Dziś rozpoczną się uroczystości uczczenia 1050. rocznicy Chrztu Polski. Pan jako senator czuje to, że żyjemy w szczególnym czasie?
– Jako katolik i senator ogromnie się cieszę z tej uroczystości. Czułem od dawna, że ona zbliża się wielkimi krokami. Dziwi mnie to, że niektóre media zamiast podkreślać doniosłość wydarzenia, zaczęły atakować duchownych, jakby los Kościoła je kiedykolwiek obchodził. Każdy kapłan ma prawo brać udział we Mszy św., a zwłaszcza tej związanej z początkami naszej państwowości. Czas jest szczególny, dla mnie nieprzypadkowo właśnie w tych dniach ogłoszono Cud Eucharystyczny w Legnicy, gdzie Najświętszy Sakrament z opłatka przyjął postać mięśnia ludzkiego serca.
Nic nie dzieje się bez przyczyny. Co Bóg chciał powiedzieć naszemu Narodowi przez ten znak?
– To jest jasny znak Boga, że był, jest i będzie z naszym Narodem. Polska jest wierna Bogu, ale musi jeszcze ćwiczyć się w cnotach. Najpiękniejszym i najważniejszym przykazaniem chrześcijan jest przykazanie miłości. Bóg nie poprzestanie na tym, kim jesteśmy, domaga się od nas więcej i więcej. Naród Polski musi być doskonały, bo nasz Bóg taki jest. Z tego będziemy sądzeni. Wszyscy ci, którzy chcą wyrzucić Pana Boga z naszej Ojczyzny i utrwalić w społeczeństwie kłamstwo, że Boga nie ma, mają dowód – Bóg jest. I tak jak nasi ojcowie byli wierni Bogu przez 1050 lat, tak i my musimy być wierni przez następne 1050 lat i do skończenia świata.
Rok 1966 i 1000. rocznica Chrztu Polski uznawany jest przez historyków za czas wyjątkowy. Otóż wtedy to Naród odniósł zwycięstwo nad komunizmem na płaszczyźnie ideologicznej. Tegoroczne obchody również mogą zapisać się w historii?
– To jest szczególny czas, bo przypomnę, że Franciszek ogłosił rok 2016 czasem Miłosierdzia Bożego. A jak Miłosierdzie to kto? Nasza św. s. Faustyna, bł. ks. Michał Sopoćko i Ojciec Święty Jan Paweł II. Wkrótce świętymi zostaną bł. Stanisław Papczyński i ks. Jerzy Popiełuszko. To są wielkie postacie dla historii Polski. Przywołał pan rok 1966, tak to było jedno ze zwycięstw nad komunizmem. Teraz mamy rok 2016 i dalej musimy walczyć, w imię Boga, za wiarę, za życie nienarodzonych. Ten rok zagości w podręcznikach, gdy tylko zaufamy Bogu i jego Opatrzności dojdzie do wielkiej odnowy moralnej Narodu.
Jutro w związku z uroczystościami początku naszej państwowości w Poznaniu odbędzie się Zgromadzenie Narodowe. Parlamentarzyści wysłuchają orędzia Andrzeja Dudy. To dobry moment, aby doszło do pojednania między zwaśnionymi grupami politycznymi?
– Każdy moment jest dobry, a zwłaszcza ten. Słuchałem homilii ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia, który przypominał, jak społeczeństwo godziło się po śmierci Jana Pawła II, a chwilę potem znów zaczęło się kłócić. Obchody są ważne, jest to idealna okazja do podania sobie rąk. Ale wiedzmy, że są tacy, którym zależy na rozbijaniu jedności Rzeczpospolitej. Minie kilka dni i oni znowu przypuszczą frontalny atak. W niedzielę obchodziliśmy wspomnienie tragedii smoleńskiej, a co było następnego dnia? Komentatorzy pytali, co myślał Andrzej Duda, gdy nawoływał do przebaczenia. A co myślał Jarosław Kaczyński, gdy mówił o karze. Nie minęło 24 godz., a już próbowano poróżnić dwa największe autorytety w polskiej polityce. Co robi KOD? Wszystko, aby osłabić autorytet prezydenta i rządu oraz ściągnąć debatę publiczną na taką przestrzeń w której hasło: „Bóg, Honor, Ojczyzna” nie istnieje. Ale wracając do pytania, tak jest to dobry moment na pojednanie, ale niestety tylko 24-godzinne. Dojdzie do niego może na Mszy? Może podczas Zgromadzenia Narodowego? A następnego dnia rano na ekranach telewizorów pojawi się Ryszard Petru i Grzegorz Schetyna i wszystko zacznie się od początku.
Co jest powodem takiego stanu rzeczy? Może my jako Naród traktujemy rocznice jako coś normalnego, coś, co nie potrzebuje refleksji?
– Tak, tu ma pan rację, to brak refleksji. Ponad 90 proc. Polaków uważa się za katolików, duża część z nich chodzi w niedzielę do Kościoła. Msza św. zaczyna się od cudownych słów wyznania win i wezwania do pojednania. Recepta na naprawę Rzeczpospolitej jest prosta, wystarczy zastanowić się nad sensem tego, w co wierzymy, zacząć to stosować i… uświadomić sobie, że wszyscy umrzemy. Człowiek, bez względu na to, czy jest parlamentarzystą, piłkarzem, kolejarzem czy sprzątaczką, zmieni swoje życie, gdy tylko z tyłu głowy będzie miał zawsze zdanie: „Człowieku, umrzesz i staniesz przed Bogiem. Co mu wtedy powiesz?”. Wystarczy refleksja i w kraju wiele się zmieni. Niestety w naszej Ojczyźnie są jeszcze ludzi, i jest ich dużo, którzy zamiast Boga wybrali złotego cielca, a więc różnie odmieniany kapitał – pieniądze, kapitał społeczny, polityczny. Są też tacy, którzy uczestnictwem w uroczystościach chcą sobie zjednać przychylność wyborców. Nie muszę tego tłumaczyć panu redaktorowi, bo pan to świetnie wie, że przed wyborami parlamentarnymi przychodzi wielu kandydatów do „Naszego Dziennika”, Telewizji Trwam czy Radia Maryja i twierdzą, że są za życiem, za nauczaniem Kościoła i gorąco wierzą w Trójcę Świętą. A po wyborach zapominają o tym. Kiedy trzeba strzec Dekalogu, to już nie pamiętają o tym, że są ochrzczeni i że chrześcijaństwo to także walka o wyższe wartości. Niestety, brakuje refleksji. Brakuje szczerej spowiedzi, która wymaga zmiany sposobu bycia i naprawienia win.
W tym roku czekają nas Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Media oraz służby donoszą o problemach organizacyjnych. Nie zawiedziemy zaufania całego świata?
– W tej kwestii jestem spokojny. Bardzo dobrze znam wojewodę małopolskiego Józefa Pilcha, to wspaniały człowiek i świetny organizator. Przygotowania śledzi też Beata Szydło, a za ich przebieg odpowiada Beata Kempa. Stronę kościelną reprezentują wielkie umysły, choćby ks. kard. Stanisław Dziwisz. Są jeszcze szczegóły do dopracowania. Osobiście chciałbym, żeby one były organizowane na krakowskich Błoniach. Dla mnie Błonie to Błonie. Myślę, że spokojnie zmieści się na nich nawet 2 mln ludzi. Przygotowane są też parafie. Do mojego dekanatu przyjedzie młodzież z Francji. Rodziny już czekają na młodych pielgrzymów. Uważam, że ŚDM będą cudownym przeżyciem dla młodzieży z całego świata. I cieszę się, że Rzeczpospolita będzie mieć swój udział w duchowym umocnieniu młodych świata.

