logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Strategiczne uderzenie w Kościół

Czwartek, 7 kwietnia 2016 (03:09)

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, zastępcą przewodniczącego Komisji Kultury i Środków Przekazu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Niemieccy dziennikarze otrzymują instrukcje od rządu w Berlinie, w jaki sposób pisać o Polsce. Jak można się domyślać, chodzi o to, żeby pisać bardzo źle. Przyjaźń przyjaźnią, ale wojna informacyjna będzie trwać?

– Afera z Kolonii z ostatniego sylwestra, kiedy okazało się, że ZDF, a więc niemiecka telewizja publiczna, na polecenie rządu ukrywała informacje o napaściach na tle seksualnym, jest dobitnym przykładem faktu, że media publiczne w Niemczech są zależne od administracji rządowej. W związku z tym informacja dotycząca sposobu instruowania dziennikarzy do przedstawiania Polski w niekorzystnym świetle jest jak najbardziej fragmentem polityki niemieckiej, przy wykorzystaniu nowoczesnej wojny psychologicznej i informacyjnej. Wiele wskazuje na to, że przynajmniej część mediów niemieckich podjęła sposób uprawiania swojej misji, nie tyle poprzez służbę informacji, ale jako przedłużenie państwa niemieckiego.

W Niedzielę Miłosierdzia Bożego w kościele pw. św. Anny w Warszawie doszło do prowokacji feministek. Przekonują Pana tłumaczenia redakcji TVN i „Gazety Wyborczej”, że obecność ich dziennikarzy na tej Mszy św. była przypadkowa?

– Analizując to, co się stało podczas niedzielnej Mszy, i przekaz, który mu towarzyszył, to można stwierdzić, że to była z góry zaplanowana prowokacja, która miała być nagłośniona przy użyciu mediów. W mojej ocenie, media te były w pełnej gotowości do podjęcia tego tematu. Nie można więc mówić o jakimkolwiek przypadku.

Stacją, która zgłosiła chęć nagrywania Mszy św. w kościele św. Anny, był ZDF. Niemcy wyemitowali także materiał z tego wydarzenia. Skoro docierają do nas informacje o tym, że niemieccy dziennikarze mają pisać źle o Polsce, to źródła prowokacji z Niedzieli Miłosierdzia Bożego mogą leżeć nad Renem?

– Nie chcę szukać źródeł i prowodyrów działania feministek. Mamy za mało informacji. Jednak sam fakt wystąpienia o zgodę na nagrywanie właśnie tej Mszy, może wskazywać na to, że przewidywano, że może dojść do incydentu. A gdy prześledzimy kolejne sekwencje wydarzeń, które miały miejsce później, to możemy nabrać w tej kwestii pewności.

Stojące w opozycji do Kościoła media piszą o proteście wiernych, pustych ławkach oraz „niezgodzie na mieszanie się” biskupów w sprawy polityczne. Przekaz jest jasny –Kościół w kryzysie…

– A rzeczywistość jest inna, Kościół ma się dobrze. Z przekazu części mediów biją stwierdzenia życzeniowe, mające tworzyć i prowadzić nagonkę na polskich kapłanów. To jest część większej strategii. Zobaczmy, że debata, która toczy się wokół ustawy zwiększającej ochronę życia ludzkiego w Polsce, ma charakter stricte polityczny. Dlaczego? Bo tej ustawy jeszcze nie ma w parlamencie. To też środowiska lewacko-liberalne starają się rozgrywać całą sprawę politycznie. Nie znajduję innej interpretacji do toczących się wydarzeń.

Organizatorki prowokacji jasno deklarują swoją wrogość wobec Kościoła. Tak więc osoby będące poza Kościołem chcą decydować o jego funkcjonowaniu.

– I to jest paradoks, na który lekarstwem może być przestrzeganie prawa. Nasze prawo zapewnia ochronę sposobu celebracji uroczystości religijnych. W związku z wydarzeniami z niedzieli zostały złożone zawiadomienia do prokuratury i mam nadzieję, że ta podejmie tę sprawę. Jeżeli doszło do złamania prawa, to oczekuję sformułowania wniosków i wyciągnięcia konsekwencji.  

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl