logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Zadania? Obrona układu okrągłego stołu

Wtorek, 5 stycznia 2016 (04:26)

Z Filipem Frąckowiakiem, dyrektorem Izby Pamięci płk. Kuklińskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk

Milion osób – tyle według Grzegorza Schetyny może przywieźć Platforma na antyrządowe demonstracje. Newsweek opublikował nagranie z zamkniętego spotkania byłego szefa MSZ z członkami stołecznej Platformy. Jak odbiera Pan te deklaracje?

– Nie wierzę w milion osób. Wierzę natomiast, że niechęć zwolenników Platformy do Polski niezależnej od obcych wpływów i obcego kapitału, opartej na tradycji i wartościach jest tak duża, że nawet w te mrozy są gotowi przyjechać do Warszawy, żeby protestować. Mamy za sobą wiele demonstracji, i to w różnych miastach. I gdyby je wszystkie zsumować, nie zbliżymy się nawet do połowy miliona. To jednak pokazuje, że Platforma będzie się chwytać najróżniejszych sposobów, żeby umniejszyć wolę większości wyborców. Swoją drogą, zastanawia mnie, dlaczego to nagranie wyciekło i pojawiło się na łamach właśnie „Newsweeka”. To dobre zagadnienie do przemyśleń na długie, mroźne wieczory.

Schetyna mówi wprost, że to Platforma powinna wyprowadzać ludzi na ulicę. Pospolite ruszenie KOD jest mitem?

– Oczywiście, że tak. To nie ma znaczenia, czy na ulice wychodzą zwolennicy SLD, PSL, Platformy, Nowoczesnej, czy resztki elektoratu nieboszczki PZPR, skoro zależy im na tym, aby państwo polskie było słabe. Główną siłą scalającą te grupy jest Platforma i niechęć do zmian, a KOD jest przykrywką wymyśloną na szybko, aby obywatelom wmawiać, że oto powstał ruch społeczny. Jest to jednak taka sama wydmuszka jak Nowoczesna. Jedno i drugie jest zresztą tak samo mocno promowane przez media.

Recepta Schetyny na bycie w opozycji jest prosta: do demonstracji trzeba dodać ataki środowisk międzynarodowych. O czyje dobro walczy Platforma?

– O tych, co zawsze: obcego kapitału, postkomunistów i o godne miejsce układu okrągłego stołu w naszej historii. Natomiast demonstracje są naturalnym sposobem wyrażania opinii. Jednak to nie może być jedyne narzędzie. Zobaczmy, jak bogata była oferta opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości i środowisk narodowo-niepodległościowych. Jak wielka była praca u podstaw, ile powstało wspaniałych inicjatyw. Wykonano badania socjologiczne i politologiczne. Organizowano konferencje naukowe m.in. w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Gdyby nie Telewizja Trwam i Radio Maryja, środowiska prawicowe nie ruszyłyby z taką siłą. Ba! Nawet by się nie podniosły. Ale skoro Platforma chce wyjść na ulice, niech wychodzi i krzyczy swoje nieprawdziwe hasła, ale to nie buduje.

Wobec tego, jak odbiera Pan deklaracje działaczy Platformy o wygaszaniu wojny polsko-polskiej?

– To jest prowokacja i kłamstwo. Zobaczmy, że scenariusz jest zawsze ten sam. Platforma twierdzi, że chce zgody, a gdy PiS wychodzi z inicjatywą zmian, to PO krzyczy, że my chcieliśmy inaczej. W związku z tym, to nowy etap wojny polsko-polskiej spowodowanej przez PiS. A kto prześledzi wydarzenia ostatnich lat, to zauważy, że Platforma stała się autorem wojny polsko-polskiej. Spójrzmy tylko na jej jeden etap – katastrofa smoleńska. Myślę, że rodziny ofiar wiedzą najlepiej, jak byli traktowani przez państwo PO i PSL. A konflikt o Trybunał Konstytucyjny? Uważam, że Platforma, powołując sędziów niezgodnie z regulaminem, spodziewała się tego, że w przyszłym Sejmie powstanie konflikt w tej sprawie. Kto jest więc autorem tego, co oglądamy od dobrych kilku tygodni?

W Platformie rozpoczęły się wybory przewodniczącego. Wybór nie jest duży, bo kandydat jest jeden – Grzegorz Schetyna. Wcześniej tej partii z namaszczenia Donalda Tuska przewodziła Ewa Kopacz. Tu warto zapytać, ile jest demokracji w partii, która przestrzega przed zamachem na demokrację.

– To nie ma znaczenia, czy szefem Platformy jest Grzegorz Schetyna, czy Ewa Kopacz. Wyborowi nowego szefa towarzyszą procedury. Choć kandydat jest jeden, media będą się tym ekscytować, szczególnie te, które objęły swoim patronatem Platformę. Będziemy oglądać ekspertów, którzy będą mówić co to Schetyna zmieni i jak powieje wiatr świeżości wewnątrz Platformy, który następnie rozleje się na całe państwo. A tymczasem z nagrań opublikowanych przez „Newsweek” wiemy, że się nic nie zmieni. Bo dalej będą wyprowadzać ludzi na ulice i prosić o pomoc środowiska międzynarodowe. Sytuacja jest więc jak za czasów PZPR, gdzie również odbywały się wybory wewnątrz partii. I w tym przypadku nie ma znaczenia, kto to będzie, czy Ewa Kopacz, czy Grzegorz Schetyna, czy Donald Tusk, skoro zadania i tak są zawsze te same. A o nich mówiliśmy wcześniej.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl