logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: A. Danielewicz bialystok.lasy.gov.pl/ -

Puszcza w oparach utopii

Poniedziałek, 1 lutego 2016 (18:55)

Wyhodowane na jednym chorym drzewie owady są w stanie zainfekować 30 następnych

Najpierw wymusili ograniczenie ingerencji leśników w pielęgnację Puszczy Białowieskiej, a teraz cieszą się, że las zżera kornik drukarz i krzyczą: ręce precz od naszej puszczy. Wiele wskazuje na to, że skoro tzw. ekologom i grupie przyrodników nie udała się próba administracyjnego powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego, usiłują metodą faktów dokonanych doprowadzić do obumarcia puszczańskich lasów, w utopijnej nadziei odrodzenia się za kilkaset lat pierwotnej puszczy na ich cmentarzysku.

Marsz zielonych ludzików

W połowie stycznia br. ulicami Warszawy przeszedł dziwaczny i hałaśliwy korowód kilkuset osób pomalowanych zielonymi farbami i przystrojonych w gałęzie, liście i inne leśne motywy. Organizatorami marszu wspieranego medialnie przez „Gazetę Wyborczą” była Partia Zielonych, Fundacja Strefa Zieleni, Ostra Zieleń, Zielone Wiadomości, Eko-Unia i tym podobne inne organizacje deklarujące się jako ekologiczne. Wśród demonstrantów znalazły się również czołowe polskie feministki, działacze PO, Partii Razem, KOD, a nawet – podobnie jak wielu przedstawicieli innych niezadowolonych z obecnej władzy środowisk – pojawił się były postkomunistyczny premier Włodzimierz Cimoszewicz.

Podobno zjednoczyło ich wszystkich hasło obrony Puszczy Białowieskiej, zagrożonej jakoby przez planowaną przez leśników wycinkę części świerków zaatakowanych przez plagę kornika drukarza.

Demonstranci przeszli z okolic Agrykoli pod gmach Ministerstwa Środowiska, usiłując w ten sposób wymóc na ministrze prof. Janie Szyszko powstrzymanie planów cięć pielęgnacyjnych w puszczy. Wykrzykiwali, że planowana wycinka drzew ma wyłącznie podłoże ekonomiczne.

To kolejna odsłona trwającego już od kilkunastu lat sporu między aktywistami ruchów ekologicznych a leśnikami o sposób ochrony Puszczy Białowieskiej. Wsparci lewicowo-liberalnymi mediami i finansowani ze środków m.in. Unii Europejskiej ekolodzy postulują maksymalne ograniczenie ingerencji służb leśnych w ochronę tych lasów. Do spektakularnego sukcesu ekologicznego lobby doszło w 2011 roku, gdy po trwającej od 2008 roku ofensywie aktywistów minister środowiska z PO skapitulował i zmniejszył o dwie trzecie ilość drewna możliwą do pozyskania przez nadleśnictwa gospodarujące w lasach Puszczy Białowieskiej. Ponieważ wycinka i usuwanie z lasu chorych drzew to według nauk i praktyk leśnych najskuteczniejszy sposób powstrzymania plagi kornika drukarza, na efekty nie trzeba było długo czekać. – Obecną sytuację można porównać tylko z najtragiczniejszymi okresami w dziejach puszczy, takimi jak np. masowe wyręby w latach I wojny światowej oraz w latach 20. zeszłego stulecia. Regeneracja lasu po zniszczeniach, jakie miały wtedy miejsce, mimo upływu wieku, do tej pory się nie zakończyła. Obecnie sytuacja może okazać się jeszcze trudniejsza ze względu na wysokie stany liczebności zwierzyny, która wywiera silny, ograniczający wpływ na odnowienie naturalne większości gatunków drzew leśnych występujących w Puszczy – wskazuje prof. Bogdan Brzeziecki, kierownik Katedry Hodowli Lasu SGGW.

Mały drukarz inżynier

Kornik drukarz jest małym chrząszczem zajmującym niekwestionowane pierwsze miejsce pod względem wielkości szkód wyrządzanych w lasach Europy w ostatniej dekadzie XX wieku. Odpowiada za straty w europejskim drzewostanie wielkości 31 mln metrów sześciennych. Jednocześnie owadowi temu przypisuje się korzystną rolę „inżyniera ekosystemów”, polegającą na kreowaniu otwartych przestrzeni w drzewostanie mających duże znaczenie w funkcjonowaniu zbiorowisk roślinnych i zwierzęcych. Problem w tym, że chrząszczyk jest bardzo żarłoczny i pozostawiony sam sobie, zamiast „wygryzienia” niewielkiego gniazda, może spowodować wielkopowierzchniowe zamieranie lasu, zwłaszcza monokultur świerkowych, co w dłuższej perspektywie przynosi już negatywne skutki wynikające z drastycznych zmian środowiska.

To właśnie grozi istotnym fragmentom Puszczy Białowieskiej po decyzji poprzedniego ministra środowiska, by ograniczyć wycinkę drzew w części zagospodarowanej przez Lasy Państwowe do 63 tys. metrów sześciennych w latach 2011-2020.

Pech chciał, że zaraz po tym werdykcie na przełomie 2011 i 2012 roku wichury powaliły na sporym obszarze puszczy świerkowy las, co przy braku zgody ministerstwa na usunięcie połamanych drzew doprowadziło do wywołania tzw. gradacji, a więc nadmiernego rozmnożenia się kornika.

I tak w 2012 roku z zaatakowanych kornikiem blisko 18 tys. drzew usunięto z lasu niecałą jedną trzecią. Rok później plaga objęła ponad 60 tys. drzew, z czego usunięto niespełna jedną czwartą, a w 2014 roku chorych było już ponad 126 tys. świerków. Z puszczy usunięto ich zaledwie 27 tys. W chwili obecnej leśnicy obliczyli, że zaatakowanych przez kornika i częściowo uschniętych jest już pół miliona drzew na obszarze 4 tys. ha lasu. Na wiosnę, gdy zrobi się cieplej, z chorych drzew wyfruną kolejne pokolenia korników, rażąc następne hektary puszczy. Przyrodnicy wskazują, że wyhodowane na jednym chorym drzewie owady są w stanie zainfekować 30 następnych. Tymczasem wyznaczony białowieskim leśnikom dziesięcioletni limit drzew do wycinki został już w 96 proc. wykonany. Gdyby się trzymać decyzji poprzedniego ministra, przez kolejne 6 lat kornik drukarz miałby niczym nieograniczone pole ekspansji, a leśnicy mogliby jedynie liczyć straty.

To dlatego Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Białymstoku zabiega o zwiększenie puli drzew do wycinki. Leśnicy stanowczo sprzeciwiają się demagogicznym zarzutom o ogromnych dochodach uzyskanych ze sprzedaży puszczańskiego drewna. Deklarują, że chodzi im o usuwanie martwych świerków z Nadleśnictwa Białowieża z obszaru ok. 7 tys. ha, co stanowi niecałe 5 proc. powierzchni całej Puszczy Białowieskiej. Zaatakowane przez kornika świerki można sprzedać tylko jako drzewo opałowe, którego cena jest zbliżona do kosztów uzyskania.

Choć trzy puszczańskie nadleśnictwa nie generują zysków i są dotowane z funduszy Lasów Państwowych, to jednak z puszczy żyje całkiem spora grupa ludzi. Oprócz etatowych pracowników służby leśnej, których jest ponad 100, są to pracownicy zatrudniani na umowy w zależności od potrzeb przez Zakłady Usług Leśnych, pracownicy firm spedycyjnych zajmujący się transportem, składów drzewnych, tartaków, zakładów przemysłowych bazujących na tym surowcu. – My wytwarzamy jakieś dobro narodowe, z którego korzysta społeczeństwo, i nie jesteśmy dotowani z budżetu, tak jak Białowieski Park Narodowy zatrudniający ponad 100 osób zajmujących się obserwowaniem procesów zachodzących w przyrodzie – wskazuje Krzysztof Oniszczuk, naczelnik Wydziału Ochrony Ekosystemu Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. I pyta retorycznie: – Czy te organizacje pozarządowe mające dostęp do potężnych zagranicznych funduszy i tak zatroskane losem puszczy są w stanie włożyć swoje środki na wsparcie parków narodowych?

Decyzja o podwyższeniu limitu wycinanych drzew należąca do ministra środowiska jeszcze nie zapadła. O Puszczy Białowieskiej jest jednak mowa w punkcie 5 bilansu otwarcia przeprowadzonego w Ministerstwie Środowiska po jesiennej zmianie władz.

„’Celem ochrony siedlisk i gatunków priorytetowych ważnych dla Wspólnoty’, na terenie trzech nadleśnictw gospodarczych Puszczy Białowieskiej, decyzją polityczną zmieniono operaty urządzeniowe lasu, obniżając masę pozyskiwanego drewna z posadzonych tam kilkadziesiąt lat temu drzewostanów” – stwierdzono w dokumencie. „Spowodowało to zanik siedlisk priorytetowych na znacznych powierzchniach i obumarcie setek tysięcy drzew (świerk, sosna, dąb, jesion, olsza, brzoza) o masie około 4 milionów metrów sześciennych i wartości 800 mln zł. Dzieje się to w atmosferze poniżania godności miejscowej ludności, użytkującej i tworzącej te zasoby od stuleci”.

Mit pierwotnej puszczy

Trudno o racjonalną dyskusję z malującymi się na zielono i skaczącymi po śniegu fanatykami, którzy tak kochają Puszczę Białowieską, że nawet wielkie łowy zarządzone w niej przez króla Władysława Jagiełłę w 1409 roku w ramach przygotowań do bitwy pod Grunwaldem nazywają „rzezią w puszczy”. Również feministki czy politycy klepiący bon moty o obronie puszczy przed pocięciem na deski nie wydają się zbyt wiarygodni. Ale przeciw wycince chorych drzew w Puszczy Białowieskiej wypowiadają się też niektórzy naukowcy.

Kilkunastu z nich na początku br. wystosowało swoisty apel o pozostawienie puszczy siłom natury. Ich zdaniem, „opanowane przez korniki świerki zamierają, ustępując miejsca drzewom liściastym, wymagającym dużej ilości światła i lepiej dostosowanym do aktualnych warunków środowiska. Naturalny proces zmiany struktury gatunkowej lasu jest długotrwały, jednak na żadnym z jego etapów nie ma zagrożenia dla trwałości leśnego ekosystemu. Las nadal żyje, choć radykalnie zmienia się skład i udział procentowy tworzących go gatunków drzew”. W swoim opracowaniu wymieniają cały szereg dogodnych warunków, jakie dzięki powalonym w dużej liczbie drzewom otwierają się dla wielu roślin i zwierząt. Są też zdania, że usuwanie chorych drzew z lasu, zamiast ograniczać, może spowodować ekspansję kornika drukarza.

Problem w tym, że jak to w nauce bywa, istnieją też całkiem inne, może nawet bardziej ugruntowane w obecnym stanie nauk leśnych poglądy. Ta gałąź wiedzy stoi w Polsce na bardzo wysokim poziomie, czego efektem jest wysoka jakość kształcenia polskich leśników, co przekłada się na doskonały stan naszych zasobów leśnych.

Badania w rezerwacie ścisłym Puszczy Białowieskiej są prowadzone od prawie 90 lat. Przez ten czas wytworzono potężną dokumentację, na podstawie której wielu naukowców dochodzi do całkiem innych konkluzji niż grupa opowiadająca się za nieingerowaniem przez człowieka w puszczańskie życie. – Koncepcja pozostawienia lasów puszczy „siłom natury” i poddania ich ochronie ścisłej realizowana jest od prawie 100 lat na obszarze Rezerwatu Ścisłego Białowieskiego Parku Narodowego, na powierzchni prawie 5000 ha. Badania nad wieloletnią dynamiką drzewostanów i całych zbiorowisk leśnych prowadzone na tym terenie wykazują, że ochrona ścisła kierująca się jako nadrzędną zasadą ochrony naturalnych procesów, sprzyjając pewnym wyspecjalizowanym grupom gatunków – przynajmniej do pewnego momentu, jednocześnie prowadzi też do pogorszenia warunków życia całej plejady innych gatunków, w tym wielu cennych i rzadkich. Zanik wielu elementów różnorodności biologicznej na terenach objętych ochroną ścisłą jest bardzo dobrze udokumentowany – polemizuje prof. Bogdan Brzeziecki.

Puszcza Białowieska wbrew ekopropagandzie nie jest lasem pierwotnym i tylko w nielicznych fragmentach ma taki charakter, co również jest przedmiotem naukowych kontrowersji. To dzięki ingerencji człowieka, który na różne sposoby ochraniał te lasy przez ostatnie 500 lat, puszcza jest tak cennym przyrodniczo obszarem. Pozostawienie jej teraz na pastwę kornika spowoduje uproszczenie składu gatunkowego jej drzewostanu, z którego stopniowo będą ustępować takie gatunki, jak: sosna, dąb, jesion, klon, wiąz, świerk na rzecz najbardziej ekspansywnego grabu i leszczyny, co musi przełożyć się na coraz mniejszą różnorodność całej biocenozy leśnej. Dlatego stosowanie przez aktywistów organizacji ekologicznych argumentacji, jakoby w przypadku Puszczy Białowieskiej tylko ich stanowisko oparte było na przesłankach naukowych, stanowi propagandowe nadużycie.

Dla ekologów dążących do swoistej eksterytorialności Puszczy Białowieskiej i wypędzenia z niej człowieka pozostaje jeszcze problem miejscowej ludności, która od pokoleń żyła i pracowała w symbiozie z puszczą i teraz nie chce słyszeć o przekształceniu jej w ścisły rezerwat, zarezerwowany dla żubrów, ekologów i naukowców. Dlatego potrzebna jest ekopropaganda, jakoby ludzie z okolic Puszczy Białowieskiej byli przeciwko wycince drzew w tym lesie. Okazuje się, że do tak przełomowego newsa dziennikarskiego upoważnia powstanie niewielkiej, bo liczącej „na razie” kilkudziesięciu członków, nieformalnej grupki sympatyków ekologów i ich pomysłów. Jaki to promil w stosunku do kilkunastu tysięcy mieszkańców okolicznych gmin, już się o tym nie wspomina.

 

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Adam Kruczek

Nasz Dziennik