To niecodzienne, by Bruksela interesowała się mediami w Polsce. Na planowanym na środę posiedzeniu Komisji Europejskiej unijni urzędnicy zapowiadają wprowadzenie mechanizmu kontroli praworządności w naszym kraju.
– Mam nadzieję, że Komisja Europejska tego nie zrobi. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wystosowało list do Günthera Oettingera, komisarza UE ds. cyfryzacji, w sprawie mediów w Polsce. Zwróciliśmy uwagę, że unijni urzędnicy działają na podstawie fałszywych przesłanek, bez znajomości tego, co się dzieje w Polsce, jak wyglądały media publiczne przez ostatnie lata i dlaczego potrzebna jest w nich zmiana. Nie kryliśmy też zdziwienia reakcją Brukseli.
List napisaliśmy w ślad za Federacją Dziennikarzy Europejskich, która też wystosowała pismo do Günthera Oettingera, ale z podziękowaniem za obronę wolności i niezależności mediów w Polsce. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest częścią Europejskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy i jestem zbulwersowany, że podejmuje ono decyzję mówiącą o tym, co dzieje się w polskich mediach wbrew stanowisku SDP.
Nikt nawet nie zapytał nas o zdanie. Teraz wiedzą, że nasze zdanie jest zdaniem odrębnym. Niestety, nie przyjmują naszych argumentów, czy to w prywatnych e-mailach, czy w publicznych stanowiskach zajmowanych przez SDP.
Pani Agnieszka Romaszewska, zasiadająca w zarządzie Federacji Dziennikarzy Europejskich, została pominięta w procesie decyzyjnym, gdy Stowarzyszenie podejmowało pierwszą uchwałę w tej sprawie. To świadczy o pewnym zaburzeniu rytmu demokratycznego, o którym mówi się tyle w Europie. To Europa ma bardziej kłopot z demokracją, a nie my.
Agnieszka Romaszewska nie została zaproszona?
– Nieskutecznie. Zaproszenie wysłano jej na niewłaściwy adres. To zachowanie dziwne.
Zastanawia, dlaczego dziennikarze mainstreamu wyciągnęli naszą dyskusję na forum europejskie. To jest zawstydzające. Podobnie jak konieczność opowiadania na forum UE o tym, co się dzieje w Polsce. Przecież my sami potrafimy rozwiązywać nasze problemy.
A jaki interes mają Niemcy w tym, by tak aktywnie włączać się w dyskusję o kształcie mediów w Polsce? Chodzi o ich dominujący udział w naszym rynku prasy?
– Nie tyle myślałbym o mediach niemieckich w Polsce, ile o polityce europejskiej i rozmaitych ekonomicznych decyzjach, które PiS zamierza podjąć. Są one niekorzystne dla zachodniego kapitału. Dlatego niektórzy politycy niemieccy tak głośno krzyczą. Choć pewnie element repolonizacji mediów również jest gdzieś w tle.
Niemcy mają dużą część naszego tortu za to, że teoretycznie byli naszymi ambasadorami w UE. „Podzieliliśmy się” tym wszystkim, co mieliśmy najlepsze. Oddaliśmy dużą część rynku.
Martin Schulz w niedzielnym wydaniu „Frankfurter Allgemeine Zeitung” uznał, że w Polsce za rządów PiS następuje „putinizacja”.
– Schulz, będący przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, jest – mówiąc delikatnie – niekonsekwentny (a szczerze rzecz ujmując, jest hipokrytą do kwadratu), ponieważ jego kolega partyjny Gerhard Schröder to jeden z dyrektorów Gazpromu, który podjął decyzję w sprawie Nord Stream I, a teraz Niemcy zabiegają o akceptację budowy Nord Stream II. Zarzut „putinizacji” w ustach Schulza powinien być zatem komplementem. A brzmi inaczej. To znaczy, że albo Schulz nie wie, co mówi, albo w dwóch różnych przypadkach mówiąc te same słowa, ma co innego na myśli. Przecież dzięki Putinowi jego kolega z partii ma dobrą pracę, a Niemcy tani gaz.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

