logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Obłuda Unii obnażona

Piątek, 15 kwietnia 2016 (03:21)

Z prof. Karolem Karskim, byłym sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, posłem Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Parlament Europejski przyjął w środę rezolucję w sprawie Polski autorstwa socjalistów i chadeków. Na ile jest to skuteczne narzędzie przywoływania do „porządku” państwa?

– Przyjęty projekt rezolucji został przedstawiony przez największe grupy polityczne w Parlamencie Europejskim socjalistów i chadeków, do których przyłączyły się inne mniejsze frakcje liberałów, komunistów i zielonych. Nie ulega wątpliwości, że proces wynoszenia polskich spraw na forum międzynarodowe był inicjowany przez Platformę, której politycy nie potrafią się pogodzić z przegraną, nie chcą przyjąć do wiadomości, że Polacy – w demokratycznych wyborach – zdecydowali o zmianie władzy w Polsce, udzielając poparcia PiS. Dlatego mamy do czynienia ze skarżeniem się na Polskę, a mocodawcy poprzedniego rządu koalicji PO – PSL czują się w obowiązku przywoływać do porządku państwo, które przez ostatnie osiem lat prawie całkowicie – poprzez swój rząd – się im podporządkowywało. Jest to działanie bezskuteczne, trudno bowiem wyobrazić sobie, że duże państwo europejskie miałoby zostać pozbawione prawa do decydowania o swoich wewnętrznych sprawach, prawa kształtowania swojej wewnętrznej rzeczywistości w sposób nie tylko zgodny z obowiązującymi standardami, ale przede wszystkim w sposób zgodny ze swoją wolą. Rozwiązania proponowane dziś w Polsce są zgodne z rozwiązaniami obowiązującymi w innych państwach Unii Europejskiej. Tymczasem nie odpowiada to międzynarodowym grupom interesów, które dotychczas spotykały się z pokornym rządem w Polsce oddającym nasze interesy narodowe w obce ręce kręgom, które teraz próbują przywołać nas do porządku. Ale nic z tego im nie wyjdzie.  

 

Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, której członkiem jest PiS, zgłosiła własny projekt rezolucji w sprawie Polski, tyle że nie uzyskał on akceptacji większości PE…

– Nasz projekt rezolucji przedstawiał rzetelną informację w sprawach naszego kraju. Zależało nam, aby inny punkt widzenia, aby stan faktyczny, jaki ma miejsce w Polsce, a nie wydumany, wybrzmiał na forum PE, aby istniały też oficjalne dokumenty, które to stanowisko przedstawiają. Ten dokument, jako oficjalny projekt, pozostaje. Jednak większość przyjęła inne stanowisko, które co ciekawe jest nawet niezgodne z zaleceniami Komisji Weneckiej. Przypomnę tylko, że Komisja Wenecka w swoim raporcie stwierdziła, że odpowiedzialność za powstanie sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego w Polsce leży po obu stronach, co i tak w mojej ocenie jest stanowiskiem zbyt daleko idącym. Tyle że w rezolucji przyjętej przez PE nawet nie dostrzeżono tego faktu, że to Platforma swoimi działaniami i niekonstytucyjnym wyborem części sędziów jeszcze przed zakończeniem kadencji poprzedniego Sejmu, wchodząc w kompetencje nowego parlamentu i próbując zawłaszczyć TK, wywołała spór.

 

Czy porozumienie w sprawie zamieszania wokół TK, czy dialog jest w Polsce wciąż możliwy?

– Mamy do czynienia z sytuacją, w której powinniśmy zmierzać do osiągnięcia porozumienia. Przypomnę, że na zaproszenie PiS spotkali się liderzy partii politycznych zarówno parlamentarnych, jak i pozaparlamentarnych. I w mojej ocenie, jest to właściwy kierunek. Mam nadzieję, że jakiś kompromis zostanie wypracowany. Tymczasem Platforma, jako opozycja totalna, chciała jeszcze rzutem na taśmę sprowokować przyjęcie antypolskiej rezolucji, rezolucji skierowanej przeciwko własnemu państwu. To się musi źle kojarzyć. Polacy nigdy nie oceniali pozytywnie tych, którzy odwoływali się do „pomocy” zewnętrznej, którzy swoje interesy zabezpieczali poprzez obce mocarstwa. Niestety z podobnym działaniem mamy do czynienia obecnie.

 

Czy i na ile ta rezolucja może zaszkodzić Polsce?

– Ta rezolucja, która jest wynikiem skarżenia się na Polskę, jest działaniem przeciwskutecznym, z którego nic nie wyniknie. Polska ma swoje interesy narodowe, ma demokratycznie wybrany rząd, który reprezentuje nasze państwo, rząd, który będzie działał na rzecz interesów Polski i nic tego nie zmieni. Weźmy chociażby przykład Węgier, w których sprawie przyjęto już trzy rezolucje i żadna z nich nie zmieniła stanowiska władz tego państwa w zakresie polityki wewnętrznej czy międzynarodowej. PKB Węgier rośnie, państwo jest coraz bardziej skonsolidowane, jest liczącym się partnerem w relacjach z innymi krajami, poziom zamożności obywateli rośnie, a tego typu połajanki ze strony UE powodują jedynie konsolidowanie się wokół rządu, wokół tych, którzy chcą działać na rzecz swoich własnych obywateli, a nie zewnętrznych podmiotów.  

 

Komu tą rezolucją Unia bardziej szkodzi – Polsce czy sobie?

– Unia takimi działaniami osłabia samą siebie. UE, po pierwsze, stosuje procedury, które są wbrew traktatom, które stały u podstaw powołania jej do życia. Ponadto UE poprzez działania Komisji Europejskiej czy PE narusza traktatową zasadę przyznania kompetencji określoną w art. 5 Traktatu o Unii Europejskiej, zgodnie z którą jej instytucje działają wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych im wyraźnie przez państwa członkowskie w traktatach do osiągnięcia określonych w nich celów. Wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w traktatach należą do państw członkowskich. Tego typu mieszania się w sprawy wewnętrzne państw członkowskich traktaty nie przewidują. Mamy zatem do czynienia z erozją prawa unijnego i dowód na to, jak można naruszać obowiązujące prawo w zależności od potrzeb politycznych. Tego typu działania nie służą budowie Unii jako podmiotu opierającego swoje działania na przepisach prawa.

 

Koncentrowanie się na Polsce nie jest przypadkiem próbą odwrócenia uwagi od realnych problemów, z jakimi UE nie potrafi sobie poradzić? 

– Ma pan rację. Realnym i wciąż nierozwiązanym problemem są imigranci z południowej części basenu Morza Śródziemnego, którzy przyjeżdżają do Europy, nie chcąc się zasymilować i dostosować do zasad obowiązujących w naszej kulturze. Nie wnoszą też nic bądź niewiele do rozwoju gospodarek poszczególnych krajów, chcą natomiast czerpać z ich zasobów socjalnych. UE ma problemy z polityką obronną, do tego dochodzą problemy gospodarcze, i zamiast zająć się ich rozwiązywaniem, unijni decydenci skupiają się na wyimaginowanych problemach państwa członkowskiego, które bardzo dobrze sobie radzi i działa w ramach własnych kompetencji. Unia osłabia siebie i nic dziwnego, że rosną nastroje eurosceptyczne. Przecież nie tylko polscy obywatele doświadczają daleko idących, niepotrzebnych i nieuzasadnionych ingerencji w politykę wewnętrzną swojego państwa, ale także obywatele innych państw zadają sobie pytanie: niby dlaczego struktury, które mają dość ograniczony mandat demokratyczny, wtrącają się w funkcjonowanie demokratycznego rządu? UE nie ma dobrej opinii. Proszę zwrócić uwagę, że jeśli w poszczególnych państwach członkowskich odbywają się referenda na temat UE, to w większości odpowiedzi na stawiane pytania są negatywne. To, że później odpowiedzi te są pomijane w decyzjach czy – jak w przypadku Irlandii – zmusza się władze państwa do powtarzania referendum, a np. we Francji czy w Holandii, które w referendum odrzuciły Konstytucję Europejską, w ogóle nie powtarzano referendum, tylko przyjęto po części zmieniony Traktat Konstytucyjny pn. Traktatu z Lizbony, to wszystko pokazuje obłudę tej organizacji. Widać, że działania UE nie są obliczone na przekonywanie obywateli państw członkowskich tylko na doraźne załatwianie bieżących potrzeb. UE jest podmiotem, który nigdy nie był konstrukcją złożoną z równoprawnych państw członkowskich i w praktyce jest zarządzany jednostronnie przez najsilniejszą gospodarkę, czyli państwo i rząd niemiecki.

 

Jakie zadania stoją teraz przed polskim rządem?    

– Naszym zadaniem, zadaniem polskiego rządu, jest dbać o to, żeby interesy Polski były należycie zabezpieczone, żeby decyzje dotyczące Polski były podejmowane samodzielnie i zgodnie z naszym interesem narodowym. Nie możemy ulegać presji ze strony innych podmiotów i nie możemy też dać się zwieść płynącej z zewnątrz retoryce, która głosi, że inni robią wszystko dla dobra wspólnego, bo jest to najzwyczajniej nieprawda. Inne państwa działają we własnym interesie i próbują traktować Polskę rządzoną przez PiS, tak jak traktowały nasz kraj pod rządami Donalda Tuska. Ale to się już skończyło.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl