logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

zdjęcie

Zdjęcie: Tomasz Gzell/ PAP

Trudne negocjacje

Wtorek, 26 stycznia 2016 (18:36)

Rosja chce wyeliminować obcych, w tym także polskich, przewoźników. Tylko do końca stycznia ważne są zezwolenia na przewozy towarów, którymi wymieniają się Polska i Rosja.

 

Wstępnie na czwartek zaplanowano kolejną rundę negocjacji z Rosją w sprawie określenia zasad, na jakich po Polsce i Rosji poruszać się mają przewoźnicy z obu państw. Dotychczasowe rozmowy nie przyniosły rezultatu.

Wiceminister infrastruktury i budownictwa Jerzy Szmit za dotychczasowe niepowodzenie negocjacji obarcza stronę rosyjską, zwracając przy tym uwagę, że to nie pierwszy raz w ciągu ostatnich lat, gdy rozmowy dotyczące zasad przewozu towarów toczone przez Polskę i Rosję prowadzone są praktycznie do ostatniej chwili – wygaśnięcia dotychczasowych zezwoleń.

– Federacja Rosyjska bardzo chce ograniczyć w sposób administracyjny przewożenie towarów przez przewoźników, którzy nie pochodzą z Federacji Rosyjskiej. Wynika to z faktu strategii Federacji Rosyjskiej, oficjalnego dokumentu, który zmierza do tego, by z rynku rosyjskiego wyeliminować przewoźników z innych państw – stwierdził wiceminister Szmit.

Na pozytywne rezultaty rozmów oczekują przewoźnicy. – Jesteśmy zainteresowani jak najszybszym osiągnięciem kompromisowego rozwiązania, jednak wszystkie propozycje, jakie są składane przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, nie są akceptowane przez stronę rosyjską. Nie możemy się w tych rozmowach jednak zgodzić, żeby zasady konkurencji nie były przestrzegane – powiedział Andrzej Bogdanowicz z Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego.

Zablokowane trasy

Na konieczność zagwarantowania jasnych zasad prowadzenia tranzytu uwagę zwraca również Tadeusz Wilk ze Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce. – Rocznie wykonujemy do Rosji około 200 tys. przewozów. Musimy brać pod uwagę również to, że te przewozy muszą być wykonywane przez naszych przewoźników na określonych, jasnych zasadach. Niestety wprowadzenie nowych przepisów rosyjskich i rozporządzeń wykonawczych zaciemnia obraz tych przewozów. My nie znamy zasad, które funkcjonują – stwierdził.

Wilk zaznaczył, że prosta wymiana Polski i Rosji zezwoleniami na przewóz towarów wcale nie gwarantuje, że na podstawie tych zezwoleń polskie firmy mogłyby przewozić towary przez Rosję.

Wiceminister Szmit podkreśla, że dotychczasowe fiasko rozmów spowodowane było przede wszystkim niemożnością porozumienia się w sprawie określenia jasnych reguł funkcjonowania przewoźników. – Wymiana konkretną liczbą zezwoleń bez określonych zasad jest dla nas nie do przyjęcia – zaznaczył Szmit. Chociażby w minionym roku mieliśmy bowiem do czynienia ze zmianą zasad gry przez stronę rosyjską, która zmieniała interpretację zasad prowadzenia przewozów.

Szmit przypomniał, że taka radykalna zmiana nastąpiła w minionym roku, gdy w Rosji przyjęto ustawę dotyczącą kontroli nad transportem prowadzonym na terytorium Rosji. – Odczuliśmy tego skutki w grudniu, gdy weszły w życie rozporządzenia wykonawcze do tej ustawy. […] Interpretacja strony rosyjskiej w sposób bardzo drastyczny, jednoznaczny uderza w interesy polskich przewoźników – mówił Szmit.

Rosjanie bowiem zinterpretowali m.in., że transport towarów wyprodukowanych w Polsce przez firmy spoza naszego kraju jest przez nich traktowany już nie jako transport z Polski, lecz transport z krajów trzecich. Z początkiem roku wszedł też w życie dekret prezydenta Rosji – wprowadzony bez konsultacji – zakazujący przewozu przez ten kraj towarów objętych embargiem, w związku z czym na granicy ukraińsko-rosyjskiej zatrzymywano nasze ciężarówki z owocami wiezionymi do Kazachstanu. W rozmowach z nami Rosja domaga się natomiast wolnego tranzytu przez Polskę. Rosjanie chcą także zniesienia limitu paliwa – obecnie 600 litrów – dla prowadzenia tranzytu, które można wwieźć do Polski. To – zaznaczył Szmit – ze względu na różnicę cen paliwa między Polską a Rosją – stworzyłoby przewagę dla firm rosyjskich.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu  „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Artur Kowalski

Nasz Dziennik