W pierwszej części naszej rozmowy o św. Janie Pawle II wspomniał Pan o potrzebie autorytetów także w Kościele, autorytetów, których niestety brakuje...
– Tak jest, tak jest. Może to właśnie jest nasz czyściec, który przechodzimy, który przechodzi cała Polska wierząca i niewierząca, duchowni i świeccy. Może doszliśmy do dna jeśli chodzi o państwo, w dużej mierze także zdeformowana część naszego Narodu. Ale jednocześnie Duch Święty daje nam pewne gwarancje, że nas nie opuści, że jest z nami. To fakt, że to nasze przygnębienie męczy, mamy społeczną depresję, smutek, czujemy się samotni. Tak jest, kiedy wchodzi diabeł, który izoluje człowieka od Boga i ludzi, od radości, od dobra, od piękna. Kryzys wartości, kiedy się pojawia, sprawia, że mamy na porządku dziennym naigrywanie się z Boga i człowieka, a wręcz podstawianie mu nóg. Czy taki ma być kierunek, w którym zmierzamy…? Chyba nie! Musimy przystanąć, pomyśleć, wrócić do tego, co ustami św. Jana Pawła II mówił do nas Bóg i wciąż mówi. Mamy całe nauczanie papieskie, do którego możemy zawsze się odwołać, po nie sięgnąć i sięgajmy, bo warto. Po tej refleksji, przemianie ruszajmy do przodu z nową siłą, werwą. Bóg nie pozostawi nas samymi, On nam pomoże być lepszymi, bo wie, że sami sobie nie poradzimy, a wówczas przez nas świat będzie lepszy. Nie można wszystkiego spłycać. Nie możemy być sługami czy niewolnikami techniki, postępu, mediów, bo to one mają służyć człowiekowi, ale nie mogą nim rządzić.
Dotknął Pan także wymiaru społecznego, a pójdźmy dalej, do poprawności politycznej, która wygrywa z rozsądkiem, jeśli chodzi np. o bezkrytyczne przyjmowanie imigrantów muzułmańskich. Czy sami nie podcinamy swoich religijnych, kulturowych korzeni?
– Europa w wymiarze społecznym – w dużym uproszczeniu – radziła sobie, potrafiła bronić wartości i swoich granic. Była mocna, kiedy żyła Bogiem. Kiedy jednak próbowała wykluczyć z życia Boga i wartości chrześcijańskie, stała się słaba, a przez to podatna na działanie innych obcych nam kultur. Stąd Iislam, który ze swej natury jest ekspansywny, a w swej radykalnej postaci zdolny do uśmiercania innych, aby osiągnąć swój cel, zaczyna się u nas panoszyć. Mamy próby narzucenia nam obcych wartości, a przecież to my jesteśmy gospodarzami we własnym domu i to nie my, ale oni powinni się do nas dostosować. Rosja prowadzi podobną grę, posługując się kłamstwem, manipulacją, aby osiągnąć swój cel, jest także sprawniejsza i szybsza w działaniu, bo tam nie obowiązują zasady demokratyczne, ale dyktat władzy, która samodzielnie podejmuje decyzje. Nasza zachodnia cywilizacja oparta na Bogu, na Dekalogu i na wartościach jest bogatsza, bo czerpie siłę z Miłości, a właściwie powinna czerpać. I to jest cel: iść drogą Bożą, tak jak nauczał nas św. Jan Paweł II. Nie ma innej, lepszej drogi. Jeśli nie skorzystamy z jego rad, to grozi nam zagłada duchowa i cywilizacyjna. Pamiętam, jak Papież sprzeciwiał się wkroczeniu Amerykanów do Iraku, bo przewidywał, że to wywoła nieszczęście. I miał rację, bo bez uznania Boga za Pana i władcę, bez zawierzenia Bogu, człowiek sam sobie nie poradzi. Najtęższe umysły, politycy, uzbrojenie są niczym. Potrzeba pokory, tymczasem ktoś celowo próbuje sprowadzić nieszczęście na świat, Europę i na Polskę, wprowadzając nas w błoto. A nasz Ojciec Święty, Polak, który przeszedł wiele w życiu: wojnę, pracę w kamieniołomie, był poetą, aktorem a potem wybrał kapłaństwo, drogę służby Bogu i człowiekowi, pokazał nam, że można kochać.
Jak to jest, że z jednej strony mówimy o uczuciach do Jana Pawła II, szczycimy się nim, cieszymy się, że nasz rodak jest świętym, a z drugiej strony nie słuchamy rad, których z serca nam udzielał?
– Jedna z przyczyn dotyczy osłabienia wiary w Narodzie. Omamieni pokusami świata chętniej słuchamy złych doradców, a niestety mniej ufamy Bogu i Jezusowi Miłosiernemu. Nazwałbym to deficytem zaufania. Potrzeba nam zaufać Panu Bogu, oddać mu się bez zastrzeżeń, całkowicie, nawet mimo wątpliwości zawierzyć. Jan Paweł II – człowiek zawierzenia wskazuje nam kierunek, ale musimy iść tą drogą z nim. Jeśli się zatrzymamy, znów będziemy sami narażeni na działanie zła. Ktoś, kto uważa, że sam sobie poradzi bez Chrystusa, jest w błędzie. Tak to trzeba widzieć. Same wspominanie Papieża i emocje z tym związane nie wystarczą. Musimy na nowo odczytać to, czego nas uczył i czego od nas wymagał, bo był głosem Boga. Nie wystarczy żyć tylko legendą świętości Jana Pawła II, ale trzeba mu zaufać i spełniać jego testament, nie z poczucia obowiązku, ale widząc w tym sens. Musimy się utożsamić z nim jako człowiekiem, naszym rodakiem, mistykiem, który dotykał Pana Jezusa. Musimy go przyjąć, z krzyżem, którego bronił jako biskup krakowski i który dźwigał także jako Papież. Musimy go przyjąć i przekazywać naszym dzieciom, wnukom, którzy go nie znali osobiście, którzy nie mieli szczęścia dorastać w czasie pontyfikatu Jana Pawła II. Samo nic się nie stanie, musimy chcieć, być aktywni, mając czyste intencje i na uwadze dobro Kościoła i Polski.
Czy taki przełom, przemiana w Narodzie, w ogóle w świecie, jest możliwa?
– Oczywiście, że jest możliwa, trzeba tylko zaufać Bogu i modlić się za przyczyną św. Jana Pawła II. To, że dziś, po ośmiu latach rządzenia Polską przez ignorantów, mamy wreszcie władzę, która daje nadzieję, mamy prezydenta, dla którego człowiek jest wartością, a ojczyzna służbą, to się nie wzięło znikąd, ale jest to efekt przebudzenia społecznego. Większość Polaków jest z Kościołem i chce dobra tego Kościoła kochającego, ale też wymagającego od siebie i wiernych. W świecie mamy kryzys w Kościele, chociażby we Francji, i nie możemy dopuścić, aby podobnie było u nas. Kościół nie może być wycofany, ale ma być jak dobry, ale wymagający ojciec. W Polsce kryzys dojrzał na tyle, że nie wystarczy, jak politycy podadzą sobie ręce, ale potrzebne jest racjonalne rozwiązanie sporu tak, aby nie wracał. Niech to nastąpi i myślę, że pewną rolę do odegrania może tu mieć również Kościół i autorytet polskich biskupów. Mam nadzieję, że Światowe Dni Młodzieży w Krakowie i przyjazd Papieża Franciszka może być punktem zwrotnym na drodze pojednania w naszej Ojczyźnie. Módlmy się o to za przyczyną św. Jana Pawła II, który był jednym z nas, największym spośród nas, a on nas nie zawiedzie.
Dziękuję za rozmowę.
Pierwsza część rozmowy TUTAJ

