logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Długa walka o lepsze media

Wtorek, 5 stycznia 2016 (03:11)

Z dr Hanną Karp, medioznawcą z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Parlament przyjmuje tzw. małą ustawę medialną, a dyrektorzy TVP podają się do dymisji. Jak ocenia Pani ich decyzję?

– Dymisje posypały się zaraz po przyjęciu ustawy, a więc 31 grudnia 2015 r. Wtedy komentując sprawę dla Radia Maryja, nazwałam je dojrzałymi. Nie ukrywam, że podeszłam do tego z dużym kredytem zaufania. Uważam, że ludziom nie należy odbierać dobrych intencji, więc w dalszym ciągu uważam tę decyzję za dojrzałą i dobrą. Dlaczego? Bo skończył się już ich czas. Mamy obecnie nową rzeczywistość, w której próbuje się budować nową jakość mediów. Możemy wyliczać, jaką jakość prezentowała TVP w ostatnich latach, ale nie o to chodzi. Teraz po kilku dniach widzimy, że te decyzję były tzw. ucieczką do przodu. Kraj obiegła plotka, że szefem TVP ma być Jacek Kurski. Byli już dyrektorzy nie ukrywają, że to był protest wobec objęcia funkcji prezesa przez Kurskiego. Teraz jesteśmy świadkami gry nerwów. Część osób z kierowniczych stanowisk telewizji rezygnuje, żeby nie przeżyć zwolnienia w chwili, gdy pojawi się nowy prezes. To jest ciekawy aspekt psychologiczny, to poczucie nieuchronności. Oni wiedzą, że będą zwolnieni, bo nie broni ich misja, którą mieli realizować. Tak, jakby mieli świadomość, że pracowali w sposób niewłaściwy. Bo pamiętajmy, co jest istotą sprawy . Tu nie chodzi o to, aby pensje prezesa pobierał Pan X albo Pani Y. Chodzi o to, aby w mediach nastąpiła zasadnicza jakościowa zmiana.

Jacek Kurski może przeprowadzić tę zmianę?

– Osobiście go nie znam, ale powszechnie wiadomo, że jest to postać wielce kontrowersyjna. Zasłynął jako twórca filmu dokumentalnego „Nocna zmiana”. To jest jego sztandarowe dzieło. Oddał się też polityce i partie zmieniał jak rękawiczki. Być może jest człowiekiem, który może realizować te zmiany, które chciałoby prowadzić Prawo i Sprawiedliwość. Ale przy tak delikatnej sprawie trzeba uwzględniać fakt kontrowersyjności tego polityka. Osoba Kurskiego budzi za dużo negatywnych emocji. Przypomnijmy sobie chociażby ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego, w których poniósł klęskę. Abstrahuję od tego, czy ta niechęć jest słuszna, czy też nie. Myślę, że jeżeli Prawo i Sprawiedliwość mogłoby mieć innego kandydata, nie mniej kompetentnego, a działającego z równą determinacją, to powinno zrezygnować z Jacka Kurskiego. Tak poważne zmiany musi promować, rekomendować i wprowadzać osoba, która cieszy się niekwestionowanym autorytetem. Tylko jest pytanie, czy można ją znaleźć w gronie polityków?

Puszczanie, co godzinę, na zmianę hymnu Polski i Unii Europejskiej w radiowej Jedynce to odpowiedni sposób na zamanifestowanie swojej niechęci wobec zmian w mediach?

– To jest łamanie Konstytucji Rzeczypospolitej, a konkretniej jej art. 28 mówiącego o ochronie prawnej godła, barw i hymnu Polski. Dlatego hymn naszego kraju powinien być emitowany tylko w sytuacjach, które tego wymagają i są uzasadnione. Emisja hymnu, co godzina, to jest kpina i niszczenie narodowych symboli. W tej chwili mamy do czynienia nie tylko z niszczeniem hymnu, ale także i godła. Jeżeli weźmiemy do ręki najnowszy numer „Newsweeka”, to tam na okładce widnieje roztrzaskane godło Polski. To także jest naruszenie wartości konstytucyjnie chronionych. Pamiętajmy, że jest to wydawnictwo niemieckie, którego polskiej edycji redaktorem naczelnym jest Tomasz Lis. Działanie redaktora Lisa oraz redaktora naczelnego Pierwszego Programu Polskiego Radia, Kamila Dąbrowy, stanowią, podobne w skutkach,  łamanie Ustawy Zasadniczej. Odpowiedzią na nie powinny być decyzje prokuratorskie.

Opozycja mocno krytykuje PiS za tzw. małą ustawę medialną. Tymczasem jak informuje „Newsweek”, podczas spotkania z działaczami PO Grzegorz Schetyna zwracał uwagę, że dziennikarze darzą sympatią Ryszarda Petru oraz że ten jest niesiony mediami centralnymi. Wychodzi na to, że Platforma ma pełną świadomość braku obiektywizmu mediów.

– Pamiętamy to dobrze, jak Donald Tusk nawoływał do zaniechania płacenia abonamentu. Potem mówił już wprost, że media publiczne nie są potrzebne. Dlaczego tak twierdził? Bo wiedział, że media komercyjne i tak go będą popierać. Miał więc olbrzymi oręż medialny, który „bezinteresownie” wspierał jego działania. Teraz media komercyjne łaskawiej patrzą na Petru, czego mu zazdroszczą byli ulubieńcy mainstreamu. Co ciekawe, z taśm „Newsweeka” wiemy także, że miejscem, gdzie Platforma będzie kumulować swoje działania, będzie „ulica i Europa”. Można spodziewać się połączenia wszystkich sił, a więc Petru, Schetyny oraz „niedobitków” lewicy. Oni mogą spróbować wyjść razem na ulice, mając wsparcie organizacji europejskich. A Europa z pewnością zareaguje widząc, że drugi po Węgrzech kraj, a przy tym znacznie większy, próbuje zerwać kaganiec systemowy. Pamiętajmy, że dziennikarze stacji komercyjnych mogą nie wypełniać podstawowych zadań, które np. stoją przed dziennikarzem informacyjnym. Ale jedną rzecz potrafią robić w sposób perfekcyjny – czynić hałas wokół własnych spraw i bronić samych siebie. Ostrzegam więc Prawo i Sprawiedliwość, że dziennikarze, do niedawna beneficjenci systemu III RP, broniąc samych siebie, potrafią poruszyć   niebo i ziemię. Hałas podnoszony na Europę i na świat będzie przenikliwy i męczący. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl