logo
logo
zdjęcie

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Unia Europejska to Niemcy?

Sobota, 23 stycznia 2016 (10:59)

Europoseł Jacek Saryusz-Wolski opublikował na jednym z portali społecznościowych swoje pytanie do Komisji Europejskiej dotyczące budowy Nord Stream 2 i jej odpowiedź, z której niestety wynika, że nie zablokuje ona tej inwestycji.

Mimo tego, że komisarz ds. klimatu i energii Miguel Canete potwierdza wszystkie zastrzeżenia europosła dotyczące tego gazociągu (polityczny, a nie biznesowy charakter inwestycji, czy stworzenie możliwości rezygnacji przez Rosję z dotychczasowych tras przesyłu gazu do Europy Zachodniej, między innymi przez Ukrainę i Polskę), to jednak milczy o możliwości zablokowania tej inwestycji.

Wprawdzie na końcu tej odpowiedzi komisarz Canete deklaruje, że już na początku tego roku Komisja przedstawi zestaw inicjatyw mających szczególne znaczenie dla bezpieczeństwa dostaw, przede wszystkim w odniesieniu do gazu ziemnego, ale już wiadomo, że sprzeciwu wobec Nord Stream 2 nie będzie.

Przypomnijmy tylko, że na początku września podczas Wschodniego Forum Ekonomicznego we Władywostoku Gazprom podpisał już umowę na budowę Gazociągu Północnego 2 aż z 5 zachodnimi koncernami.

Do wcześniejszych trzech – które podpisały czerwcowy list intencyjny – niemieckiego koncernu E.ON, austriackiego koncernu paliwowego OMV i brytyjsko-holenderskiego koncernu Shell, dołączyły niemiecki BASF i francuski Engie, a w wyniku realizacji umowy ma powstać spółka zajmująca się budową i późniejszą eksploatacją gazociągu, w której tak jak to rosyjska firma od zawsze praktykuje, będzie miała ona 51 proc. udziałów, a pozostali udziałowcy pakiety mniejszościowe sumujące się do 49 proc.

Dwie nowe nitki wspomnianego gazociągu będą miały przepustowość wynoszącą 55 mld m3 gazu i mają powstać do końca 2020 roku, co oznacza, że czterema nitkami Gazociągu Północnego Rosja będzie zdolna wyeksportować 110 mld m3.

W ten sposób do krajów Europy Zachodniej może być realizowane ponad 2/3 rosyjskiego eksportu gazu.

Przypomnijmy także, że na początku października w Parlamencie Europejskim odbyła się debata na temat budowy dwóch nowych nitek gazociągu pod nazwą Nord Stream 2, i jak się później okazało, była przede wszystkim robieniem dobrej miny do złej gry.

Została zorganizowana na wniosek największej frakcji w PE – Europejskiej Partii Ludowej (EPL), do której należą europosłowie Platformy i PSL.

Wprawdzie debacie nadano tytuł „Podwojenie przepustowości Gazociągu Północnego i skutki dla unii energetycznej i bezpieczeństwa dostaw”, sugerujący, że nie mamy do czynienia z jakimś wyjątkowo niekorzystnym dla UE przedsięwzięciem, ale zdecydowana większość europosłów bardzo krytycznie mówiła o tej inwestycji.

Tak naprawdę z tego zgodnego chóru krytyków wyłamał się tylko przedstawiciel frakcji, w której dominującą siłą jest Front Niepodległościowy Marie Le Pen – znanej z prorosyjskich sympatii.

Przebieg wspomnianej debaty i ówczesna wypowiedź komisarza ds. klimatu i energii Miguel Canete dawały nadzieję, że Komisja Europejska podejmie jednak działania blokujące inwestycję Nord Stream 2, a przynajmniej przypilnuje, żeby unijne prawo w zakresie ochrony środowiska, zamówień publicznych, wreszcie przepisy tzw. III pakietu energetycznego miały zastosowanie do tej przecież przede wszystkim rosyjskiej inwestycji.

Ale jeśli w tym przedsięwzięciu uczestniczą aż dwa duże niemieckie koncerny E.ON i BASF i dzieje się to zapewne przy przynajmniej przyzwoleniu niemieckiego rządu, to trudno sobie wyobrazić, aby te firmy wyrzucały pieniądze w błoto.

Unijne przepisy przepisami, ale skoro ta inwestycja jest dobra dla Niemiec, choć niedobra dla krajów nadbałtyckich, Polski, Słowacji i stowarzyszonej z UE Ukrainy, to zdaniem Niemców, musi być po prostu zrealizowana i niestety komisarz Canete w odpowiedzi dla europosła Saryusza-Wolskiego teraz to przyznaje.

Dr Zbigniew Kuźmiuk

Autor jest finansistą, posłem do Parlamentu Europejskiego.

NaszDziennik.pl