W roku 966 Mieszko I przyjął chrzest. Mimo że dynastia Piastów miała swój początek wcześniej, dlaczego dopiero to wydarzenie uznaje się za początek naszej państwowości?
– Chrzest Mieszka był świadomym i wolnym aktem religijnym i politycznym. Okres przed Mieszkiem I to dzieje bliżej nieznane – w tym znaczeniu, że wiadomo nam ogólnie o istnieniu pogańskich centrów kultu, o organizacji plemion, prawdopodobnie w obliczu klęski Słowian połabskich w roku 940 (wtedy pobudowano kilka grodów obronnych), ale trudno mówić tutaj o jakimś stanie instytucji państwowej, o czynniku tworzącym tożsamość. Nawet słowo „dynastia” uważam za zbyt mocno sugerujące instytucjonalność. A tej nie było. Inaczej mówiąc, nie ma Polski przedchrześcijańskiej. Są plemiona, są grody, ale to za mało, by zbudować zalążek narodu i państwa. Potrzebne są wartości, a nade wszystko wiara, która pozwala przełamać fatum dziejowe i myśleć z nadzieją o przyszłości.
Chrzest Mieszka wykracza poza wydarzenie historyczne? Przyjęcie chrześcijaństwa przez pierwszego władcę Polski nakłada na nas obowiązki w naszym współczesnym życiu państwowym?
– Chrzest określił etos polskiego Narodu i państwa. Tak jak podkreślił to pan prezydent Andrzej Duda w swoim przemówieniu przed Zgromadzeniem Narodowym, kiedy mówimy „chrzest”, odwołujemy się do m.in. Pawła Włodkowica i tradycji związanej z jego ideą praw do samostanowienia i do tolerancji, kiedy mówimy „chrzest”, odwołujemy się do godności kobiety najpełniej wyrażonej w kulcie Matki Boga, kiedy myślimy o „chrzcie”, odwołujemy się do tradycji jagiellońskiej, która była zwieńczeniem chrztu Polski (wtedy Polska, obdarowana w X w. chrztem, zaniosła go innym narodom). Od początku chrzest był traktowany jako dar i zadanie. Wyznaczał etos życia rodzinnego, społecznego i państwowego.
Łaska Boga i Jego przymierze są nieodwracalne. A my, jako Naród i kraj, jesteśmy wierni przyrzeczeniom chrzcielnym i ślubom kazimierzowskim?
– To pytanie nie znajdzie jednoznacznej odpowiedzi. Chrzest wpisał naszą historię w dzieje zbawienia, a to są dzieje misterium zbawienia i misterium nieprawości. Mamy w naszych dziejach dzieje świętości radykalnej w postaci męczeństwa – jak znowu wspomniane to było na posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego – od św. Wojciecha po bł. ks. Jerzego Popiełuszkę. Mamy postacie, które na trwale daliśmy światu, jak św. Jan Paweł II czy św. s. Faustyna. Ale dzieje Polski to także dzieje uległości grzechowi. Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Wierzę, że przeważa dobro i świętość, ale mam na uwadze wołanie Jana Pawła II – apel o ludzi sumienia (czujnego wobec zagrożeń zła).
Przez wieki powtarzane są zdania: „Polska wierna Bogu”, „Polska Chrystusem narodów”, i utrwalono dewizę „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Zdania te znajdują potwierdzenie? Istnieje coś takiego jak szczególne wybranie kraju bądź narodu przez Boga?
– Te zdania w ostatnich latach traktowano jako błędne stereotypy, utrwalające naszą zaściankowość i nasz nacjonalizm. Tak czyniło to wiele środowisk medialnych i politycznych. Tymczasem jest w tych zdaniach, po pierwsze, poszukiwanie głębokiej tożsamości narodowej. Po drugie, jest w nich próba zrozumienia i znalezienia nadziei w trudnych okresach naszej historii. Tak traktuję ów „mesjanizm”, który był zawsze raczej potrzebą znalezienia sensu cierpienia narodowego i unicestwienia, niż wzbudzania nacjonalizmu.
Bóg oczywiście wybiera i powołuje każdego człowieka i każdy naród. Ale to wołanie Boga musi spotkać się z odpowiedzią człowieka czy narodu. To w miarę intensywności tej odpowiedzi może rodzić się szczególna relacja narodu i Boga.
Są pytania, od których nie ma ucieczki. Zawsze, gdy porusza się wątek bliskości człowieka z Bogiem, pojawia się kwestia cierpienia. Dlaczego maryjną i wierną Bogu Polskę spotkały rozbiory i dwie okupacje – sowiecka i niemiecka, ze wszystkimi bolesnymi konsekwencjami? Ten wątek historii ma sens z punktu widzenia religijnego?
– Zachęcałbym w tym momencie do lektury Jana Pawła II, zwłaszcza jego dwóch książek „Przekroczyć próg nadziei” i „Pamięć i tożsamość”. Pierwsza z nich pokazuje, że dramat cierpienia w świecie to w pewnym sensie napięcie między wizją świata, w którym Bóg jest Bogiem pozaświatowym, a wizją taką, o której mówi Chrystus, przekonując, że Bóg tak umiłował świat, ze Syna swego Jednorodzonego dał. Co to znaczy? To znaczy, że każde cierpienie, które jest nieuchronne, możemy przeżywać jako bezsens i tragedię, i ma to miejsce wtedy, gdy Bóg jest Bogiem pozaświatowym. Spojrzenie w tych samych kontekstach dramatycznej historii z uwzględnieniem obecności Boga sprawia, że ten dramat staje się podstawą nadziei, tak jak krzyż jest bramą do zmartwychwstania. Nadmienię, że w książce „Pamięć i tożsamość” Papież, pisząc o złu, niemal absolutnym, dwóch totalitaryzmów XX w., wyznaje – „jest miara wyznaczona złu”. Tą miarą jest miłosierdzie. Może właśnie w Bożej pedagogii tak było, że z Polski, która doświadczyła takiego ogromu zła, mogło wyjść orędzie miłosierdzia, które jest wielką nadzieją dla całego świata.
Rok 2016 może być szczególny, bo możemy stać się krajem, który będzie chronił życie od poczęcia do naturalnej śmierci. To spotka się z pewnością z brutalnym atakiem tzw. cywilizowanego świata, może i sankcjami za „łamanie praw człowieka”. To cena, którą warto zapłacić?
– Życie ludzkie jest wartością nieprzeliczalną. Jego obrona domaga się bezwarunkowego zaangażowania. To kwestia rozumu, myślenia par excellence politycznego. I to wreszcie kwestia wiary. Tak zwany cywilizowany świat ukazuje swe haniebne oblicze barbarzyńcy, który myli prawa człowieka z roszczeniami silnych wobec najsłabszych. Przynależność do takiego świata to wstyd.
Bóg nie zostawi nas samych w tej walce o Ewangelię?
– Odpowiem krótko słowami „Pieśni Konfederatów Barskich”: „Bóg naszych ojców i dziś jest nad nami!/Więc nie dopuści upaść żadnej klęsce;/Wszak póki On był z naszymi ojcami,/Byli zwycięzce!”.

