Rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie Polski będzie głosowana w najbliższą środę w Strasburgu. Czym de facto jest rezolucja Parlamentu Europejskiego oraz jakie niesie ze sobą konsekwencje?
– Rezolucja to dokument niemający konsekwencji prawnych przyjmowany przez Parlament Europejski w sprawie, w której uznaje on za stosowne zająć stanowisko. Ostateczny tekst rezolucji jest zazwyczaj efektem negocjacji między różnymi grupami politycznymi, które zgłaszają własne propozycje. Oczywiście największy wpływ na kształt takiej rezolucji mają dwie największe frakcje w PE i bardzo często wykorzystują one tą przewagę, forsując własny punkt widzenia. Jednak przyjęcie takiego dokumentu na sesji plenarnej nawet dużą większością głosów nie pociąga za sobą żadnych faktycznych skutków. Jest to narzędzie wyłącznie polityczne, które ma oddziaływać na opinię publiczną i podtrzymywać zainteresowanie konkretną sprawą.
Parlament Europejski nie ma większych problemów, że zajmuje się sprawami Polski?
– Oczywiście, że ma! Istotnych problemów do rozwiązania w Unii Europejskiej jest wiele. Sam problem nielegalnej imigracji do Europy jest na tyle poważny, że powinien absorbować całą uwagę wszystkich instytucji europejskich. Niestety, brakuje woli politycznej do podjęcia radykalnych działań w tym obszarze, dlatego zamiast tego szuka się tematów zastępczych. Krytykowanie Polski i rządu Prawa i Sprawiedliwości to właśnie taki temat zastępczy, który ma przykryć brak zdecydowanych działań w innych obszarach.
Decyzję o rezolucji dotyczącej Polski podjęli już szefowie największych frakcji politycznych, a co o całej tej sprawie sądzą poszczególni europosłowie, na ile temat Polski żyje w PE?
– Wbrew temu, co usiłują wmówić opinii publicznej politycy Platformy Obywatelskiej, większość europarlamentarzystów nie śledzi z zapartym tchem relacji z Polski. Ten temat jest podgrzewany sztucznie, kiedy jest to na rękę opozycji. Bruksela doświadczyła ostatnio ataku terrorystycznego, którego skutki są teraz głównym tematem rozmów kuluarowych. To o tym się rozmawia, także w kontekście zaniechań europejskiej klasy politycznej. Polska i jej zdecydowana postawa w sprawie propozycji relokacji nielegalnych imigrantów stanowi przykład zdrowego rozsądku, który budzi szacunek. Sprawa Trybunału Konstytucyjnego nie budzi tutaj dużych emocji.
Przewodniczący PE Martin Schulz powiedział, że tekst rezolucji będzie się odwoływał głównie do opinii Komisji Weneckiej i spostrzeżenia poszczególnych posłów. Na jakiej podstawie europosłowie wyrabiają sobie zdanie na temat sytuacji w Polsce?
– Tutaj bez wątpienia kluczową rolę odgrywają media, które w Europie Zachodniej prezentują głównie liberalno-lewicowy punkt widzenia. Przez ten pryzmat oceniania jest też Polska i polityka nowego rządu. Głównie taki obraz widzą politycy w innych państwach członkowskich. Nie bez znaczenia jest też zachowanie polityków Platformy Obywatelskiej, którzy za wszelką cenę chcą zepsuć obraz Polski w Europie, prezentując stronniczą wersję sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Czy kolejna „debata” na forum europejskim na temat Polski jest potrzebna i komu?
– Przedłużanie dyskusji na ten temat na forum europejskim jest absolutnie bezcelowe. Utrudnia to znalezienie kompromisu, który musi być wypracowany w Polsce bez udziału sił zewnętrznych. Opozycja nie chce jednak rozwiązać problemu, który sama stworzyła, i eskaluje spór, angażując po raz kolejny instytucje europejskie. Korzystają na tym również tacy politycy jak wspomniany przez pana Martin Schulz czy Guy Verhofstadt, którzy mają okazję do krytykowania Polski, za program reform, który może uderzyć w interesy zachodnich banków czy koncernów.
W grudniu ubiegłego roku Grzegorz Schetyna, zwracając się do warszawskiej Platformy, powiedział, że jego partia będzie wszystkimi siłami umiędzynaradawiać sprawy Polski. Z drugiej strony słyszymy, że europosłowie PO będą robili wszystko, żeby tekst rezolucji był jak najbardziej łagodny…
– Takie zapowiedzi są wewnętrznie sprzeczne. Gdyby politycy Platformy naprawdę nie chcieli szkodzić Polsce na arenie międzynarodowej, to w ogóle nie przenosiliby tej sprawy na forum europejskie. Każde tego rodzaju działanie osłabia prestiż polskiego rządu, który jest odpowiedzialny za prowadzenie polityki zagranicznej. Wszystkie te deklaracje będziemy mogli zweryfikować już w przyszłym tygodniu, kiedy dojdzie do głosowania nad tekstem tej nieszczęsnej rezolucji.
Jak za kulisami PE komentowane jest donoszenie polityków Platformy i Nowoczesnej.pl na własny kraj?
– Takie zachowanie jest czymś niezwykłym – w negatywnym tego słowa znaczeniu – w poważnej polityce. Unia Europejska to forum, gdzie każdy stara się bronić dobrego imienia własnego kraju i interesów narodowych. Mimo zdobycia chwilowego zainteresowania mediów politycy Platformy i Nowoczesnej.pl na dłuższą metę stracą wiarygodność na arenie europejskiej.
Europejscy decydenci nie biorą pod uwagę, że cała gra przeciwko Polsce paradoksalnie może obrócić się przeciwko UE – mam na myśli wzrost nastrojów eurosceptycznych?
– Europejskie elity już dawno straciły umiejętność właściwego odczytywania nastrojów społecznych i przewidywania skutków swoich działań. Gdyby tak nie było, wiele propozycji rozwiązania kryzysu imigracyjnego w ogóle by nie padło. W przypadku tej rezolucji motywacją do działań dla wielu europejskich polityków jest chęć zaszkodzenia polskiemu rządowi, który mimo tej niesłusznej krytyki ciągle ma bardzo silny mandat społeczny. Politycy PiS w Parlamencie Europejskim wielokrotnie podkreślali, że takie działanie osłabia autorytet europejskich instytucji i pogłębia kryzys tożsamości, w jakim znajduje się UE.
Jak skomentuje Pan słowa europosła Platformy Janusza Lewandowskiego, który stwierdził, że rezolucja nie ma być wymierzona w Polskę, ale ma być wyrazem zaniepokojenia nadużyciami władzy?
– Te słowa to tylko parawan, za którym ukryte są prawdziwe intencje polityków Platformy. Przez osiem lat rządów tej politycznej formacji realne nadużycia władzy nie budziły zaniepokojenia instytucji europejskich, natomiast teraz, kiedy rozpoczął się proces naprawy państwa, podniosły się głosy oburzenia. Istnienie silnej Polski, która potrafi bronić własnych interesów, jest solą w oku wielu środowisk, które wykorzystają każdą możliwość, aby nasze państwo osłabić. Ta rezolucja to narzędzie, które ma właśnie temu służyć.

