logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Czas na pokolenie Polski Niepodległej

Poniedziałek, 2 maja 2016 (05:20)

Z prof. Janem Żarynem, historykiem, wykładowcą Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sejm, a ostatnio także Senat opowiedział się za usunięciem symboli komunistycznych z przestrzeni publicznej. Dlaczego tak długo trzeba było czekać na to, co wydawało się oczywiste?

– To bardzo dobre pytanie, które świadczy o przemianach, jakie zachodzą w naszej – Polaków, świadomości narodowej. Te przemiany zachodzą w sposób bardzo powolny czy nawet sinusoidalny, a może wręcz różnie pojmowany w poszczególnych środowiskach. To pokazuje, że jesteśmy dzisiaj społeczeństwem bardzo zróżnicowanym, które składa się z ludzi o zgoła odmiennych wrażliwościach i przeżyciach także rodzinnych. Ta maksyma, która mówi, że istnieją dwie Polski, gdzie z jednej strony dominują wnukowie UB-eków, synowie SB-eków, a z drugiej strony wnukowie żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i dzieci działaczy Ruchu Społecznego „Solidarność”, jest w jakiejś mierze symbolem tego wewnętrznego rozdarcia, które nas dotknęło.

Wydawałoby się, że PRL już dawno przeszła do historii, tymczasem widać, że w niepodległej RP jej ogon wciąż się za nami wlecze. Z czego wynika to rozdarcie?

– Ponieważ wychodzenie z komunizmu odbywało się na drodze w znacznej mierze propagandowo-kontrolowanej przez wnuków i synów UB-eków i SB-eków – mocniej niż przez środowiska patriotyczne – to czas najwyższy na uświadomienie sobie istnienia jednej Polski – jeśli chodzi o fundamenty – a nie kilku – czyli przyjęcie tego, co jest faktem, a więc jednego systemu wartości. Myślę, że te fundamenty dzisiaj osiągnęliśmy. Staliśmy się wspólnotą narodową, która dojrzała, co jest także widoczne po uchwalonej ostatnio ustawie – wspólnotą, która dojrzała do odrzucenia z polskiej pozytywnej tradycji tego wszystkiego, co wiąże się nie tylko symbolicznie rzecz ujmując z postawieniem się po stronie bolszewików w 1920 r. i całym splocie konsekwencji tamtej wrażliwości, tamtej celowości istnienia w funkcjonowaniu publicznym czy wreszcie tamtej woli opanowania czy wręcz zniszczenia polskiej tradycji niepodległościowej, ale po stronie polskiej tradycji chrześcijańskiej, polskiej tradycji narodowej. Mówiąc o 1920 r., traktuję tę datę również symbolicznie, a nie tylko faktograficznie, gdyż tak naprawdę wszystkie następne pokolenia związane z wyborem komunizmu jako drogi do samorealizacji odwoływały się choć może nie wprost do tamtego wydarzenia, które dla komunistów stało się podstawą do kontestowania przegranej. Dla nas, dla współczesnych Polaków, nie ma cienia wątpliwości, że było to wielkie zwycięstwo, które uratowało naszą niepodległość i Europę od skażenia bolszewizmem. I właśnie dzisiaj ustawa o dekomunizacji jest świadectwem na to, że wszyscy stanęliśmy po stronie, po jednej stronie szańca, a przynajmniej tak nas jest już dużo, że nie ma woli traktowania drugiej strony barykady jako alternatywnej drogi ku wolności.            

Dlaczego, choć sprawa wydaje się bezdyskusyjna, to część najpierw posłów, a ostatnio też senatorów Platformy czy SLD próbowała rozmiękczyć zasadniczy sens ustawy?

– Ta próba rozmiękczania czy też negowania potrzeby ustawy, która regulowałaby w sposób bezdyskusyjny kwestie związane z dekomunizacją, próba powoływania się na rzekome koszty, które miałyby obciążyć polskie społeczeństwo, jest dowodem na trwanie w tej tradycji bolszewickiej. To trwanie jest można powiedzieć w genach, w tradycji rodzinnej i to zjawisko niestety będzie funkcjonować. Trudno bowiem niektórym nie odwoływać się do własnych wyborów bądź wyborów swoich przodków. Rozliczenie się z własną przeszłością, dokonanie tego wielopokoleniowego rachunku sumienia, rozliczenie się z tym brzemieniem i uznanie, że stało się po stronie złej sprawy, to niemały wysiłek. Dlatego próba negowania tej dobrej zmiany będzie negowana, choć widać wyraźnie, że na tle Polski jest to zjawisko marginalne. Dzisiaj tak na dobrą sprawę nikt – i na całe szczęście – nie jest dziś w stanie honorować czy uznawać, że należy honorować komunistów okresu II Rzeczpospolitej czy czasów powojennych.     

Jak to jest, że z takim trudem pamięć odzyskują bohaterowie polskiej wolności, a zbrodniarze i kaci tak długo spoglądają z cokołów czy widnieją na tabliczkach z nazwami ulic jak chociażby Świerczewski. Czy to nie chichot historii?

– Nie widziałbym tego w ten sposób. Mnie się wydaje, że środowiska, które chciałyby jawnie bronić reliktów komunistycznych i całego tego dziedzictwa sięgającego roku 1920 i najazdu bolszewickiego na Polskę z całymi konsekwencjami tego wyboru przez kolejne pokolenia, są dziś w defensywie. Jest to opcja tak antypolska w świadomości zdecydowanej większości polskiego społeczeństwa, że nikt nie jest zdolny do tego, aby się aż tak ośmieszać. My jako Polacy jesteśmy w stanie świadomości bardzo wyraźnie wiążącej nas z pokoleniami Polski Niepodległej, a nie Polski zdrady.

Panie Profesorze, chciałbym poruszyć jeszcze jedną bieżącą kwestię, a mianowicie Sejm przegłosował nowelę ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Czemu mają służyć zaproponowane zmiany – nowy tryb wyboru i nowy zakres kompetencji prezesa IPN, nowe będą też struktury IPN w miejsce Rady IPN ma powstać Kolegium, będzie też likwidacja zbioru zastrzeżonego?

– To oczywiście osobny temat, zresztą bardzo rozległy. Głównym sensem nowelizacji ustawy o IPN jest stworzenie warunków prezesowi, Kolegium oraz pracownikom IPN do tego, aby Instytut mógł wreszcie rozwinąć swoje skrzydła w związku z nowymi, a czasem też starymi, ale lepiej dostrzeżonymi dzisiaj wyzwaniami.

Co to za wyzwania?

– Te wyzwania wiążą się z jednej strony z szeroko pojętą polską polityką historyczną wobec kraju, społeczeństwa, nas współcześnie żyjących, a także wobec zewnętrznych podmiotów zarówno Polonii, jak i tych wszystkich, którzy powinni znać historię Polski, szczególnie historię XX wieku i to niezwykłe zjawisko w postaci zderzenia się polskiej racji stanu z dwoma totalitaryzmami, które chciały zgnieść Stary Kontynent i jego chrześcijańskie tradycje. Z drugiej strony jest to wyzwanie dla nowego kierownictwa IPN, które powinno dokończyć tę szeroko pojętą powinność związaną z odnalezieniem doczesnych szczątków polskich bohaterów i godne ich uhonorowanie przy jednoczesnej stałej dbałości o tych wszystkich pokoleniach na obczyźnie, które już odeszły, a są zasłużone dla polskiej wolności. Im także państwo polskie winno oddać cześć i o nich pamiętać. Ta pamięć historyczna to sztafeta pokoleniowa, która winna trwać i być przekazywana. Również po to, abyśmy i my oraz ci, którzy przyjdą po nas, byli godni wdzięcznej pamięci dla tych, którzy będą żyć za 50, 100 i więcej lat.

To nowe spojrzenie jest zgoła odmienne od tej polityki, jakiej byliśmy świadkami przez ostatnie osiem lat. Mówiło się nawet o likwidacji IPN, a przynajmniej znacznym ograniczeniu jego kompetencji…

– Nie ma cienia wątpliwości, że koalicja PO – PSL chciała zmarginalizować rolę IPN. Nie było też mowy o polityce historycznej czy w ogóle o historii narodowej, która stała się wręcz niepopularna, a tych, którzy o nią dbali, nazywano polskimi nacjonalistami. Tym samym próbowano doprowadzić do odcięcia się społeczeństwa od pozytywnych emocji związanych z pamięcią o przeszłych pokoleniach o polskości. Patriotyzm rozumiany tradycyjnie jako miłość do Ojczyzny, postrzegany przez pryzmat wiedzy jako zbiór o przeszłych pokoleniach usiłowano przedstawić jako nieaktualny, wręcz wsteczny, a w związku z tym istnieje potrzeba wyznaczenia jego nowej definicji. Ten nowy, postępowy patriotyzm miał polegać na płaceniu podatków, na codziennej trosce o to, żeby trawniki były równo przystrzyżone, a papierki po cukierkach wyrzucać do śmietników, a nie na chodnik. Jednak ta wizja okazała się zupełnie nieprzystająca do faktycznych wrażliwości wielu Polaków. Tamę temu rozumowaniu, tej próbie narzucenia wizji patriotyzmu i w ogóle tak rozumianemu człowieczeństwu postawiło młode pokolenie Polaków. To młode pokolenie stało się bardzo wyraźnym podmiotowym zapleczem dla tych wszystkich, którzy starali się wzmocnić znaczenie polskiej tradycji, polskiej historii. I nie da się ukryć, że obóz polityczny, obóz Prawa i Sprawiedliwości, który wziął na siebie to wyzwanie, stara się po wygranych wyborach realizować wizję zdrowego polskiego patriotyzmu. Stąd szeroko pojęta polska polityka historyczna państwa w przestrzeni publicznej będzie realizowana.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl