logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

zdjęcie

Zdjęcie: Radek Pietruszka/ PAP

Polska to nie królik doświadczalny

Czwartek, 21 stycznia 2016 (18:48)

Z prof. Ryszardem Legutką, europosłem PiS (EKR), rozmawia Marta Ziarnik

Jak ocenia Pan wtorkową debatę o Polsce w Parlamencie Europejskim i jej rezultaty?

– Bardzo dobrym posunięciem było to, że pani premier Beata Szydło przyjechała na tę debatę, choć wcale nie musiała. Mało tego, szefowa naszego rządu przedstawiła się przed zebranymi naprawdę dobrze, jako silny, konkretny i stonowany polityk. Nadała odpowiedni ton tej debacie, w sposób merytoryczny i spokojny odpowiadając na wszelkie pojawiające się pytania. I widać było, że ci, którzy nas krytykują, właściwie nie mieli wiele do powiedzenia. Ich uwagi były bardzo ogólne, bez żadnych konkretów. Mówili o wartościach europejskich i pluralizmie – któż jest przeciw wartościom europejskim i pluralizmowi? Pogubiła się także sama Platforma Obywatelska, której członkowie nie mieli do przekazania zebranym nic specjalnego. I dlatego wpadli później w panikę, że ta debata potoczyła się inaczej, niż planowali.

Inna rzecz, że pomimo świetnego odporu ze strony szefowej polskiego rządu prawdopodobnie nadal będziemy mieli kłopot z Komisją Europejską, która traktuje całą sprawę w kategoriach szerszych niż Polska. Polska jest tutaj pretekstem, ponieważ stosując tę procedurę wobec naszego kraju, Komisja wychodzi poza swoje kompetencje, poza to, co umożliwiają traktaty. I metodą faktów dokonanych Komisja uzurpuje sobie tutaj prawo do oceniania bardzo konkretnych rozstrzygnięć przynależnych polskiemu parlamentowi. Dyskusja na temat tego, jaka większość w Trybunale Konstytucyjnym ma decydować – czy kwalifikowana – to jest decyzja polskiego Sejmu, a nie Komisji Europejskiej. Nie można się zgodzić na to, żeby Komisja miała nam dyktować warunki.

Komisarz Oettinger posunął się jeszcze dalej w tych uzurpacjach.

– To prawda, powiedział coś naprawdę zdumiewającego, a mianowicie, że ta tzw. wielka ustawa medialna, która ma się pojawić, jeszcze przed głosowaniem w polskim Sejmie powinna zostać najpierw skonsultowana z KE. To, że niewybierani urzędnicy mają mieć władzę oceniającą nad polskim głównym organem ustawodawczym, jest całkowicie niedopuszczalne. Trzeba więc tutaj liczyć się z tym, że ten spór z Polską jest również sporem o to, jak dalece Komisji wolno odchodzić od traktatu. Tutaj powinniśmy się twardo trzymać jednak prawa unijnego, a nie jakiejś instrukcji, niemalże powielaczowej. Bo ta procedura to jest wewnętrzny dokument KE. To nie jest żadne prawo. I podczas debaty przewodniczący KE Frans Timmermans nie potrafił się wytłumaczyć z tego, dlaczego wychodzą poza traktat.

Pamiętajmy, że Unia Europejska to jest taka struktura, która przez ostatnie lata przesunęła się bardzo na lewo. I każdy rząd konserwatywny traktowany jest przez nią niechętnie, nieufnie, a nawet wrogo. Więc to jest ta rzeczywistość, z którą trzeba się liczyć.

Polski sprzeciw wobec dzielenia Europy na lepszych i gorszych, obrona chrześcijańskiego dziedzictwa spotkała się z uznaniem wielu deputowanych. Jak ustosunkowuje się do niego KE?

– Komisja jest ciałem par excellence politycznym, więc oni mówią o wartościach, podczas gdy w rzeczywistości chodzi wyłącznie o politykę. Przykład Polski dobitnie to obrazuje, że te wartości, o których mowa, KE ma w pogardzie. A jeśli chodzi o tradycję chrześcijańską kultury europejskiej, to większości naszych kolegów posłów jest ona zupełnie obca. Mamy też wiele przykładów antychrześcijańskich działań. Jest to prawda, którą już znamy.

Po debacie Donald Tusk zarzucił Beacie Szydło i całemu PiS sprowokowanie „smutnego zdarzenia, jakim była debata w Parlamencie”. Podkreślił, że w pełni popiera decyzję KE o wszczęciu wobec Polski tzw. procedury państwa prawa. Jak Pan to ocenia?

– Tu nie ma nawet o czym dyskutować. Takie zachowania nie powinny mieć miejsca. Wiadomo jednak, kim jest Tusk i jak się zachowuje. Wielokrotnie robił rzeczy, których mu nie tylko nie wypada, ale i nie wolno – jak choćby publiczne popieranie w kampanii prezydenckiej Bronisława Komorowskiego. I zawsze uchodzi mu to na sucho. Co do samych oskarżeń o spowodowanie debaty, to proszę zauważyć, że Platforma dopuściła do niej, choć miała możliwość jej powstrzymania. Wystarczyło dać dyspozycje przewodniczącemu swojej grupy Manfredowi Weberowi, żeby na konferencji przewodniczących powiedział, że Europejska Partia Ludowa nie chce tej debaty. Gdyby EPP tak postąpiła, to nie byłoby tej debaty. Takiej woli ze strony PO nie było. A o tym, że była to tylko kwestia braku dobrej woli, świadczą chociażby słowa Grzegorza Schetyny, który mówił, że PO będzie rozgrywać walkę z rządem polskim przez instytucje europejskie. I nie powinniśmy się łudzić, że politycy PO zaniechają dalszych podobnych rozgrywek.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu  „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Marta Ziarnik

Aktualizacja 21 stycznia 2016 (18:51)

Nasz Dziennik