logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Bojkot lewackich propagandystów to wręcz obowiązek

Poniedziałek, 25 kwietnia 2016 (22:03)

Aktualizacja: Środa, 27 kwietnia 2016 (12:34)

Z Leszkiem Żebrowskim, publicystą historycznym, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wczoraj Polska pożegnała jednego ze swoich największych bohaterów – płk. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”. Można powiedzieć wreszcie: godnie pożegnała…

– To prawda, ale tego wydarzenia bezsprzecznie ważnego dla naszej historii nie możemy rozpatrywać w kategoriach całej Polski. Polska jest podzielona, co widać chociażby po reakcji np. naczelnego „Newsweeka” Tomasza Lisa, który napisał na TT, że „Prezydent RP oddawał dziś cześć mordercy cywilów, Łupaszce”, usiłując niejako podważyć dokonania płk. Szendzielarza. To pokazuje, że siły „starego porządku” są bardzo aktywne, są bardzo żywotne, a przede wszystkim czują się bezkarnie. Te ataki, których doświadczamy ze strony Tomasza Lisa czy propagandystów „Gazety Wyborczej” i innych środowisk lewackich, także w internecie, to wszystko świadczy o tym, że te środowiska czują się mocne, bo czują, że tak naprawdę nic im nie grozi, że nie poniosą za te kalumnie żadnej odpowiedzialności. Oczywiście, w ustroju demokratycznym krytyka jest czymś normalnym, możemy wyrażać swoje stanowisko, mamy wolność słowa, ale w tym wszystkim są granice zdrowego rozsądku, granice dobrego smaku, są granice przyzwoitości. I tam, gdzie w grę wchodzi już władztwo, gdzie w grę wchodzi nienawiść, to są to zachowania całkowicie nieuprawnione, które nie mają nic wspólnego z wolnością słowa.

Z czym zatem mamy do czynienia w tym przypadku?

– Nie ulega wątpliwości, że w tym przypadku mamy do czynienia z autentyczną nienawiścią. Być może trudno to zrozumieć pokoleniu, które nie przeżyło czasów zniewolenia komunistycznego i nie pamięta czasów stalinowskich po 1944 r., czasów dramatycznych wyborów, które podejmowali z jednej strony płk Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, a z drugiej towarzysz mjr Zygmunt Bauman, który był przecież przedstawicielem zniewalającego, napastniczego reżimu odpowiedzialnego za śmierć dziesiątek tysięcy istnień ludzkich. Ponadto z tych ataków, z którymi mamy dzisiaj do czynienia, możemy się też czegoś nauczyć, a mianowicie do czego są zdolni nasi przeciwnicy – nawet w tej chwili – jeśli dla nich tamten świat, gdzie niszczono wartości, jest światem, który im imponuje. Nic dziwnego, że swoim zachowaniem dążą do tego, żeby stare wróciło, żeby nie miała znaczenia wolna gra sił politycznych, demokracja, wybory większości. Te środowiska wiedzą, że są mniejszością, zresztą zawsze były mniejszością, ale mimo to domagają się specjalnych praw i przywilejów właśnie dla różnego rodzaju mniejszości. To zachowanie to nic innego jak dyktatura, to nie ma nic wspólnego z demokracją, w obronie której rzekomo walczą. Demokracja to rządy większości.

Czy w sytuacji tej krytyki bohatera i czy w ogóle głos powinny zabrać polskie władze? Przecież uroczystości pogrzebu płk. Szendzielarza „Łupaszki” miały charakter państwowy.

– Oczywiście, to prawda, ale myślę, że wobec zaistniałej sytuacji nie jest to jednak sprawa rządu. Tego typu sprawami powinny się zajmować organy do tego powołane, a więc wymiar sprawiedliwości. Widać jednak, że póki co polskie prawo nie jest jednoznaczne, nie ma procedury, która w tego typu przypadkach pozwalałaby prokuratorowi wchodzić z urzędu. Mam jednak nadzieję, że wszystko przed nami, że taki system sprawiedliwości zaistnieje w Polsce.

Z jednej strony mamy przykład naczelnego „Newsweeka”, ale z drugiej widzimy młodzież, która szczyci się bohaterami polskiej wolności, których usiłowano zakopać w grobach niepamięci. To chyba rekompensuje nam takie haniebne zachowania?

– To, że młodzież szczyci się Żołnierzami Niezłomnymi, że o nich pamięta, że obiera ich sobie za wzorce, to bardzo dobrze. Jest nadzieja, że za jakiś czas – przecież następuje zmiana pokoleniowa – że ci, którzy są przedstawicielami „starego porządku”, który wydawało się, że już odszedł, tymczasem, jak widać, ciągle jest, trwa i broni się bardzo uporczywie, jest nadzieja, że ci ludzie odejdą, a ich miejsce zajmą młodzi i w ten sposób skończymy z epoką nienawiści. Tak jak już wspomniałem, nie chodzi tu o eliminowanie kogokolwiek, a krytyka jest uprawniona, jeśli jest to walka na argumenty. Natomiast jeśli mamy tylko wyzwiska, epitety i przejawy nienawiści, to nie ma to nic wspólnego z walką o prawdę, z walką o jakiekolwiek wartości. To jest tylko świat antywartości.

A więc nie wszystko jest jeszcze stracone, bo w młodzieży jest nadzieja i to rodzi optymizm?     

– Jeśli chodzi o młodzież, to jak najbardziej tak. Jestem wprost zachwycony postawą polskiej młodzieży. Pokolenie, które rośnie i dojrzewa, odpowiada tamtym dawnym pokoleniom polskich narodowych patriotów, którzy za wierność swoim ideałom wprawdzie zapłacili bardzo wysoką cenę, często cenę życia, ale to oni zostaną w naszej historii na zawsze. Przyjdzie czas, kiedy o osobnikach typu Urban czy jemu podobni będziemy mówić tylko dla porządku, przypominając czasy nienawiści.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl