logo
logo

Zdjęcie: / Inne

Komu przeszkadza tablica pamięci Żołnierzy Niezłomnych?

Piątek, 8 stycznia 2016 (03:09)

Aktualizacja: Piątek, 8 stycznia 2016 (19:46)

Z dr. Piotrem Żudrakiem, inicjatorem upamiętnienia kpt. Stefana Lemieszka oraz innych żołnierzy Podziemia Niepodległościowego w Łukowie, bratankiem zamordowanego przez UB por. Piotra Żudraka, dowódcy w latach 1943-1944 V Rejonu AK Wojcieszków Obwodu Łuków, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

W Łukowie powstała inicjatywa upamiętnienia kpt. Stefana Lemieszka oraz innych żołnierzy podziemia niepodległościowego. Kim byli ci ludzie i czym zasłużyli się chyba nie tylko dla lokalnej społeczności?

– Po wkroczeniu na ziemię łukowską pierwszych oddziałów Armii Czerwonej i „posuwających” się za nimi jednostek NKWD ze „słynnym” Smierszem na czele, wspomaganych przez nowo utworzone struktury „ludowego” aparatu bezpieczeństwa, rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę likwidacja polskiego Podziemia Niepodległościowego – Armii Krajowej, NZS, a później Zrzeszenia WiN. Jak podają historyczne źródła, w tym okresie siły AK w Okręgu Lubelskim liczyły ok. 20 tysięcy żołnierzy. Na początku sierpnia 1944 r. oddziały NKWD rozbroiły 34. i 35. Pułk Piechoty 9. Podlaskiej Dywizji AK.

Co to praktycznie oznaczało?

– Rozpoczęło się „polowanie” na żołnierzy AK, a później WiN. Szczególny udział w aresztowaniach, wysyłkach w głąb Związku Sowieckiego, w fizycznej likwidacji żołnierzy Polskiego Podziemia Niepodległościowego mieli funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Historycy podają, że w okresie 1944-1948 na południowym Podlasiu z rąk „władzy ludowej” zginęło ok. 2,6 tys. osób związanych z podziemiem niepodległościowym. Znaczący udział w represjach miał łukowski Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Z rąk jego funkcjonariuszy zginęły dziesiątki oficerów i żołnierzy łukowskiego Obwodu AK i WiN. Kilkuset wywieziono do „bratniego kraju”, wielu utraciło zdrowie podczas przesłuchań. W lasach kąkolewnickich działał sąd doraźny II Armii Wojska Polskiego i to tam na miejscu rozstrzeliwano partyzanckich bohaterów.

Czy znane są ofiary i miejsca ich pochówków?

– Niestety wiele ofiar łukowskiej bezpieki pozostaje do dzisiaj bezimiennymi. Nieznane są także miejsca ich pochówków. Jednak wiele nazwisk tych, którzy w ofierze dla Polski złożyli swe życie, jest znanych. Nie sposób nie wspomnieć o kpt. Wacławie Rejmaku „Ostoi”, komendancie Obwodu AK Łuków i jego adiutancie por. Mieczysławie Kańskim ps. „Czeczot”, zamordowanych podstępnie w październiku 1945 r. Warto też wspomnieć o kpt. Stefanie Lemieszku ps. „Narbutt” i „Alf”, oficerze ds. broni Komendy Obwodu AK Biała Podlaska, kwatermistrzu oddziału „Zenona” Stefana Wyrzykowskiego, późniejszym komendancie Obwodu WiN Łuków, który zasłynął akcją rozbicia 26 stycznia 1946 r. PUB w Łukowie. „Alf” zginął w Ciężkiem k. Wojcieszkowa w starciu z oddziałem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) i UB w listopadzie 1946 r. Ważną postacią był także por. Piotr Żudrak „Tadeusz”, oficer Komendy Obwodu AK Łuków, komendant V Rejonu AK Wojcieszków, który został zamordowany w Hermanowie w październiku 1944 r. przez funkcjonariuszy łukowskiej bezpieki. Lista ofiar jest długa. Są na niej m.in. Marian Kurowski „Stary”, Henryk Korzeniewski „Wrona”, Jerzy Wadas „Roman”, Mateńko Paweł „Mały” i inni z oddziału WiN „Lonta”. Na wielu cmentarzach ziemi łukowskiej znajdują się mogiły ofiar ubeckich mordów.  Jedynie daty śmierci wskazują, że ponieśli śmierć z rąk „ludowej władzy”.

Kto wyszedł z inicjatywą upamiętnienia żołnierzy niezłomnych w Łukowie?

– Inicjatywa tablicy w Łukowie jest kontynuacją starań, które podjąłem, o przywrócenie pamięci o zapomnianych bohaterach ziemi łukowskiej. Impulsem do tego były znalezione w archiwum domowym szczątki dokumentów o moim stryju, por. Piotrze Żudraku „Tadeuszu”, absolwencie Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie, urodzonym w Grudziądzu, uczestniku bitwy pod Kockiem, o którym mało wspominano w rodzinie. Kiedy jednak wśród dokumentów znalazłem list z 1966 r. byłego podkomendnego stryja skierowany do mego ojca, opisujący – jak się później dowiedziałem – nieprawdziwe losy stryja, postanowiłem wgłębić się w historię AK w Wojcieszkowie.

Pewnie nie było to łatwe?

– Owszem, zresztą nie liczyłem, że będzie łatwo. Kiedy przyjechałem z Wrocławia do Wojcieszkowa, aby porozmawiać z osobami pamiętającymi tamte, wojenne czasy, zetknąłem się ze ścianą milczenia. Jednak dzięki pomocy Jadwigi Jóźwik, znanej działaczki Towarzystwa Przyjaciół Wojcieszkowa, zostałem „rekomendowany” w środowisku. Od tej chwili moja wiedza wzbogacała się praktycznie z dnia na dzień. Mimo to po powrocie do Wrocławia poczułem niedosyt. Wtedy też postanowiłem, że najlepszym upamiętnieniem będzie ustanowienie tablicy poświęconej pamięci komendantów, oficerów i żołnierzy V Rejonu AK Obwodu Łuków. W tym celu powołałem społeczny komitet, do którego zaprosiłem przyjaciół z Łukowa i z innych części kraju. Pomimo oporów ze strony gminnych władz nasza inicjatywa, dzięki m.in. pomocy i poparciu Waldemara Podsiadłego, sekretarza Wojewódzkiego Komitetu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Lublinie, osiągnęła swój cel. W październiku 2014 r. odbyła się podniosła uroczystość odsłonięcia tablicy poświęconej pamięci komendantom, oficerom i żołnierzom V Rejonu AK Obwodu Łuków. Zanim to jednak nastąpiło, doświadczyłem sporo przykrości, o czym donosiła prasa.

Czy dotarł Pan do osób, które były świadkami wydarzeń sprzed lat?

– Podczas pobytu w Wojcieszkowie spotkałem się z byłym żołnierzem ochrony sztabu V Rejonu AK Obwodu Łuków, który opowiedział mi o śmierci kpt. Lemieszka „Alfa”, komendanta WiN Obwodu Łuków, który w listopadzie 1946 r. zginął w starciu z KBW i UB na polu mego rozmówcy. Ta historia zainspirowała mnie do bliższego zapoznania się z historią kpt. Lemieszka „Alfa”. W archiwach znalazłem kilka dokumentów dot. kpt. Lemieszka i w ślad za tym rozpocząłem poszukiwanie jego rodziny. Po wielu staraniach znalazłem bratanka „Alfa”, Andrzeja Lemieszka, który mieszka w Poznaniu i jest znanym onkologiem, który podobnie jak ja przez 70 lat nie znał losów swego stryja. Zafascynowany postacią kpt. Lemieszka powołałem komitet, którego celem jest ustanowienie w Łukowie na ścianie byłej katowni UB przy ul. 11 Listopada tablicy poświęconej ofiarom łukowskiego UB. W skład komitetu weszło kilkanaście osób z Polski. Równolegle odkrywałem historię następcy słynnego oddziału WiN Romana Dawickiego „Lonta”, dzięki czemu doprowadziłem do poznania losów Antoniego Dołęgi „Kulawego Antka”, który po śmierci „Lonta” dowodził do 1956 r. oddziałem WiN. Znalazłem rodzinę Dołęgi i poznałem wspaniałą postać ziemi łukowskiej, Tadeusza Brzozowskiego, który dysponował informacją o miejscu pochówku „Kulawego Antka”. I oto kolejna historia znajduje swoje miejsce na ziemi, z czego bardzo się cieszę.


Skąd Pana zainteresowanie upamiętnieniem w Łukowie?

– Tak naprawdę to przypadek zrządził, że w me ręce trafiła książka Jerzego Sroki „9. Podlaska Dywizja Piechoty AK”, w której znalazłem nazwisko i funkcję mego stryja Piotra Żudraka ps. „Tadeusz”. Po pobycie w Łukowie i poznaniu wielu osób zajmujących się dziejami wojennymi wgłębiłem się w archiwa, w których znalazłem sporo dokumentów z tamtych lat. Potem pojawiła się potrzeba poszukiwań historii zapomnianych przez lata bohaterów walk o Polskę. Teraz to już mój obowiązek. 

To, co wydawałoby się oczywiste w przypadku Łukowa, wcale takie nie jest, bo inicjatywa upamiętnienia kpt. Stefana Lemieszki i innych żołnierzy podziemia niepodległościowego napotyka sprzeciw. No właśnie – komu przeszkadza upamiętnienie bohaterów naszej wolności?

– Generalnie w Łukowie jest zgoda na zainstalowanie tablicy. We wrześniu 2015 r. zwróciłem się do burmistrza Łukowa o wstępne wsparcie naszej inicjatywy. W odpowiedzi burmistrz wyraził swoje poparcie, co nas bardzo ucieszyło. W najbliższych dniach wystąpimy do władz Łukowa z prośbą o podjęcie uchwały intencyjnej w sprawie tablicy bez określania terminu i miejsca jej zawieszenia. Od czasu do czasu na różnych forach pojawiają się wpisy ludzi, dla których historia AK i WiN jest zupełnie obca. Powtarzają slogany rodem z PRL.

Skąd zatem opór właściciela budynku? Gdzie tablica ma zostać umieszczona? Czy jedna bądź nawet kilka osób może zablokować upamiętnienie ofiar łukowskiego UB? Skąd ta niemoc lokalnego środowiska, tym bardziej że to nie pierwszy przypadek, kiedy w Łukowie pamięć historyczna nie może się przebić? Kilka lat temu były problemy z nadaniem rondu imienia Narodowych Sił Zbrojnych…

– Sprawa ronda i niechęć niektórych radnych była dla mnie zupełnie niezrozumiała. Przecież żołnierze NSZ w łukowskim Obwodzie AK również walczyli o tę samą, wolną Polskę. Wspólne dzieje NSZ i AK, które odbywały ćwiczenia na terenie rezerwatu jodłowego Jata k. Łukowa, stanowią nasze dziedzictwo historyczne. Natomiast jeśli chodzi o tablicę, to faktem jest, że opór jednej osoby niestety może spowodować zablokowanie upamiętnienia ofiar bezpieki w miejscu jak najbardziej do tego odpowiednim. Zanim nasz komitet wystąpił do właściciela budynku z pisemną prośbą o zgodę, wysłałem e-maila z prośbą o zgodę. Po jakimś czasie otrzymałem także drogą elektroniczną odpowiedź podpisaną przez współpracownika właściciela, w której poinformowano mnie, że właściciel nie widzi związku tablicy z budynkiem. Poza tym zostały wyrażone wątpliwości w sprawie komercyjnej przyszłości obiektu. Na pisemną prośbę komitetu do dzisiaj nie ma odpowiedzi.

Czy Pana zdaniem mamy do czynienia z amnezją czy wręcz z rozpadem świadomości historycznej?

– W Polsce świadomość historyczną mamy przy okazji rocznic i świąt. Pomiędzy rocznicami jest przerwa, pustka i niedostatek wiedzy. Pokolenie bezpośrednich świadków tamtych wydarzeń przerzedza się z dnia na dzień. Nie zawsze świadkowie tych wydarzeń przekazywali potomnym swoją wiedzę historyczną. Młode pokolenie jest ukierunkowane na codzienność i w małym stopniu zajmuje się historią. Powojenne lata bezmyślnej indoktrynacji także zrobiły swoje. W społeczeństwie nierzadko rysuje się podział na Polskę akowską i tę inną. Dlatego zadaniem współczesnych historyków zajmujących się Podziemiem Niepodległościowym okresu wojennego i powojennego jest stworzenie podwalin pod taki program wdrażania wiedzy historycznej, aby młoda generacja Polaków garnęła się do odkrywania i poznawania znanych i nieznanych faktów z okresu walk o niepodległość.

Odsłonięcie tablicy zaplanowano na 29 lutego tego roku, w przeddzień Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Czy jest szansa, że się to uda?

– Wobec braku zgody obecnego właściciela budynku, w którym mieścił się Urząd Bezpieczeństwa, nastąpiło opóźnienie w realizacji naszej inicjatywy. Jeśli ostatecznie nie otrzymamy jego zgody, będziemy musieli poszukać innej lokalizacji tablicy. Poza tym są jeszcze do załatwienia niezbędne formalności, w tym m.in. uchwała intencyjna Rady Miasta Łukowa, opinia Wojewódzkiego Komitetu ROPWiM w Lublinie oraz zgoda konserwatora zabytków. Biorąc to pod uwagę, planujemy uroczystości na maj lub czerwiec i mamy nadzieję, że się to uda.

Na koniec rozmowy proszę jeszcze powiedzieć, jakie działania mają Państwo zamiar podjąć, aby sprawę tego upamiętnienia doprowadzić do szczęśliwego finału.

– Wspólnie z przyjaciółmi z naszego społecznego komitetu docieramy do osób, które mogą nam pomóc w sprawie lokalizacji tablicy w Łukowie. Nawiązaliśmy współpracę z miejscowym Muzeum Historycznym, a także z Zarządem Głównym Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Warszawie, który inicjatywę objął swym patronatem. Ponadto o patronat zwrócimy się również do ZG Zrzeszenia WiN. W najbliższym czasie prześlemy władzom Łukowa naszą prośbę o pomoc w uzyskaniu zgody na umieszczenie tablicy na budynku przy 11 Listopada w Łukowie. Chcemy dotrzeć do wszystkich ludzi dobrej woli, którym historia ziemi łukowskiej i jej bohaterów jest bliska i oczywiście liczymy na ich wsparcie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl