Dlaczego Maria Kiszczak zgłosiła się do Instytutu Pamięci Narodowej, oferując sprzedaż dokumentów zgromadzonych przez jej męża Czesława Kiszczaka?
– Wszyscy próbują panią Kiszczak gdzieś w tej układance umieścić, ale ja nie jestem zwolennikiem teorii, że ktoś ją wysłał, ktoś namówił, że akurat wybrał taki czy inny moment. Wielokrotnie o tym mówiłem i w biografii Kiszczaka też to pokazuję, że Maria Kiszczak to jest pani, która lubi być w świetle fleszy, kamer, wśród dziennikarzy. W swoim małżeństwie to ona nadawała ton wizytom, rautom, bankietom, przyjęciom. Kiszczak wręcz nie cierpiał takich rzeczy, a ją ten świat, w którym żyła przed 1989 rokiem, pociągał. Kiedy to się skończyło, Maria Kiszczak zaczęła pisać i wydawać kolejne autobiografie. Wszystkie przeczytałem, konfrontowałem z archiwami i coraz bardziej się utwierdzałem w przekonaniu, że to jest w pewien sposób próżna pani. Proszę zauważyć, że gdy dziennikarze czekali pod jej domem, to ona, wychodząc do nich, trzymała pod pachą swoje książki.
Pani Kiszczak pewnie długo jeszcze nie zniknie z ekranów telewizorów.
– To jest dopiero początek seansu z jej udziałem. Jak wróci do Polski Lech Wałęsa, to będziemy świadkami kolejnego spiętrzenia medialnego spektaklu z udziałem wdowy po Czesławie Kiszczaku.
Maria Kiszczak już zdążyła przeprosić Wałęsę za ujawnienie dokumentów zgromadzonych przez męża.
– Tylko my jeszcze nie wiemy, jakie rzeczy wypłyną, a one z pewnością będą podtrzymywać zainteresowanie mediów osobami Kiszczaków. Zgłosił się już przecież były wysoki funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, który pomagał generałowi Kiszczakowi schować ogromne ilości dokumentów. On mówi, że tych dokumentów było tyle, że zajęły średniej wielkości ciężarówkę. Tam mogą być bardzo ciekawe rzeczy. Tak więc pani Kiszczak pozostanie na pierwszej linii frontu, czyli spełniły się jej marzenia.
Bardzo liczę, że się ten worek rozpruje, tam mogą być szokujące rzeczy. Bo Czesław Kiszczak nie gromadził „szumu archiwalnego”, odbitek. Był za poważny, żeby się bawić w zbieranie papierzysk. Tam są bestsellery archiwalne.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

