logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Popieram apel generałowej

Poniedziałek, 19 listopada 2012 (02:09)

Z Ewą Kochanowską, wdową po śp. Januszu Kochanowskim, rzeczniku praw obywatelskich, rozmawia Marta Ziarnik

Czytała Pani apel Krystyny Kwiatkowskiej w sprawie jak najszybszego powołania komisji międzynarodowej do spraw wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej?

- Czytałam. I z całego serca to oświadczenie popieram. Ból, cierpienie, pasja, logika i konkluzja wyrażone w tym apelu całkowicie pokrywają się z moimi odczuciami. I jestem przekonana, że większość rodzin smoleńskich także utożsamia się z tym apelem i go popiera.

Jak Pani ocenia odmowę publikacji tego listu przez Polską Agencję Prasową?

- Wydaje mi się, że PAP - podobnie jak polski rząd i prokuratura wojskowa - zupełnie nie zdają sobie sprawy, że jakiekolwiek śledztwo dotyczące katastrofy smoleńskiej nie może być prowadzone z lekceważeniem interesów i praw rodzin. Można nam wmawiać, że samolot z biało-czerwoną szachownicą i wielkim napisem "Rzeczpospolita Polska" nie jest samolotem państwowym, że błędnie naprowadzany samolot był na "kursie i ścieżce", że w tych trudnych warunkach pogodowych Rosjanie nie mieli absolutnego obowiązku zamknąć lotniska, że nie wydali zezwolenia na zejście do 50 metrów. Można próbować wmówić nam cokolwiek, a osoby, które odmawiają akceptacji tych wersji, obrzucać inwektywami. Ale to i tak nas nie złamie. I oto mamy całkowicie apolityczny, osobisty, z argumentacją nie do zbicia, apel żony gen. Bronisława Kwiatkowskiego - pani Krystyny. Nie da się go wtłoczyć w lansowany schemat walki politycznej. Pytań w nim zawartych nie da się zbyć zwyczajowymi obelgami, więc się go ignoruje.

Jak można to zmienić? Istnieje jakiś arsenał skutecznych narzędzi, które można wykorzystać w tej sprawie?

- Zadajmy proste pytanie: po co bada się katastrofy lotnicze? Dlaczego nie chcemy się zadowolić "arcybolesną prawdą", że jak samolot spada, to się rozbija, a pasażerowie giną? Otóż na świecie czyni się to z dwóch powodów. Po pierwsze - w celu wyjaśnienia technicznych przyczyn katastrofy, aby na przyszłość uniknąć usterek i błędów, które do niej doprowadziły. Po drugie - dla rodzin ofiar. A czasem nawet przede wszystkim dla rodzin. Szanuje się ich cierpienie i rozpacz po stracie bliskich. Zapewnia się im dostęp do wszelkich informacji w sposób przystępny i zrozumiały, z najwyższą czcią traktuje się najmniejsze szczątki ludzkie i rzeczy, które są zbierane z pietyzmem i przekazywane rodzinom. Na świecie nikt nigdy nie ośmieliłby się uczynić najmniejszego, krzywdzącego rodziny i ich uczucia, komentarza. Od tego świata dzieli nas cywilizacyjna przepaść. W euroentuzjastycznej euforii zapominamy jednak, że przynależność do Europy to nie tylko ewentualne profity, ale także obowiązki. I tak po przystąpieniu Polski do Rady Europy w 1991 roku przyjęła ona ratyfikowaną dwa lata później Europejską Konwencję Praw Człowieka, która w ten sposób stała się prawem obowiązującym w Polsce. Może należałoby, z powodu rażącego jej pogwałcenia, na drodze sądowej przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu dochodzić naruszeń standardów adekwatnego i skutecznego śledztwa, naruszeń interesów i praw rodzin, które stały się ofiarami nieludzkiego i poniżającego traktowania?! W ostatnim przypadku chodzi nie tylko np. o odmowę powołania biegłego wyznaczonego przez rodzinę do ekshumacji czy odmowę wykonania określonych badań ciała, ale także o obelżywe komentarze, których dopuszczają się przedstawiciele parlamentu i mediów. Sądzę, że takie procesy niezwykle skutecznie zwróciłyby uwagę opinii publicznej na ogrom zaniedbań i nieprawidłowości rządu oraz barbarzyństwa mediów w tzw. śledztwie smoleńskim.

Pani dzieci mieszkają i pracują za granicą. Jak ich znajomi interpretują to, co wokół katastrofy dzieje się w Polsce?

- Każde z nich, chociaż w różny sposób, prowadzi kampanię informacyjną o katastrofie. Fakty, które przekazują (nie żadne "teorie spiskowe"), są przyjmowane ze zszokowaniem i zdziwieniem m.in. w związku z postawą polskiego rządu, który odmówił ofiarowanej z wielu krajów pomocy przy badaniu tak wielkiej tragedii narodowej.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Ziarnik

Nasz Dziennik