Mężczyzna był jedynym świadkiem wezwanym na wczorajszą rozprawę, ale jego zeznania nic nie dały. W 2000 roku tylko sporadycznie pracował jako ochroniarz w Zachęcie. I nie było go nawet w pracy w dniu zdarzenia, gdy Witold Tomczak usunął „głaz” z postaci Papieża Jana Pawła II. Prokuratura uznała potem, że poseł dopuścił się zniszczenia instalacji autorstwa włoskiego artysty Maurizio Cattelana.
Mężczyzna zeznał przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia, że o wszystkim dowiedział się z gazety, a z kolegami w ogóle tą sprawą się nie zajmował ani nie interesował. Świadek nie brał również udziału w późniejszej inwentaryzacji rzeźby i jej pakowaniu przed wyjazdem za granicę.
– Trudno mi nawet to komentować, że na świadka powołuje się pracownika ochrony, który tamtego dnia nie był w pracy – powiedział nam po rozprawie Witold Tomczak.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

