logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Resort konfabuluje

Czwartek, 15 listopada 2012 (02:02)

Rząd dezinformuje rodziny smoleńskie i opinię publiczną w sprawie możliwości skorzystania z obsługi rosyjskich kancelarii adwokackich.

"Minister Sprawiedliwości w piśmie z 17 maja 2010 roku zwrócił się do Ministra Spraw Zagranicznych z prośbą o podjęcie działań zmierzających do ustalenia nazwisk rekomendowanych adwokatów pracujących w Moskwie, którzy władają językiem polskim - w celu ewentualnej reprezentacji pokrzywdzonych obywateli polskich w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym przez organy rosyjskie.

W piśmie tym Minister Sprawiedliwości zasugerował także możliwość przyjmowania przez polskiego konsula w Moskwie pełnomocnictw do reprezentacji rodzin ofiar katastrofy, a następnie udzielenie pełnomocnictwa profesjonalnemu pełnomocnikowi rosyjskiemu, który reprezentowałby wszystkich lub niektórych pokrzywdzonych" - informuje resort Jarosława Gowina w odpowiedzi na interpelację poselską złożoną przez mec. Bartosza Kownackiego. Poseł dopytywał o szczegóły opieki prawnej nad rodzinami.

Do odpowiedzi z 29 października resort dołączył listę siedmiu kancelarii adwokackich w Moskwie, z usług których mogły jakoby skorzystać rodziny ofiar. Co istotne, taką samą listę rodziny otrzymały już rok temu od prokuratury wojskowej. Polecani adwokaci rosyjscy byli rekomendowani przez Wydział Konsularny Ambasady RP.

Prokuratura zawiadamiała o możliwości skorzystania z ich usług, równocześnie informując o tym, jakie warunki należy spełniać, by uzyskać status pokrzywdzonego w prowadzonym przez rosyjskich śledczych postępowaniu karnym.

A więc przede wszystkim złożenie stosownego wniosku, który musi zostać zatwierdzony przez organ prowadzący to postępowanie. Złożenie takiego wniosku nie jest ograniczone terminami ani nie wymaga udziału adwokata czy wnoszenia opłat.

W postępowaniu pokrzywdzony może działać samodzielnie lub przez pełnomocnika, którym może być adwokat; przepisy FR nie wykluczają, że może nim być też najbliższy członek rodziny.

Natomiast polski adwokat mógłby występować jako pełnomocnik w śledztwie rosyjskim tylko po otrzymaniu stosownej akredytacji Rosyjskiej Izby Adwokackiej. A to, tłumaczyła prokuratura, jest procesem długotrwałym, trzeba byłoby się też wykazać znajomością prawa Federacji Rosyjskiej.

Co istotne, to pokrzywdzeni, czyli w tym wypadku rodziny ofiar, mieliby ponieść wszelkie koszty związane z ustanowieniem pełnomocnika - wynika to z faktu, że kosztów tych nie zalicza się do kosztów sądowych, które są zasądzane od skazanego (w przypadku wyroku skazującego) lub wypłacane ze środków budżetu federalnego (w przypadku umorzenia sprawy karnej). Rodziny ofiar mogłyby odzyskać koszty ustanowienia pełnomocnika wyłącznie w przypadku wydania wyroku skazującego.

Lista ta sama, ale przekaz inny

Problem w tym, że ta informacja (rodziny otrzymały ją w ubiegłym roku z prokuratury wojskowej) jest sprzeczna z deklaracjami strony rządowej. Resort sprawiedliwości utrzymuje teraz, że rodziny miały zapewnioną bezpłatną pomoc rosyjskich adwokatów.

"W kwietniu 2010 r. Ministerstwo Sprawiedliwości we współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych przygotowało informację dotyczącą statusu pokrzywdzonego w postępowaniu karnym toczącym się na terenie Federacji Rosyjskiej wraz ze wzorem wniosku o przyznanie statusu pokrzywdzonego, w toczącym się postępowaniu przygotowawczym prowadzonym przez Prokuraturę rosyjską. Ustalono także listę adwokatów rosyjskich gotowych podjąć się - bezpłatnego dla rodzin - reprezentowania ich interesów" - pisze ministerstwo.

I dołącza do tego listę tych samych kancelarii adwokackich, którą rodzinom przedstawiła prokuratura. O możliwości skorzystania z bezpłatnej pomocy rosyjskich adwokatów zapewniał we wrześniowym wystąpieniu sejmowym sam minister Jarosław Gowin.

- We współpracy z ministrem spraw zagranicznych przygotowano informację dotyczącą statusu pokrzywdzonego w postępowaniu karnym toczącym się na terenie Federacji Rosyjskiej (...), ustalono także listę adwokatów rosyjskich gotowych podjąć się bezpłatnego dla rodzin reprezentowania ich interesów - mówił Gowin. Resort nie posiada informacji, ile rodzin skorzystało z pomocy rosyjskich kancelarii adwokackich. Takimi danymi nie dysponuje też prokuratura wojskowa. Dopytywane o to Ministerstwo Spraw Zagranicznych milczy.

- Nie było żadnej pomocy ze strony rosyjskich prawników, nigdy i na żadnym etapie - mówi Ewa Kochanowska, wdowa po Januszu Kochanowskim, rzeczniku praw obywatelskich. To samo przyznaje Dariusz Fedorowicz, brat prezydenckiego tłumacza.

- Oprócz deklaracji, jakie się pojawiły, i to ze strony polskiej palestry, nic takiego nie miało miejsca - tłumaczy. - Rodziny nie domagały się nieodpłatnej pomocy prawnej. Tymczasem przedstawiono je w takim świetle, że coś dostały za darmo. To cios poniżej wszelkiej krytyki - ocenia mecenas Bartosz Kownacki.

Co daje taki status?

Aby adwokaci rosyjscy mogli skutecznie reprezentować swoich klientów, tj. mieć m.in. wgląd w akta śledztwa, same rodziny musiałyby mieć status pokrzywdzonego w prowadzonym na terenie FR śledztwie smoleńskim.

Daje to szerokie prerogatywy w toczącym się postępowaniu przygotowawczym; osoba taka ma prawo do zapoznawania się z jawnymi aktami śledztwa oraz do otrzymywania odpisów wszystkich decyzji organów prowadzących postępowanie, prawo do składania zeznań, przedstawiania dowodów, zgłaszania wniosków, udziału w czynnościach dowodowych.

Tak więc rodziny, mając swoich pełnomocników w Moskwie i realizując swoje uprawnienia, mogłyby sprawić, by śledztwo rosyjskie nabrało tempa, m.in. w kwestiach dotyczących działań funkcjonariuszy rosyjskich, na przykład kontrolerów wieży lotniska w Smoleńsku. W sytuacji gdyby zostały im postawione konkretne zarzuty, otwierałoby to drogę polskim rodzinom do wystąpienia o odszkodowania finansowe - kontrolerzy to przecież pracownicy państwowi.

Nie wszystkim rodzinom ofiar taki status przyznano, mimo iż do prokuratury rosyjskiej trafiły już stosowne wnioski. Statusu osoby pokrzywdzonej dotąd nie ma m.in. Ewa Błasik, wdowa po dowódcy Sił Powietrznych, i Dorota Skrzypek, wdowa po Sławomirze Skrzypku, prezesie Narodowego Banku Polskiego.

- Raport MAK uderzał w moją rodzinę, w dobre imię mojego męża, w polskich pilotów. To było działanie celowe i zamierzone, chodziło o skompromitowanie nieżyjących lotników i polskiego generała. MAK upublicznił też szczegółową sekcję zwłok mojego męża. Do tej pory Rosjanie nie przesłali dokumentacji medycznej mego męża, dlatego domagam się statusu pokrzywdzonego, by móc zapoznać się z tymi materiałami - podnosi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Ewa Błasik.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik