logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Ludzie odchodzą, ale ich czyny trwają

Czwartek, 25 lutego 2016 (03:12)

Aktualizacja: Czwartek, 25 lutego 2016 (13:03)

Z prof. dr hab. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Nie żyje prof. Ryszard Bender. Kogo żegnamy w osobie zmarłego?

– Żegnamy człowieka głęboko zatroskanego oraz zaangażowanego w sprawy Polski i to od wielu, wielu lat. Żegnamy człowieka, który był czynny naukowo, człowieka Uniwersytetu, a zarazem człowieka niezwykle zasłużonego na niwie społecznej. Przypomnę tylko, że prof. Bender to również były prezes Klubu Inteligencji Katolickiej w Lublinie. Żegnamy też polityka bardzo aktywnego, który wiązał swoją wiedzę historyczną i doświadczenie naukowca z bieżącymi wydarzeniami, który miał umiejętność spinania tego w jedną logiczną całość. I od tej strony prof. Bender był osobą publiczną zaangażowaną w sposób bardzo aktywny w bieg spraw Polski.   

Jak Pan Profesor wspomniał, prof. Bender był: naukowcem, społecznikiem i politykiem. Która z tych funkcji najlepiej charakteryzuje tę nietuzinkową postać? 

– Prof. Bender przez wiele lat był dziekanem Wydziału Nauk Humanistycznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i nam – czyli swoim studentom – zawsze powtarzał zasadę, że 51 proc. w życiu człowieka powinna zajmować nauka – nauka przede wszystkim. Tak nas uczył i wydaje się, że również sam starał się ten priorytet ustawiać zwłaszcza w swoim czynnym uniwersyteckim życiu. Jeśli się przyjmuje taką zasadę, to naukowcem się jest, a czynnym politykiem się bywa. I to mojej ocenie było podstawą i wybijało się na pierwszy plan w aktywnej działalności prof. Bendera. Przy czym warto pamiętać, że nauka historii jest bardzo inspirująca dla czytania współczesnej rzeczywistości i jej zmiany. On to widział w perspektywie dziejów, szczególnie dwóch ostatnich wieków naszej historii, w silnym ukierunkowaniu na niepodległość a zarazem przy bardzo jednoznacznym postrzeganiu wielkiej roli Kościoła w życiu państwa i narodu.  

Był Pan uczniem, ale także współpracownikiem prof. Bendera. Jak wyglądała ta współpraca?

– Pragnę zwrócić uwagę, że w relacjach naukowych prof. Bender bardzo wspierał swoich uczniów. Starał się ich dopingować i inspirować na wszystkich etapach, przechodzenia przez szczeble kariery naukowej. Jednocześnie cechowała go duża życzliwość jeśli, chodzi o problemy naukowe, zawodowe, ale również te codzienne, zwyczajne – ludzkie. Można powiedzieć, że w stosunku do swoich najbliższych współpracowników był bardzo życzliwy.

O czym może nie każdy pamięta – prof. Bender jako przedstawiciel strony solidarnościowo-opozycyjnej brał udział w obradach Okrągłego Stołu w zespole ds. reform politycznych…

– Prof. Ryszard Bender był niejako na marginesie obrad Okrągłego Stołu. Warto bowiem pamiętać, że układ, który rozstrzygał o kwestiach najbardziej istotnych, był skupiony wokół Bronisława Geremka, natomiast środowisko katolicko-społeczne było tam zmarginalizowane. Tak czy inaczej w sensie historycznym, pod kątem pewnej wiedzy z pewnością warto ten fakt odnotować.   

Warto też przypomnieć, że prof. Bender był autorem określenia „Goebbels stanu wojennego” w odniesieniu do Jerzego Urbana…

– Rzeczywiście takiego określenia prof. Bender użył wobec Jerzego Urbana, który jak pamiętamy, był rzecznikiem prasowym rządu od 1981 do 1989 r., a więc także w okresie stanu wojennego, ministrem kreatorem propagandy PRL, który wyręczając w tym względzie Wydział Propagandy KC PZPR na określenie „Goebbels stanu wojennego”, solidnie sobie zapracował. Przypomnę tylko, że podczas swoich wyreżyserowanych konferencji prasowych Urban brutalnie atakował, opluwał aresztowanych działaczy opozycji. Mocno też atakował ks. Jerzego Popiełuszkę nic zatem dziwnego, że po jego pogrzebie ówczesny I sekretarz KC PZPR Wojciech Jaruzelski chwalił Urbana za ofensywę propagandową przeciwko zamordowanemu kapłanowi. W latach 90., kiedy cała ta historia z procesem, który Urban za określenie „Goebbels stanu wojennego” wytoczył prof. Benderowi, się rozgrywała, byliśmy studentami i obserwowaliśmy wszystkie te wydarzenia. Proces trwał z tego, co pamiętam, ok. 12 lat. W tym czasie profesor był ciągany po sądach, co było uciążliwe z jednej strony, ale z drugiej przysparzało mu popularności. Było kuriozalne, co z dzisiejszej perspektywy widać bardzo wyraźnie, że opozycja komunistyczna była ciągana po sądach przez tych, którzy byli architektami czy też współarchitektami stanu wojennego.

Inna sprawa, że to określenie „Goebbels stanu wojennego” chyba na stałe przywarło do Jerzego Urbana…

– To prawda. Zresztą w 2004 r. Sąd Apelacyjny w Lublinie orzekł, że prof. Bender nie musi przepraszać Urbana, a rok później Sąd Najwyższy oddalił kasację i stwierdził, że porównanie nie wyrządziło szkód powodowi. Był to duży tryumf prof. Bendera oczywiście w sensie moralnym, a zarazem porażka Jerzego Urbana.

Proszę powiedzieć, jaką rolę w życiu prof. Bendera odgrywało Radio Maryja?

– Prof. Bender był zaangażowany w dzieło, jakim jest Radio Maryja od samego początku. Za jego kadencji w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji zapadła decyzja o przyznaniu koncesji Radiu Maryja. Profesor, można powiedzieć, miał wyczucie do istotnych momentów dziejowych w naszej historii. I taką decyzje podjął i starał się ją jednoznacznie przeprowadzić. Później starał się być blisko związany z toruńską rozgłośnią. Stanął na czele Krajowego Sekretariatu SOS dla Radia Maryja i starał się bronić tego dzieła, kiedy zachodziła taka potrzeba. A takich potrzeb, jak wiemy, na przestrzeni ostatnich dwudziestu kilku lat było wiele.

To smutne, że tacy ludzie odchodzą…

– Każde życie ludzkie się kiedyś kończy. Ludzie odchodzą, ale ich dzieła pozostają i trwają. Tak jest też ze śp. prof. Ryszardem Benderem.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl