logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Z każdej strony „zdrajcy”...

Poniedziałek, 18 kwietnia 2016 (20:56)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Rafał Stefaniuk

Jaki cel miał bojkot czwartkowego głosowania?

– Zacznę od tego, że nie było żadnego „dealu” politycznego. Czwartkowego posiedzenia Sejmu miało nie być, z tego powodu kilku posłów wyjechało wcześniej, co było widać po frekwencji na sali. Temat wyboru sędziego Trybunału również pojawił się w ostatniej chwili. Nie jest tajemnicą to, że celem Ruchu Kukiz’15 jest zmiana Konstytucji, i my to deklarujemy od początku. Podczas obrad okazało się, że są problemy z frekwencją wśród posłów PiS, ale było ich na tyle dużo, że mogli spokojnie wszystko przegłosować. Padła więc propozycja, która jest często stosowana w samorządach, nieosiągnięcia kworum. Od początku posiedzenia wnioskowaliśmy o przeniesienie głosowania o dwa tygodnie, bowiem podnoszenie tego tematu w dzień rocznicy Chrztu Polski i dzień po przyjęciu rezolucji uderzającej w nasz kraj przez Parlament Europejski to jest nic innego jak dolewania oliwy do ognia. Naszym celem nie był bojkot Prawa i Sprawiedliwości, ale postawienie tamy temu, że dyskusji wokół Trybunału towarzyszy spór. Między innymi dlatego poseł Grzegorz Długi podszedł do prezesa Jarosława Kaczyńskiego i prosił go, aby Sejm nie wpadł w szaleństwo i nie dał się sprowokować wydarzeniami z Parlamentu Europejskiego. Do głosowania doszło i jak się zakończyło, to wiemy. Najgorszy jest sam fakt nie porażki w głosowaniu, ale że Małgorzata Zwiercan zagłosowała „na dwie ręce”, a marszałek Kornel Morawiecki nakłaniał ją do tego, a dzisiaj próbuje całą sprawę odkręcać. To był dla nas czarny dzień, bo musieliśmy zmierzyć się z prawdą o sobie.

Klub Kukiz'15 zareagował szybko – Morawiecki i Zwiercan są już poza nim. 

– Posiedzenie naszego klubu nie należało do wesołych. Mieliśmy tę świadomość, że stała się rzecz zła. Jako grupa antysystemowa uważamy, że muszą być stosowane uczciwe zasady. Nam zajęło dwie godziny uporządkowanie tej sprawy. Miejmy świadomość, że posłowie to nie są anioły, ale jednocześnie to nie są też święte krowy, które mogą łamać prawo i myśleć, że nic się nie stało. Nawet gdy ktoś nazywa się Kornel Morawiecki, z wszelkim szacunkiem dla jego osiągnięć. Życie dorosłego człowieka polega na tym, że się ponosi odpowiedzialność.

Skoro nie było „dealu” politycznego, to jak nazwie Pan to, że Kukiz’15 stanął ramię w ramię z Platformą Obywatelską i Nowoczesną?

– Nasz klub znalazł się w ciekawej sytuacji. Kiedy w głosowaniu udzielamy poparcia projektom istotnym dla Prawa i Sprawiedliwości, to z ław Platformy i Nowoczesnej słyszymy: zdrajcy, lizusy, przybudówka PiS. Kiedy głosujemy tak jak Nowoczesna i Platforma, to słyszymy: targowica i zdrajcy. Tak więc przy każdym wariancie słyszymy słowo „zdrajcy”.  To jest nieuczciwe, bo my od początku mówiliśmy, że nie jesteśmy koalicjantem, a opozycją konstruktywną oraz że będziemy głosować na programy, a nie na układy. A więc każda inicjatywa uznana przez nas za istotną dla Polski, czy to autorstwa PiS, czy Platformy, znajdzie nasze poparcie. Podczas każdego głosowania opowiadaliśmy się przeciwko kandydaturom nowych sędziów, bo uważamy, że wybór nowych sędziów, bez opracowania wyjścia z kryzysu Trybunału tylko pogorszy sytuację. Sejmowa arytmetyka jest taka, że zawsze musimy z kimś głosować, inaczej cały czas musielibyśmy się wstrzymywać, a to byłby już absurd. To, że ktoś teraz buduje wokół tego atmosferę grozy i tworzy niestworzone historie, to jest to polityka. Fakt, że poseł Grzegorz Długi poszedł rozmawiać z Jarosławem Kaczyńskim, został tak zinterpretowany przez posłów Platformy i Nowoczesnej, że z jednej strony mieliśmy wyciągnąć karty, a z drugiej umówiliśmy się z prezesem, że kilku z nas tego nie zrobi, czyli w ich oczach też jesteśmy zdrajcami.  A rzecz ma się zupełnie inaczej.

W świat poszedł obraz: Paweł Kukiz i Ryszard Petru ściskają sobie dłonie po głosowaniu. Pokazywały to wszystkie telewizje. PR-owsko to był błąd?

– Nie było uścisku w stylu, że Paweł Kukiz pobiegł do Ryszarda Petru i mu się narzucał. Paweł był zaabsorbowany tym, co się dzieje na sali, podszedł do niego Petru i podał rękę. Kukiz nie należy do osób, które pałają sympatią do lidera Nowoczesnej, więc nie mogę stwierdzić, czy miał świadomość tego, komu podaje rękę. Wcale bym się nie zdziwił, jakby zrobił to automatycznie i bezrefleksyjnie.

Ryszard Petru ograł Pawła Kukiza tą wyciągniętą dłonią? Od teraz antysystemowy Kukiz jest kojarzony z systemową Nowoczesną…

– Każdy czyta to, jak chce. Dla części środowiska Prawa i Sprawiedliwości jesteśmy zdrajcami i tak samo dla części PO i Nowoczesnej. Sam jako poseł wielokrotnie słuchałem, jak posłowie Platformy nazywali mnie zdrajcą. Tam nie ma głaskania. Powiem więcej, tradycją stał się szantaż psychologiczny na nas, gdzie ugrupowania parlamentarne, włącznie z Prawem i Sprawiedliwością, próbują zmusić nas do współpracy stwierdzeniami, że jeżeli nie zachowacie się tak albo tak, to będziecie tymi złymi. Bez wątpienia klub Kukiz’15 nie pasuje do tego, co jest w parlamencie.  

Głosowanie się odbyło i część posłów Kukiz’15 wzięła w nim udział. Ile prawdy jest w tym, że to Mateusz Morawiecki wynegocjował głosowanie brakującej liczby posłów?

– To jest pytanie do Mateusza Morawieckiego i jego ojca. Do mnie żaden z nich nie podchodził z taką prośbą, nie usłyszałem też żadnych ofert. 

Mateusz Morawiecki dał się poznać jako polityk o dużych ambicjach, co tylko rodzi domysły, że chciałby zająć fotel premiera.

– Mateusz Morawiecki jest osobą, która musi w Prawie i Sprawiedliwości zbudować swoją frakcję, a więc zgromadzić ludzi i szable. Na tym polega polityka. Naturalne jest to, że środowisko jego ojca jest dobrą bazą wyjściową, bo Kornel jest ikoną „Solidarności”.

W obliczu ostatnich wydarzeń wokół Ruchu Kukiz’15 zadam pytanie, które już Pan słyszał od NaszegoDziennika.pl:  czy Paweł Kukiz jest gwiazdą jednego sezonu?

– Paweł Kukiz jest osobą, która powoli staje się politykiem, ale jednocześnie dalej, z takim samym uporem, nie godzi się na reguły panujące w polskim życiu politycznym. Wielokrotnie powtarzał to, że nie interesuje go klub parlamentarny, który tworzy 60, 50, 40 czy 30 posłów, a bardzo mocny, zgrany zespół, który ma cel – zmiana Konstytucji i systemu. Jesteśmy w parlamencie po to, aby zmieniać Polskę, a nie głaskać się po główkach i mówić, że jest fajnie.  

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl