Czy postać płk. Szendzielarza wpisuje się jakoś w to, co robią teraz zwiadowcy w Lidzbarku?
– Tak, to wszystko pasuje. Wprawdzie nie pieszo i nie konno, ale na współczesnych środkach walki, lecz idealnie wpasowujemy się w działalność szwadronu ułanów, którym „Łupaszko” dowodził przed wojną. Był to oddział wykonujący zadania nie tylko ofensywne, ale i rozpoznawcze. A tym bardziej w czasie wojny i po wojnie, kiedy znajdował się na tyłach wroga i prowadził działania rozpoznawcze i dywersyjne.
To dobry wzór dla współczesnego polskiego żołnierza?
– Oczywiście. Mamy wiedzę o całym przebiegu jego życia i służby. Nas interesuje Zygmunt Szendzielarz przede wszystkim jako żołnierz i dowódca. W kampanii wrześniowej jako dowódca szwadronu; później jako dowódca 5. Brygady Wileńskiej Armii Krajowej. Staramy się poznać, jakim był dowódcą, jaki był dla swoich żołnierzy. Zawsze podkreślam, że on był żołnierzem do końca wiernym swojej przysiędze, a najwierniejszy był swoim żołnierzom. Wiemy to zarówno z rozmów z panem Józefem Rusakiem, dokumentów z tamtego okresu, jak i kontaktów z przedstawicielami Instytutu Pamięci Narodowej zajmującymi się tą problematyką.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

