logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Postawimy opór Brukseli

Środa, 13 kwietnia 2016 (03:23)

Z prof. Krystyną Pawłowicz, poseł PiS, członkiem sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Rafał Stefaniuk

Parlament Europejski zajmie się dwoma projektami rezolucji dotyczących sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego w Polsce. Platforma dopięła swego?

– Zdrada Platformy znajdzie swój finał w Parlamencie Europejskim w przyjęciu dokumentu jawnie uderzającego w dobre imię i interesy Polski. Działacze PO traktują tę sytuację w kategoriach sukcesu, a to nie najlepiej o nich świadczy. Rezolucja będzie przyjęta, a będzie szkodliwa dla Polski też ze względów wizerunkowych. Parlament Europejski nie ma żadnych władczych środków działania, a jego aktywność służy jedynie do tego, aby w większości lewaccy europosłowie mogli dawać upust swoim światopoglądowym, patologicznym emocjom. Europosłowie razem z Platformą  przeforsują coś, co i tak nie będzie wiążące dla polskich władz. Warto zauważyć, że grupa europejskich konserwatystów, do której należy Prawo i Sprawiedliwość, również zgłosiła swój projekt, ale nie widzę szans na refleksję nad nim pozostałych europosłów. Środowiska lewackie mają w PE niestety większość. Unia Europejska idzie w kierunku promocji myśli i idei patologicznych, nienaturalnych, wrogich chrześcijaństwu. W tej sytuacji rządy PiS nie wpisują się w ideał brukselskich biurokratów.  

Wydaje się, że Platforma wierzy w to, że z pomocą Unii odzyska zaufanie społeczne.

– Bratanie się z największymi historycznymi wrogami Polski tylko po to, aby ponownie zostać dopuszczonym do publicznych pieniędzy i stanowisk w Polsce, mimo przegranych wyborów, jest tak niegodne polityka, że brak mi słów. Niefortunny dla opozycji polskiej jest też czas uchwalania tej europejskiej antypolskiej rezolucji. Mamy bowiem tydzień, w którym „radość” opozycji z antypolskiej rezolucji PE zderzy się z powagą uroczystych państwowo, już obchodzonych wspomnień 6. rocznicy katastrofy smoleńskiej. Działacze Platformy, zamiast brać udział w oficjalnych obchodach, bo przecież zginęli tam również ich koledzy, woleli siedzieć w Brukseli i dopinać ostatnie szczegóły antypolskiego dokumentu godzącego w polską dumę i suwerenność. To jest dla opozycji ich samobójczy strzał, bo społeczeństwo potrafi odróżnić postawę patriotyczną od postawy zdrady.

To, że prawdopodobnie Parlament przyjmie rezolucję, to porażka polskiej dyplomacji?

– Nie patrzę na to w kategoriach porażki polskiej dyplomacji. Ciągle mamy przecież  jeszcze wielu ambasadorów i dyplomatów powołanych przez poprzednią władzę. W wielu placówkach pracują osoby o wrogich względem obecnego rządu poglądach. Oni realizowali wcześniej politykę Platformy polegającą na rezygnacji z suwerennej podmiotowości Polski wobec podmiotów zagranicznych. Na odbudowę dyplomacji trzeba będzie jeszcze chyba długo poczekać. Niestety z wrogich Polsce motywów aktywny jest ciągle były minister spraw zagranicznych, który swoje kontakty, zwłaszcza w USA, wykorzystuje przeciwko Polsce. Jego żona dziennikarka o lewicowych poglądach, nagrodzona kiedyś nagrodą Pulitzera, a więc posiada pewną renomę w środowisku, wygaduje kłamstwa o sytuacji w naszym kraju. Przypomnę, co robią Niemcy. Otóż Berlin instruuje swoich dziennikarzy, aby pisali o Polsce źle i przyrównywali nas do faszyzmu i do stylu rządów Putina. W tej sytuacji minister Witold Waszczykowski ma naprawdę trudne zadanie. Premier Beata Szydło jeździ po Europie, spotyka się z europejskimi politykami. To samo robi prezydent. Rządzimy dopiero 150 dni i nie mogliśmy zrobić wiele więcej, tym bardziej że rokoszanie mają jeszcze mocne zagraniczne wpływy i robią wszystko, by Polsce szkodzić.

Premier Beata Szydło będzie musiała dalej tłumaczyć Europie, o co w sporze chodzi?

– Myślę, że tak. Ale prezydent, premier i minister spraw zagranicznych nieustannie przekonują o polskich racjach w różnych sytuacjach, także w osobistych rozmowach z unijnymi dygnitarzami, którzy zdają się rozumieć stanowisko obecnych władz, ale gdy dochodzi do oficjalnych stanowisk instytucji europejskich, to logika, fakty i prawo idą na bok, a podstawowe znaczenie ma antynarodowe nastawienie lewicowej większości w PE i w innych organach Unii. Wystarczy spojrzeć, kto zajmuje główne stanowiska w organach unijnych, a tym samym ma decydujący głos w sprawie nagonki na nowe polskie władze. Martin Schulz, Frans Timmermans czy Jean-Claude Juncker. To są osoby zwalczające państwa narodowe i cała ich działalność opiera się na tym, aby likwidować suwerenność poszczególnych krajów. To jest sens ich działalności.

Ale trudno jest walczyć z całą Europą. Rezolucja wpłynie na zmianę strategii? Rząd ustąpi prezesowi Trybunału Konstytucyjnego?

– Nie ma takiej możliwości. Nie może nam grupa lewaków z europarlamentu dyktować działań niezgodnych z prawem i żądać, byśmy naruszyli polską Konstytucję. Eurolewacy nie mają zielonego pojęcia o stanie polskiego prawa. My musimy przestrzegać prawa i Konstytucji oraz zachować uczciwość względem naszych wyborców. Otrzymujemy wiele listów ze słowami wsparcia. Polacy chcą wreszcie czuć, że rząd dba o ich interesy. Nie zrobimy kroku do tyłu, ale nie dlatego, że „nie, bo nie”, ale dlatego, że musimy kierować się literą prawa oraz szanować naszych wyborców. Platforma  przegrała wybory i nie może się z tym dotychczas pogodzić. Platforma współgra z zagranicznym eurolewactwem, a nie z polskimi władzami. Polacy są jednak z nami. W tej sytuacji lewacy nie mają większych szans. Polscy wyborcy europejskie ataki na Polskę odbierają niemal jako ataki bezpośrednio na nich samych, gdyż dopiero ten rząd zadbał o ich potrzeby i interesy, również te finansowe. Jeśli organy unijne nie zaprzestaną swych bezpodstawnych i drażniących nas ataków, może to doprowadzić do tego, że Polska jeszcze bardziej stanowczo przeciwstawi się agresywnej polityce antynarodowej UE, a nasz aharda postawa może być znakiem też dla innych państw, by zadbać o swą narodową godność i poważnie zreorganizować całą Unię. Z uwzględnieniem interesów państw narodowych. Jeśli Unia będzie nas dalej atakować, to w sytuacji islamskiej agresji na Europę może to skończyć się nawet jej rozpadem. Bruksela tego nie rozumie, ale my wreszcie powiemy dosyć. Polacy naprawdę nie boją się UE ani jej urzędników. Razem z Węgrami i innymi krajami Europy Środkowej i Wschodniej już teraz domagamy się coraz bardziej stanowczo i odważnie poszanowania narodowych tradycji.

Konsensus w kraju jest konieczny. Tymczasem Ryszard Petru poinformował, że zrywa rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Oddala to proces osiągnięcia porozumienia?

– Arogancki Ryszard Petru powinien znać pewne proporcje i swoje miejsce. Było spotkanie, podczas którego prezes Jarosław Kaczyński przekazał, że będą prowadzone prace nad ustawą o Trybunale Konstytucyjnym, i poprosił pozostałe partie o zgłaszanie swoich uwag. To spotkanie nie dało mandatu Ryszardowi Petru do stania ze stoperem i liczenia, ile jeszcze czasu zostało prezesowi do spełnienia jego żądań. Po spotkaniu słusznie nas chwalił za gotowość do rozmów, ale to nie spodobało się zapewne jego kolegom z „Gazety Wyborczej” i PO, i aby odzyskać swoją pozycję w lewackim szeregu, znów ubiera się w buty dyrygenta całej sytuacji. Skoro nie chce współpracować z PiS, to niech tego nie robi, wiemy, że opozycji zależy na podtrzymywaniu sporu. Zresztą pan Petru nie wie, na czym polega dobro Polski, bo nie zna jej historii i nie rozumie naszej kultury.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl