować. Nie ma chyba wątpliwości, że ostatnia krytyczna wypowiedź unijnego komisarza ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa – Guenthera Oettingera, dotycząca objęcia Polski specjalnym nadzorem Komisji Europejskiej jest następstwem wizyty Grzegorza Schetyny w Brukseli.

Jak oceniać skarżenie się na Polskę na forum międzynarodowym w Parlamencie Europejskim? To tylko przejaw nieodpowiedzialności czy może wręcz działanie na szkodę Polski?

– Jest to działanie na szkodę państwa polskiego. Przypomnę tylko, że wszystkie wcześniejsze akcje w Parlamencie Europejskim, chociażby w obronie Telewizji Trwam czy w sprawie katastrofy smoleńskiej były nie przeciwko Polsce jako państwu, tylko były protestem przeciwko konkretnym sytuacjom, konkretnym urzędnikom, którzy nie respektowali prawa i którzy nie chcieli słuchać milionów Polaków. Tutaj natomiast mamy do czynienia z sytuacją, która ma na celu stworzenie atmosfery, że w Polsce jest bezprawie, że w Polsce dzieje się coś złego, że władza działa na szkodę obywateli itp. Mamy zatem do czynienia z sytuacją pokazująca arogancję Platformy, która nie może się pogodzić z przegraną, lecz także z sytuacją działania ewidentnie na szkodę państwa. Takie sytuacje znamy już z historii, chociażby kiedy konfederaci targowiccy też porozumiewali się z rosyjską carycą Katarzyną przeciwko Polsce.

W tę retorykę wpisują się także media m.in. francuskie, a przede wszystkim niemieckie, według których Unia Europejska wobec zamachu stanu w Warszawie powinna podjąć interwencję wobec Polski. Czy jest to dopuszczalne?

– To jest narracja, która została przygotowana przez polityków Platformy i poprzez zagraniczne zaprzyjaźnione środowiska polityczne oraz media pojawiła się i pojawiać będzie się nadal. I temu trzeba dać stanowczy, mocny odpór, dając do zrozumienia, że nie tylko nie będziemy się przejmować taką nagonką, ale będziemy się temu przeciwstawiać w zdecydowany sposób.   

Czy mimo wszystko nie jest znamienny fakt, że największy krzyk podnoszą niemieccy politycy - z kraju, który ma największe udziały w rynku medialnym w Polsce?

– Proszę zwrócić uwagę, że to władze niemieckie z kanclerz Angelą Merkel na czele były przekonane, że usadawiając Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej, będą mieli spokój po swojej wschodniej granicy. Dlatego zmiana władzy w Polsce jest im nie na rękę i stanowi poważny problem, bo ci, którzy przez ostatnie osiem lat prowadzili politykę proniemiecką, dziś już w Polsce nie rządzą.    

Czemu mają służyć próby odebrania Polsce – suwerennemu państwu – prawa decydowania w kwestiach, które leżą w naszych kompetencjach? 

– To nic innego jak próba potwierdzenia granicy wpływów w naszym kraju przez państwa, które nie chcą się pogodzić z prowadzeniem niezależnej polityki przez Polskę. Donald Tusk, a następnie Ewa Kopacz przyzwyczaili państwa zachodnie do uległości z naszej strony. Stąd teraz, kiedy nowy rząd zaczyna prowadzić suwerenną politykę i rządzić według interesów Polski, zagraniczne grupy, które zarabiały na Polsce kosztem Polaków, czują się zagrożone, stąd zaczynają się buntować i bić na alarm. Sądzę, że prowadzone szczegółowe audyty zarówno na rynku finansowym, a także w sektorze gospodarki potwierdzą, jaka była skala drenażu naszej gospodarki przez obcy kapitał i kto pełnymi garściami z tego czerpał.

Czy te ataki, które mamy na obecną władzę w Polsce, zarówno od wewnątrz, jak i z zewnątrz, są zapowiedzią znacznie poważniejszej wojny z polskim rządem?

– Ta wojna ze strony Platformy i pewnych środowisk w Unii Europejskiej już trwa. Wierzę jednak, że Polacy nie pozwolą na to, żeby politycy Platformy, żeby obca gospodarka i zagraniczne media narzucały naszemu społeczeństwu rozwiązania inne, niż tego społeczeństwo oczekuje. To my, Polacy, jako suwerenny Naród, będziemy decydować o naszych sprawach i nie pozwolimy, żeby ktokolwiek nas wyręczał czy narzucał nam, co mamy robić. Jeśli to będzie konieczne, to sądzę, że Polacy zwrócą się do Komisji Europejskiej z apelem, aby poszczególni politycy, jak chociażby wspomniany komisarz Guenther Oettinger, albo realizowali zadania, do których zostali powołani, albo zostali odwołani ze stanowisk za przekroczenie swoich kompetencji.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl