logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Test z życia

Czwartek, 7 kwietnia 2016 (02:18)

Z Markiem Jurkiem, posłem do Parlamentu Europejskiego, prezesem Prawicy Rzeczypospolitej, rozmawia Marta Ziarnik

Jak ocenia Pan przygotowany przez Instytut Ordo Iuris projekt ustawy antyaborcyjnej?

– To bardzo istotne zwrócenie uwagi na luki w polskim prawie chroniącym życie. I realizacja sugestii zawartych w zignorowanych przez poprzedni rząd pracach Komisji Kodyfikacyjnej Ministerstwa Sprawiedliwości. Choć nie są to projekty identyczne. Oba wychodzą z podstawowego założenia, że państwo ma obowiązek bronić niewinnego życia ludzkiego.

Jego krytycy twierdzą, że idzie o wiele za daleko, krzywdząc rzekomo kobiety.

– Ci rzekomi obrońcy obowiązującego prawa, po pierwsze, sami wielokrotnie zgadzali się na jego łamanie (bo kto z nich na przykład domagał się przywrócenia wcześniejszego charakteru Szpitalowi Świętej Rodziny po jesiennym wyroku Trybunału Konstytucyjnego?), a po drugie, często są po prostu przeciwnikami tego prawa, co słychać w pogardzie, z jaką mówią o prawie do życia.

Opozycja straszy, że jeśli wejdzie on w życie, rozkwitnie w Polsce podziemie aborcyjne i turystyka aborcyjna.

– Na te problemy powołują się z reguły ci, którzy palcem nie kiwną, żeby z nimi walczyć. Wszystkie siły społeczne powinny wspierać wymiar sprawiedliwości w walce z podziemiem aborcyjnym. Podejście do tej właśnie sprawy jest najlepszym testem na stosunek do obowiązującego prawa. A reakcją na wyjazdy aborcyjne jest umiędzynarodowienie kwestii prawa do życia. Jan Paweł II zawsze stawiał tę sprawę jako najważniejsze zagadnienie praw człowieka. I oczywiście praktyczna współpraca międzynarodowa. Właściwie nie ma krajów, gdzie istnieje tzw. aborcja na życzenie, tym bardziej dla cudzoziemców, więc najczęściej i w tym wypadku mamy do czynienia z łamaniem prawa.

Ta ustawa ma szanse?

– Nawet w tamtej kadencji Sejm zapewniłby prawo do życia niepełnosprawnym, gdyby nie brutalna presja na konserwatywną mniejszość w PO ze strony prezydenta Bronisława Komorowskiego i premiera Donalda Tuska. Nawiasem mówiąc, to wtedy, usprawiedliwiając swoje stanowisko, Tusk powiedział, że przecież tzw. wyjątek eugeniczny nie może podważać prawa do życia dzieci z zespołem Downa. To ważne świadectwo intencji ustawodawcy, potwierdzające granice ustawowych „wyjątków”. Tym bardziej dziś mamy większość po stronie cywilizacji życia. Obawiam się jedynie destrukcji, obojętnego niezaangażowania politycznych przywódców większości w sytuacji, gdy wielu polityków opozycji występuje otwarcie przeciw gwarancjom prawa do życia, ulegania prowokacjom z drugiej strony – żeby prowadzić debatę na temat wymyślonych hipotetycznych sytuacji, zamiast rozwiązywania realnych problemów, jakie znamy. Złym znakiem jest wstrzymanie rejestracji ustawy przez marszałka Marka Kuchcińskiego, który wezwał społecznych wnioskodawców do przedstawienia finansowych skutków wykonania projektu ustawy. To dość makabryczne w kontekście prawa do życia. I bezzasadne, bo ustawa nie pociąga bezpośrednich skutków finansowych.

Nie obawia się Pan, że PiS nie będzie zainteresowane procedowaniem projektu? Padały komentarze, że jest to „aborcyjna pułapka na PiS”, a Jarosław Kaczyński usiłuje z Episkopatem „ułagodzić” ustawę.

– W sprawie nacisków na Episkopat apelowałem do władz PiS o jasne dementi tych doniesień. Nie wolno odwodzić pasterzy od solidarności z wiernymi wypełniającymi powinności moralne. Potrzebne są też jasne znaki solidarności z akcją na rzecz prawa do życia. Na przykład w wypowiedzi premiera Kaczyńskiego o społecznym projekcie ustawy zabrakło mi słów o oczywistych nakazach ludzkiej solidarności i wyrażenia oczekiwania, że inni liderzy polityczni będą się nią kierować. Politycy powinni przywoływać uniwersalne normy, którym wszyscy musimy być wierni. Natomiast jeśli władze PiS chciały mieć wpływ na przebieg procesu obrony życia – powinny były zawczasu budować swoją wiarygodność w tym zakresie. Gdyby Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało, że nowe Ministerstwo Sprawiedliwości podejmie zalecenia Komisji Kodyfikacyjnej odrzucone przez poprzedni rząd – miałoby znacznie lepszy tytuł do rozmowy o strategii obrony życia ze środowiskami obrońców życia. Podobnie, gdyby zastanowiło się nad prawnymi i politycznymi implikacjami sprawy Wiktora. Tymczasem w tej sprawie okazało się zaskakująco niezainteresowane odpowiedzialnością wiceprzewodniczącej PO, prezydent Warszawy sprawującej nadzorczą władzę nad szpitalem na Madalińskiego.

Jeśli spojrzymy na to z dłuższej perspektywy – ujrzymy uderzającą zbieżność. Zbliża się Jubileusz 1050-lecia Chrztu Polski. Każdy jubileusz to weryfikacja naszej wierności. I znowu, tak jak pięćdziesiąt lat temu, zaczyna się kampania nienawiści do Kościoła i pogardy dla ładu moralnego. Wtedy Kościół oskarżano nawet o brak patriotyzmu. Dziś uczestnicy tamtej kampanii się wstydzą. To była trudna próba wierności. Zupełnie jak dziś.

Premier Beata Szydło powiedziała w Szczecinie, że jej wypowiedzi popierające uszczelnienie prawa antyaborcyjnego to prywatna opinia i nie ma tematu, bo to nie jest projekt rządowy.

– Wypowiedź pani premier ściśle odpowiada statusowi ustawy. Ale rząd nie może być neutralny wobec prawa do życia. Nie tylko ze względu na ogólną odpowiedzialność społeczną, ale również praktyczne kwestie prawne. Minister sprawiedliwości został prokuratorem generalnym, więc musi podjąć energiczną walkę z przestępczością aborcyjną, przecież to prawny obowiązek wynikający z obecnej ustawy. Minister zdrowia musi usunąć środki poronne z obiegu, bo prawo nie zezwala na chemiczną aborcję. Rząd musi również zagwarantować, że w szpitalach nie będzie zachęcania kobiet do prenatalnego dzieciobójstwa, a sumienia lekarzy będą szanowane (zgodnie z prawem potwierdzonym przez Trybunał Konstytucyjny). Prawo do życia to praktyczna kwestia, wymagająca, szczególnie w zderzeniu z kontrkulturą śmierci, codziennej ochrony, a nie wydumana „sprawa światopoglądowa”.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu  „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Marta Ziarnik

Nasz Dziennik