logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Blaski i cienie Szpitala im. Świętej Rodziny

Niedziela, 20 marca 2016 (18:34)

Aktualizacja: Niedziela, 20 marca 2016 (19:48)

W warszawskim Szpitalu Świętej Rodziny wykonano kolejną aborcję. Zdarza się to tam od dwóch lat, od czasu do czasu. Wybrano niedzielny wieczór. Według relacji medialnych powodem aborcji eugenicznej był zespół Downa u dziecka.

Po aborcji – eutanazja

Zespoły Downa czy Turnera nie wyczerpują, moim zdaniem, warunków dopuszczalności aborcji. W przepisach prawa mowa jest o ciężkiej, nieuleczalnej chorobie dziecka zagrażającej jego życiu. Osoby z zespołem Downa żyją krócej niż zdrowe, zwykle do 50-60 lat, ale ostatnio opisywano mężczyznę, który przeżył ponad 70 lat. Jest to niepełnosprawność, choroba, problem dla rodziców, ale jednocześnie człowiek z zespołem Downa jest uczuciowy, współczujący, troskliwy. Chore dziecko zwykle zespala, a nie rozdziela rodzinę.

Długość ciąży dobiegała do 24. tygodnia, a więc była bliska czasu, kiedy dziecko osiąga zdolność do życia poza organizmem matki. Wywołano poród przedwczesny. Dziecko urodziło się żywe, według osób obecnych w sali porodowej – płaczące. Można sobie wyobrazić zaskoczenie personelu. Dziecko miało nie żyć, a żyło, płaczem zwracało na siebie uwagę.

Zdecydowano, by nie ratować wcześniaka. Podejrzewany był o wadę serca. Świadkowie twierdzą, że nie udzielono dziecku pomocy pielęgniarskiej, nie ogrzano, nie owinięto, nie przytulono. Niechcianego gościa potraktowano dosłownie chłodno. W Instytucie Matki i Dziecka, gdzie pracowałem, szczycono się utrzymaniem przy życiu wcześniaka o wadze 450 g. Nie sądzę, by świetnie wyszkolony personel oddziału neonatologii Szpitala Świętej Rodziny miał problem z utrzymaniem przy życiu dziecka o wadze ponad 700 g, tym bardziej że dziecko oddychało, płakało. Nie było umierające po porodzie. Ratowanie dziecka nie miałoby cech terapii uporczywej, niewłaściwej. Nie trzeba jej oczywiście stosować wówczas, kiedy wiemy na pewno, że leczony człowiek nie ma żadnych szans. Tutaj waga dziecka była dość duża na ten wiek ciąży, dziecko było żywotne, trzeba byłoby później zdiagnozować rodzaj wady serca.

Wiem od profesora chirurgii dziecięcej, że dzieci z zespołem Downa są operowane z powodu wad serca, chociaż rodzice nie zawsze są zadowoleni, że operacja zakończyła się sukcesem. Z pewnością dziecko, o którym mówimy, mogłoby być operowane tylko w późniejszym okresie, jeżeli kwalifikowałoby się do takiej operacji.

Dziecko zmarło, bez pomocy medycznej, bez opieki, potraktowane jak nieproszony gość.

Prawo dziecka do życia

Tak się jakoś składa, że Szpital Świętej Rodziny jest miejscem, skąd od pewnego czasu płyną na całą Polskę, a nawet za granicę ważne sygnały dotyczące prawa dziecka do życia. Dwa lata temu odmówiono w nim aborcji chorego dziecka, teraz aborcję wykonano, ale nieskutecznie. Trzeba było kończyć bierną eutanazją. O ile tamta sytuacja wzbudziła natychmiastową, gniewną reakcję organu założycielskiego i błyskawiczną, jednoczesną kontrolę przeprowadzoną przez pięć innych instytucji, o tyle w ostatnim przypadku reakcja, z wyjątkiem reakcji prokuratury, była wolna, wyglądała na wymuszoną przez okoliczności. Pani prezydent Warszawy tym razem nie przejęła się zbytnio prawdopodobnym przekroczeniem prawa i procedur medycznych w podlegającym sobie szpitalu. Wyrzucenie mnie z pracy spowodowało zwiększenie liczby aborcji w Polsce, o czym z zadowoleniem donosiły lewicowe media. Jak na ten fakt reaguje sumienie pani prezydent, pewnie się nie dowiem. Jak zareaguje na obecne wydarzenia w tym samym szpitalu? Konsekwencji pewnie nie będzie, bo szpital posłusznie realizuje zalecenia organu założycielskiego.

Poprzednio oskarżano mnie, że spowodowałem poprzez odmowę aborcji cierpienia dziecka w oddziale neonatologicznym. Sądzę, że poród poprzez cięcie cesarskie, troskliwa opieka w oddziale nie spowodowały dodatkowych cierpień dziecka. Teraz ci sami nie przywiązują wagi do koszmarnych cierpień dziecka, które przeżyło wywołane lekami intensywne skurcze macicy, przedwczesne urodzenie się i umieranie przez kilkadziesiąt minut w nieprzyjaznym otoczeniu.

Sądzę, że obydwa wydarzenia, które odbyły się kolejno w tym samym szpitalu, wywierały i będą wywierać wpływ na sposób myślenia na temat prawa do życia nienarodzonych dzieci, że będą też budzić emocje, prowokować dyskusje. Będą także przyczyną rozważań na temat praw matek, rodzicielstwa, sumienia rodziców, konieczności prawdziwej promocji zdrowia prokreacyjnego. Wydarzenia te budzą również wnioski dotyczące powołania lekarzy, pielęgniarek i położnych do służby zdrowiu i życiu ludzkiemu, zagrożeń dla ich sumień, konieczności zmiany ich postaw, zerwania z aborcyjno-anytykoncepcyjnym sposobem lekarskiego myślenia i komunikowania się z pacjentami.

Tego domaga się przeważająca część naszego społeczeństwa, której bliski jest chrześcijański system wartości. W tym kierunku powinna iść dobra zmiana w resorcie zdrowia.

Na koniec chciałbym dodać, że Szpital Świętej Rodziny to miejsce, do którego warto udać się, aby urodzić dziecko, wykonać operację ginekologiczną czy chirurgiczną, by wyleczyć chore dziecko. Szkoda takiego pięknego szpitala, by plamił swoją zasłużoną renomę zabijaniem dzieci. Wielu pracowników to sumienni, pracowici, uczciwi ludzie. Większość z nich doskonale znam. Bardzo proszę pana ministra Konstantego Radziwiłła, by sprawił, aby aborcja nie była obowiązkową częścią kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia tego szpitala i innych.

Do czasu, aż obowiązywać będzie w naszym kraju całkowita ochrona życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, proszę o to, by aborcje eugeniczne wykonywane były tam, gdzie rozpoznano wadę wrodzoną za pomocą diagnostyki prenatalnej. Nie wypada, by nadal obowiązywała w naszym kraju zasada, że wszyscy mają mieć splamione ręce, by nikt nie był lepszy. Pozwólmy spokojnie pracować tym, którzy z morderstwem prenatalnym nie chcą mieć nic wspólnego. Tym, którzy chcą być lepsi. To zaleta, a nie wada.

Prof. Bogdan Chazan

Nasz Dziennik