logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Ratują III RP

Poniedziałek, 25 kwietnia 2016 (21:02)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, członkiem sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W „Gazecie Wyborczej” został opublikowany list otwarty byłych prezydentów, ministrów i dawnych działaczy „Solidarności”, którzy alarmują, że „Polska zmierza do autorytaryzmu i izolacji w świecie” i apelują do Polaków, aby kierowali się porządkiem prawnym zgodnym z Konstytucją. Jaki jest cel takiego działania?

– Wydźwięk tego listu, który jest twórczością byłych prezydentów, premierów i nie tylko, można streścić w słowach: wszystkie ręce na pokład – ratujmy III RP. Można odnieść wrażenie, że te osoby nagle wpisują się w stworzoną ogólnopolską retorykę zawiedzionej przegraną w wyborach grupy, która na siłę szuka katastrofy. Tak zwana elita polityczna w ten sposób usiłuje kosztem Polski załatwić swoje sprawy. Takie jest moje wrażenie.

Autorzy listu twierdzą, że PiS nie zamierza zejść z drogi niszczenia porządku konstytucyjnego, dlatego dla powstrzymania tej tendencji niezbędna jest „mobilizacja społeczeństwa”. Czy nie jest to nawet nie tyle zachęta, aby Polacy bardziej zaczęli się interesować polityką, ile wręcz podburzanie Polaków?

– Rzeczywiście, jest to bardzo niepokojące, bo brzmi to jak apel zmierzający do wyprowadzenia ludzi na ulice. To brzmi niemal wręcz jak zachęta czy nawoływanie do przewrotu. Pytanie: czy to jest odpowiedzialne działanie, czy być może jakaś forma prowokacji? Wyprowadzić ludzi na ulice jest łatwo, ale jeśli ktoś posiłkuje się takimi działaniami, tak naprawdę prowokuje rozruchy społeczne. Współczesna Europa i wydarzenia na arenie międzynarodowej w niczym nie przypominają bezpiecznych czasów. I jeżeli ktoś w tej sytuacji zaczyna pogrywać nastrojami społecznymi i tą niemającą nic wspólnego z tonowaniem napięć retoryką i próbuje wcisnąć obywateli w takie czy inne niebezpieczne działania, to nie jestem pewien, czy do końca zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Tak czy inaczej są to działania na szkodę państwa polskiego. Mamy niepewną sytuację w relacjach z Rosją. Przecież za naszą wschodnią granicą ciągle trwa wojna. Unia Europejska jest bezradna wobec lawiny tzw. uchodźców, a jednocześnie mamy do czynienia z falą coraz częstszych zamachów terrorystycznych i w tej sytuacji podburzanie ludzi jest zachowaniem nieodpowiedzialnym.

Mamy też uznanie dla KOD i zachętę, aby przekształcił się on w organizację społeczną…

– Każdy, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem i Konstytucją RP, ma możliwość zrzeszania się czy też organizowania się i nikt nie może narzucać i kwestionować takich czy innych wyborów. To jest prawo demokracji. Jeżeli tzw. KOD ma chęć przekształcić się np. w partię czy grupę polityczną, to jest jego sprawa i jego problem, ale wychodzi na to, że elity polityczne, które znalazły się na ulicy w wyniku demokratycznych wyborów, których nikt nie może kwestionować, gorączkowo szukają nowej płaszczyzny i nowej formuły działania. Jednak nie może być tak, że tzw. elity polityczne, które przegrały w wyborczej rywalizacji, nie mogąc przełknąć porażki, w tym momencie usiłują budować siły destrukcyjne, które będą niszczyć państwo od środka. Tak to niestety dzisiaj wygląda. Wszelkiego rodzaju „pielgrzymki” do Brukseli, wszelkiego rodzaju próby „czarnego PR-u” wobec własnego państwa, próby ubrania każdego działania parlamentu i rządu w szaty działania antypolskiego to brzmi wręcz tragicznie.

Zgadza się Pan z opinią Zbigniewa Kuźmiuka, który treść listu streścił słowami Agnieszki Holland, która podczas jednej z manifestacji w obronie dawnego porządku wypowiedziała wymowne zdanie, że chce „żeby było tak, jak było”?

– Jeżeli mówimy o demokracji, która zakłada także zmiany – ktoś traci, a ktoś przejmuje władzę w sposób nie dyktatorski, nie w formie przewrotu, tylko legalnie i jeśli ktoś (Platforma) przez ostatnie osiem lat mówi do opozycji: jeśli chcecie rządzić, to przekonajcie społeczeństwo i wygrajcie wybory i wtedy realizujcie swój program, a teraz, kiedy ta wygrana staje się faktem i PiS przejęło stery władzy w Polsce, a ta sama Platforma twierdzi, że, owszem, wygraliście wybory, ale nie macie większości konstytucyjnej – to w tym momencie albo kierujemy się zasadami demokracji, albo zasadą Kalego. Mam nieodparte wrażenie, że polska klasa, nawet nie polityczna, a partyjna, zeszła na bardzo niski poziom i jest głównym sprawcą niszczenia państwa polskiego.

Co konkretnie ma Pan na myśli?

– Przecież tak naprawdę od pięciu miesięcy, od kiedy mamy w Polsce nowy Sejm, nieustannie słyszę tą samą retorykę z tych samych ust, bez wskazania kierunku rozwiązania problemu, który wcześniej rządzący Polską ludzie Platformy sami stworzyli. Przypomnę, że wiele działań ówczesnej władzy nie było kwestionowane jako antydemokratyczne i jakoś nikogo to nie gryzło w oczy, że było to de facto działania antyspołeczne i niedemokratyczne, teraz natomiast kwestionuje się demokratyczne wybory. To, co dziś widzimy, to – w mojej ocenie – próba podburzania społeczeństwa i wyprowadzenia ludzi na ulice przeciwko sprawującym władzę.

Czy nie jest też trochę tak, że to PiS pisze scenariusz działań opozycji tzw. totalnej, czyli Platformy i Nowoczesnej, która nie przedstawia Polakom programu, bo go nie ma, a jedynie ogranicza się do krytyki każdego kroku rządu czy prezydenta, sprowadzając cały spór do łamania demokracji i ataku na Trybunał Konstytucyjny?

– Wszystko się zgadza, tylko te działania są coraz bardziej czytelne dla Polaków, o czym świadczą chociażby wyniki sondaży, które pokazują, że totalna opozycja totalnie spada w dół. W myśl zasady „tonący brzytwy się chwyta” każdy sposób jest dobry, aby przynajmniej na chwilę podciągnąć się w sondażach. I tak to wygląda. Jeżeli w najnowszym sondażu Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS) Kukiz’15 prześcignął Platformę – po raz pierwszy w historii sondaży, które są przecież formą tendencji społecznych – to jest to pewien obraz tego, jak Platforma jest oceniana przez polskie społeczeństwo. PO nie wyciąga żadnych wniosków z lekcji, jaka jest jej udzielana. Ludzie Platformy upaństwowili partyjne problemy i grają dzisiaj polską racją stanu w celu osiągnięcia swoich partykularnych interesów.   

Czy ten list „zawiedzionych” nie jest też pewnym aktem desperacji tych, którzy utracili nie tylko władzę, ale także nie mają pomysłu, jak ją odzyskać?

– W państwie demokratycznym każdy ma prawo prowadzić działalność społeczną, tworząc partie, stowarzyszenia, organizować media, portale społecznościowe itp. I to są pewne prawidła tej gry politycznej. Nie zawsze też trzeba się zgadzać z władzą. Można organizować demonstracje, ale jest jedna zasada, która mówi, że na arenie międzynarodowej trzeba prowadzić jednoznaczną, wspólną politykę. To jest podstawa. Natomiast to, co robi Platforma i Nowoczesna, nie ma nic wspólnego z polską racją stanu, a jest jedynie wyścigami między Platformą a Nowoczesną: kto będzie pierwszy w Brukseli, kto lepiej wypadnie na zdjęciu na tzw. ściance, czy kto zorganizuje lepszą konferencję prasową. Oprócz tego mamy dziwny twór, którym jest tzw. KOD, finansowany w sposób „cudowny” przez dziwnych sponsorów, niczym mityczny Midas mnożący datki. Nie czarujmy się, przecież milionami się nie rzuca na ulice. Jako Ruch Kukiz’15 doskonale wiemy, jak to jest być i działać, nie mając pieniędzy. Wracając jednak do KOD, trzeba powiedzieć, że tak czy inaczej pieniądze na ulicy nie leżą, pieniądze dają tylko ci, którzy mają konkretne oczekiwania i konkretne interesy do załatwienia. I tak to wygląda. Pieniądze w polityce nie pojawiają się przypadkiem, a przynajmniej tak duże kwoty.

To gdzie w tym wszystkim jest Polska?  

– Dobre pytanie. No właśnie, gdzie w tym wszystkim jest Polska, gdzie w tym wszystkim jest interes Polski, a gdzie jest interes konkretnej grupy partyjnej, podkreślam: partyjnej, nie politycznej? Mamy oto sytuację, gdzie pewna kasta „tłustych misiów” ewidentnie walczy o swój byt, wykorzystując do tego Polskę i Polaków.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl