Jechali tutaj, jak zeznał potem młody furman, chłop jednej z podkarpackich wiosek, bocznymi drogami z Łańcuta. Niemieccy żandarmi i granatowi policjanci. Wśród nich ten, który jak prawdopodobnie udało się ustalić, był tym, który doniósł na rodzinę Ulmów i rodzinę Goldmanów, którzy razem z nimi mieszkali.
Zatrzymali się na drodze, dom stał na uboczu wsi, obok nie było innych zabudowań. Żandarmi i policjanci poszli w kierunku domu Ulmów, rozległy się strzały. Zawołali furmanów i kazali im patrzeć. Zabili najpierw synów Chaima Goldmana, jego żonę, potem zabili Wiktorię i Józefa Ulmów. Jeden z Niemców mówił do furmanów: „Patrzcie, jak giną polskie świnie, które pomagają Żydom”. Nie wiedzieli, co zrobić z dziećmi, szóstką dzieci Józefa i Wiktorii. I wtedy niemiecki dowódca żandarmów powiedział: „Nie będziecie sobie we wsi robili kłopotu”. I zabił ich wszystkich, po kolei. Człowiek, który składał to zeznanie, słyszał strzały, krzyk, lament.
Dlaczego Józef Ulma i jego żona tak się zachowali i zdecydowali przyjąć pod swój dach rodzinę Goldmanów? Chaima, ojca rodziny, człowieka prawie 80-letniego, kupca z pobliskiego Łańcuta, jego dorosłych synów, jego córki, wnuczkę. Dlaczego się na to zdecydowali? Czy kierowali się apelem dowództwa Polskiego Państwa Podziemnego, że jest moralnym obowiązkiem Polaków udzielać pomocy naszym współobywatelom Żydom, współobywatelom Rzeczypospolitej wobec zagłady? Czy kierowali się tym, że znali Chaima Goldmana i całą jego rodzinę? Bo przecież w tej społeczności wszyscy się znali. A może kierowali się biblijną przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie, którą znaleziono podkreśloną w Biblii w ich domu. Nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie.
Józef Ulma był zwykłym podkarpackim chłopem. Światłym, mądrym. Był stawiany gospodarzom za wzór, bo pasjonował się pszczelarstwem, hodował jedwabniki. Powiedzielibyśmy dzisiaj, że był lokalnym liderem opinii. Ludzie do niego przychodzili po rady. Fotografując, dokumentował życie społeczności lokalnej i życie swojej rodziny. Też właśnie dzięki temu to muzeum jest tak wymowne i piękne. Bo pełne jest zdjęć zrobionych przez Józefa. Pełne jest też zdjęć jego żydowskich sąsiadów i gości, przyjaciół, których przyjął pod swój dach i z którymi zginął.
To niezwykle przejmujące muzeum. Jestem ogromnie wdzięczny i dziękuję w imieniu Rzeczypospolitej, w imieniu wszystkich moich rodaków, wszystkim, którzy przyczynili się do jego powstania. Dziękuję tym, którzy przyczynili się do tego, że Ulmowie, ich rodzina i wszyscy ci, którzy pomagali przetrwać swoim wspóbratymcom pochodzenia żydowskiego w czasie masakry ich narodu, których naziści przeznaczyli do wyniszczenia. Dziękuję, że to muzeum jest pomnikiem ich wszystkich. Dziękuję, bo Polska i dziejowa sprawiedliwość bardzo takiego pomnika potrzebowała.
Nasze narody – polski i żydowski – przez tysiąc lat żyły na tej ziemi. Te tysiąc lat wspólnej historii doznało straszliwej wyrwy, jaką był holokaust na okupowanych przez Niemców polskich ziemiach. Obozy śmierci, które znaczą czarną kartę w dziejach narodu żydowskiego. Wielu ludzi przyjeżdża do naszego kraju, by zobaczyć obóz Auschwitz i inne świadectwa wielkiej zagłady będące ostrzeżeniem dla całego świata, co znaczy nienawiść, chora ideologia i do czego zdolny jest oszalały nią człowiek. Ale na szczęście powstają w naszym kraju inne miejsca, pokazujące to, co piękne w naszej historii, nawet tej najtragiczniejszej. Takim miejscem jest to muzeum – muzeum braterstwa, miłosierdzia, wspólnot miejsca, Ojczyzny, często wspólnoty przywiązania.
Bo może Józef Ulma przyjął rodzinę Goldmanów pod swój dach dlatego, że ich syn, tak jak on w 1939 roku walczył w obronie Polski. Może dlatego, że tysiące obywateli polskich żydowskiego pochodzenia walczyło za Polskę w roku 1918, 1919, 1920, 1939 i potem. Walczyli, bo Polska była naszą wspólną Ojczyzną. I miejscem, gdzie na szczęście – podczas tej straszliwej tragedii, jaką był holokaust, i próby, jak to cynicznie mówili hitlerowscy dowódcy „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” – znalazły się tysiące Polaków, którzy umieli stanąć na wysokości zadania bycia braćmi i obywatelami. Bycia ludźmi miłosiernymi, wsłuchanymi w naukę, jaką wszystkim nam głosi religia chrześcijańska. Na szczęcie byli ludzie, którym tej miłości nie zabrakło mimo wielkiego ryzyka, ryzyka śmierci, bo za pomoc Żydom taka kara groziła w okupowanej Polsce, jak nigdzie indziej na świecie, i była bezwzględnie wykonywana, tak jak tutaj. Nie tylko Józef i Wiktoria Ulmowie oraz ich dzieci w ten sposób zginęli. Były dziesiątki, setki takich rodzin; tysiące ludzi, którzy za pomoc swoim pobratymcom, współobywatelom oddali swoje życie.
Kiedy dzisiaj wspominamy tamten dramatyczny czas, te tysiąc lat wspólnej historii, niech drogą przez te lata będzie to, co można w wolnej Polsce zobaczyć – Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie, niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny Auschwitz, Muzeum w Markowej, niezwykle ważne na trasie wspólnej historii. Historii, w której przyjaciel za przyjaciela, brat za brata, człowiek za człowieka był gotów oddać życie. Niech świadectwem tego, że jest to prawdą, będzie to, co już dziś usłyszeliśmy. Że nawet ten niemiecki przykład grozy, jakim było zamordowanie rodziny Ulmów i ukrywanych przez nich Goldmanów, nie skłonił innych mieszkańców Markowej, mających przecież też swoje rodziny, też chcących przetrwać, do wydania Żydów, których ukrywali. Mimo tej tragedii 21 Żydów było do końca wojny ukrywanych w tej wsi.
To wielkie miejsce dla Rzeczypospolitej, bo tu jak w soczewce skupia się to, że jako Polacy możemy czuć się godnie. Byli wśród nas tacy, którzy byli więcej niż przyzwoici, którzy byli bohaterami, których trzeba postawić na równi z tymi, którzy z bronią w ręku walczyli o wolność Polski i ginęli. Jedni i drudzy oddali życie za drugiego człowieka i za wolność, bo wolność to godność. To, że ukrywali swoich przyjaciół było sprzeciwem wobec pogardy, nienawiści, antysemityzmu, czyli tego wszystkiego, co przynieśli na naszą ziemię niemieccy naziści.
Jako Prezydent RP chcę wyraźnie powiedzieć – każdy, kto głosi i sieje nienawiść między narodami, każdy, kto głosi, sieje i podsyca antysemityzm, depcze po grobie rodziny Ulmów, depcze po ich pamięci, po tym, co jako Polacy poświęcili, oddając życie. Za godność, uczciwość, za sprawiedliwość i za elementarny szacunek należny każdemu człowiekowi. Niech to muzeum, obok innych, będzie dla wszystkich wielkim świadectwem tragicznej, ale dobrej pamięci i ostrzeżeniem przed tym, co nienawiść, pogarda czyni z ludzi.
Można tylko powiedzieć, dobrze, że w tym wszystkim, także i władze Polskiego Państwa Podziemnego umiały zachować twardość. Bo ten, który prawdopodobnie wydał Ulmów i ich gości, żydowskich sąsiadów, nie żył długo. Oni zginęli w nocy z 23 na 24 marca, a Polskie Państwo Podziemne wydało wyrok na kolaborancie 10 września tego samego, 1944 roku. Później udało się złapać jeszcze jednego z morderców, który strzelał do co najmniej trójki dzieci. Został osadzony w więzieniu. Najpierw skazany na karę śmierci przez polski sąd, potem złagodzono to do dożywocia, następnie 25 lat pozbawienia wolności. Umarł w więzieniu w Bytomiu. To dobrze, że polskie państwo potrafiło wydać za mord, okazać elementarną sprawiedliwość. Tak jak elementarna sprawiedliwość musi zostać wymierzona każdemu mordercy. Tak się dzieje w każdym uczciwym i praworządnym państwie. Wierzę w to, że Polska nigdy nie będzie tolerowała antysemityzmu, nawoływania do nienawiści czy fobii narodowych. Wierzę, że Polska nigdy tego nie będzie tolerowała. I tak jak dziś państwo Izrael i jego twórcy nauczeni dramatycznym doświadczeniem holokaustu postanowili, że nigdy nie zostawią żadnego swojego obywatela i będą za wszelką cenę strzegli bezpieczeństwa każdego Żyda. Tak samo i my, Polacy, i nasze państwo powinniśmy czynić to samo.
Niech tragedia dla naszego narodu i żydowskiego, tego, co stało się w czasie II wojny światowej, będzie dramatyczną lekcją, z której wyciągamy wnioski my i przyszłe pokolenie, któremu musimy przekazać prawdę o tym, co się działo, prawdę o bohaterstwie, ale i smutną prawdę o draństwie.
Prawda buduje braterstwo między narodami i pozwala tworzyć przyjacielskie więzi. Bo tylko na prawdzie może być oparta dobra przyszłość.

