Mamy w Polsce pół miliona urzędników, a to przekłada się na konkretne owoce. Otóż w 2015 roku w naszym kraju weszło w życie prawie 30 tysięcy stron maszynopisu nowego prawa. Obliczono, że na zapoznanie się z tymi regulacjami przedsiębiorca musiałby każdego roboczego dnia poświęcać 3 godziny i 59 minut.
– Na każdym kroku utwierdzam się w przekonaniu, że żyjemy w domu wariatów. Co więcej, dwie trzecie prawa to buble prawne, a ich autorzy twierdzą, że ich twórczość jest dobra i pomocna. Gdy policjant zatrzyma nas do kontroli, powinniśmy trzymać ręce na kierownicy, a po dokumenty sięgać lewą ręką. Ktoś o tym wie? Ktoś to stosuje? Pytam: kiedy te przepisy znajdą uzasadnienie? A wtedy, kiedy policjant dopuści się nadużycia siły. Wówczas stwierdzi, że sięgał pan za pazuchę prawą ręką, a on myślał, że tam może być broń. Tak to działa i po to to jest. Dlatego mówienie właśnie o domu wariatów jest uzasadnione.
„Dobrej zmianie” powinna towarzyszyć masowa deregulacja?
– Niestety, dotychczas „dobra zmiana” polega na tym, że produkuje się następne ustawy i przepisy. Na razie deregulacja nie wykracza poza sferę marzeń i pobożnych życzeń. A ta jest kluczowa do naprawy państwa.
Ruch Kukiz’15 ruszył na wojnę z gabinetami politycznymi, które kosztują nas 500 mln zł.
– Z państwem jest jak z tortem. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. Tutaj chce się mieć ciastko i je zjeść. Tak się nie da. Państwo nie ma własnych pieniędzy, nie żyje samo z siebie. Dysponuje tylko tymi, które od nas zabierze lub które od nas dostanie. Najczęściej ten pierwszy aspekt wchodzi w grę. 250 mln zł wydajemy na uszczelnienie i bardziej sprawne działanie kontroli skarbowej. Co to może oznaczać? Że czeka nas jeszcze większe przykręcenie śruby. A powinno być na odwrót. Państwo musi funkcjonować w sposób tani, aby obywatele mogli odetchnąć i osiągnąć odpowiednio wysoki standard życia. Szukanie oszczędności w nadmiarze biurokracji jest więc jak najbardziej zasadne.
Co jest powodem utrzymywania armii urzędników?
– To dla każdej władzy jest wygodne. Dzięki temu rządy są łatwiejsze. Więcej urzędników to więcej prawa i większa kontrola. I tak stajemy się wynarodowieni, nie żyjemy we własnym państwie, a w kraju urzędników. To wszystko stoi na głowie. Minister powinien pełnić funkcję usługową, powinien służyć narodowi. Prawdę mówiąc, nie widzę starań rządu w tej sprawie, żebym mógł powiedzieć, że idzie ku lepszemu.
Jednym z głównych haseł Ruchu Kukiz’15 jest walka z partiokracją. I tak kwota wolna od podatku dla przeciętnego Kowalskiego wynosi 3091 zł. Z kolei poselska to aż 27 360 zł. Widzi Pan podstawy do dziewięciokrotnie wyższej wolnej kwoty?
– Nie ma żadnych podstaw. Nie ma sensu budowania funduszu socjalnego dla posłów. To jest dla mnie totalna abstrakcja. Poseł jest od służenia wyborcom, to nie jest jego praca. To jest służba. Żaden fundusz socjalny nie powinien go dotyczyć. Natomiast jest specjalna ustawa, która na to pozwala. Proszę sobie wyobrazić, że rocznie 4 mln zł jest przeznaczone na wsparcie socjalne dla posłów. Dzięki temu mogą starać się o zapomogi. Ale to nie koniec. W tym roku podatnicy wydadzą 50 tys. zł na koszulki piłkarskie posłów.
To wszystko mimo pensji przekraczającej wyobrażenia zwykłego obywatela?
– A widzi pan. Udowadniają, że jednak można.
Podniesienia kwoty wolnej od podatku dla obywateli do 8 tys. domaga się Platforma Obywatelska. Traktuje Pan to żądanie poważnie, mając w pamięci dwie kadencje koalicji PO i PSL?
– Mieli na to 8 lat i nic nie zrobili. Teraz podnoszą krzyk. Każdy sam może nazwać takie zachowanie.
Zastanawia mnie to, jak zwykły obywatel, który ciężko pracuje na utrzymanie rodziny, ma nabrać zaufania do elit politycznych wobec faktów, o których rozmawiamy.
– Zaufanie zaufaniem, ale poseł musi być rozliczany z tego, co robi. Stąd pomysł jednoosobowych okręgów wyborczych. Dzięki nim obywatel może w sposób jasny i klarowny okazywać swoje sympatie. Kandydowałem z 16. okręgu, bo jestem związany z Ciechanowem. W Płocku byłem może 15 razy w życiu, a kandydowałem również z tego miasta. Podczas kampanii wyborczej na jednej z konferencji w Płocku, gdzie byli również miejscowi kandydaci, dziennikarz zapytał mnie, co zrobiłem dla Płocka. Nic, czyli tyle samo, co posłowie z Płocka dla Ciechanowa. To nie jest logiczne. Przy mniejszych okręgach, dotyczących konkretnych regionów, działanie posła jest zasadne.
Wierzy Pan, że życie ekonomiczne Polaka może być prostsze?
– Nie ulży się obywatelom inaczej jak poprzez zmiany w gospodarce, i to fundamentalne. To, co pan poruszył na początku, jest kwintesencją polskiego prawa gospodarczego. Przedsiębiorcy muszą oddać się księgowości, a pensje obciążone są wielkimi kosztami. Ludzie w połowie pracują dla państwa, a w połowie dla siebie. Jak społeczeństwu ma się dobrze żyć, gdy minimum 60 proc. pensji zabiera państwo? W ten sposób m.in. sponsorujemy ZUS. Z czego wynika ten haracz? Państwo musi mieć środki, więc będzie „łupiło” obywatela. Tylko dzięki taniemu państwu obywatele będą mieć więcej pieniędzy, zaczną więcej wydawać, a wpływy do budżetu wzrosną. Tylko tyle i aż tyle.

