logo
logo
zdjęcie

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Ze Strasburga z tarczą

Środa, 20 stycznia 2016 (10:23)

Wczoraj w Parlamencie Europejskim w Strasburgu odbyła się debata o sytuacji w Polsce i nawet zagorzali zwolennicy Platformy przyznawali na jednym z portali społecznościowych, że premier Szydło wyszła z niej zwycięsko.

Nie musiała do Strasburga przyjechać, zwłaszcza że istnieją poważne wątpliwości prawne co do rozpoczęcia przez Komisję postępowania sprawdzającego wobec Polski, a w konsekwencji także i debaty w PE. Przyjechała, zabierała głos trzykrotnie, wyjaśniała wątpliwości komisarzy i niektórych eurodeputowanych dotyczące głównie Trybunału Konstytucyjnego i zmian w mediach publicznych.

Po raz pierwszy europosłowie z innych niż Polska krajów członkowskich dowiedzieli się, że poprzednio rządząca Platforma, tuż po przegranych wyborach prezydenckich ich kandydata, zdecydowała się desygnować do Trybunału 5 kolejnych „swoich” sędziów i w tej sytuacji miałaby ich aż 14 na 15 wszystkich tam zasiadających.

Premier Szydło przypomniała, że zmiany wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość w Trybunale miały na celu wprowadzenie pluralizmu do tej instytucji (w tej chwili w TK aż 9 sędziów jest z rekomendacji Platformy i tylko 6 z rekomendacji obecnie rządzących) i że jest to zgodne z rekomendacjami KE.

Złożyła także ważną deklarację, że rotacja sędziów, jaka będzie dokonywała się w najbliższych latach w TK (w związku z kończeniem się kadencji niektórych sędziów), będzie prowadzona tak, aby to obecna opozycja miała w TK 8 sędziów ze swojej rekomendacji, a rządzący tylko 7.

Miejmy nadzieję, że to przesłanie dotrze do komisarzy, którzy mówią ciągle o braku demokracji w Polsce, bo przecież pokazuje ono dobitnie charakter zmian w naszym kraju i czyste intencje Prawa i Sprawiedliwości.

W debacie padło zaskakująco dużo głosów popierających Polski rząd zarówno z prawa, jak i lewa, nawet od europosłów, których trudno byłoby wcześniej podejrzewać o propolskie nastawienie.

Podkreślano głównie prawo polskiego rządu wybranego w demokratycznych wyborach do dokonywania zmian w naszym kraju i brak legitymacji KE do mieszania się w te zmiany.

Niektórzy z nich występowali z kartkami (jestem Polakiem), podkreślając zasługi Polaków w walce z dwoma totalitaryzmami (niemieckim, rosyjskim), a także ogromny wkład Polaków w zmiany w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 80., w tym także obalenie muru berlińskiego.

Bardzo mocne, a jednocześnie merytoryczne wystąpienie miał w imieniu delegacji polskiej w ECR prof. Legutko, który zwrócił uwagę na 4 problemy: drastyczny język używany do opisywania sytuacji w Polsce przez niektórych unijnych polityków (zamach stanu, putinizacja, sytuacja jak na Białorusi), niejasne źródła informacji z Polski, na jakich opiera się Komisja, stosowanie przez Komisję podwójnych standardów (np. Niemcy mogą łamać unijną solidarność energetyczną, a Polska nie może zmienić ustawy o Trybunale), wreszcie o przekraczaniu przez Komisję swoich kompetencji, czego jaskrawym przykładem jest rozpoczęcie procedury nadzorczej wobec Polski.

Tych, którzy podzielali niepokój Komisji o charakter zmian dokonywanych przez obecny rząd, było bardzo niewielu, prym wodził tu szef liberałów Guy Verhofstadt (to on zaprosił przywódcę KOD pana Kijowskiego do PE), szefowa Zielonych Rebecca Harms (choć już inna przedstawicielka tej frakcji zaatakowała Komisję za sprzyjanie Gazpromowi w budowie gazociągu Nord Stream 2), wreszcie przedstawicielka komunistów Niemka Gabriele Zimmer.

Nawet przedstawiciel Platformy w debacie Jan Olbrycht także tych niepokojów Komisji nie poparł, choć w kuluarach europosłowie tej partii bardzo mocno atakowali rząd Beaty Szydło i zmiany wprowadzane w naszym kraju.

Pojednawcze końcowe wystąpienie premier Szydło tylko podkreśliło fakt, że ze Strasburga wyjeżdża ona z tarczą, ale już wystąpienia komisarzy Timmermansa i Oettingera świadczą o tym, że wojna Komisji z Polską będzie niestety trwała dalej.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Aktualizacja: Sobota, 20 lutego 2016 (11:43)

NaszDziennik.pl