Po wystąpieniach prezydenta Andrzeja Dudy i prezesa Jarosława Kaczyńskiego rozgorzała dyskusja o zmianie w Konstytucji. Po co zmieniać obecnie sobowiązującą Ustawę Zasadniczą?
– Obecnie w Polsce obowiązuje Konstytucja z 1997 r. Natomiast transformację ustrojową mieliśmy w 1989 r. Niestety nie przyniosła ona oczekiwanych czy pokładanych w niej przez społeczeństwo nadziei. Dowodem na to jest brak rozliczenia się ze starym systemem, nie osądzono winnych zbrodni na Wybrzeżu, gdzie w grudniu 1970 r. władza strzelała do robotników, nie rozliczono też autorów stanu wojennego i sprawców wielu śmiertelnych ofiar. Natomiast nie tak dawno gen. Wojciecha Jaruzelskiego – twórcę stanu wojennego, który po transformacji ustrojowej został pierwszym prezydentem, pochowano z honorami państwowymi na warszawskich Powązkach. Mało tego, inny twórca stanu wojennego Czesław Kiszczak był ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Te przykłady – jedne z wielu – pokazują, że tak naprawdę w Polsce nie mieliśmy prawdziwej transformacji ustrojowej, a jedynie naskórkową, bardziej dla oka, tak aby społeczeństwo się nie zorientowało. W rezultacie nomenklatura starego systemu dobrze się ulokowała, a Polacy jak byli biedni, tak są nadal. Przez ostatnie osiem lat skrzętnie zabiegano o to, żeby w Polsce utrzymać status quo, co prowadziło do destrukcji państwa polskiego.
Czy to się udało?
– W jakimś stopniu chyba się udało, skoro minister spraw wewnętrznych w rządzie PO – PSL Bartłomiej Sienkiewicz na słynnych już taśmach stwierdził, że Polska istnieje tylko teoretycznie. Zatem pierwsze ekipy rządowe po 1989 r. zabiegały, aby nomenklatura się uwłaszczyła, a ekipa Donalda Tuska podejmowała wysiłki w tym kierunku, żeby państwo polskie zlikwidować: wyprzedać wszystko, co się tylko da, i w rezultacie doprowadzić do stanu, jaki zdiagnozował Bartłomiej Sienkiewicz. W tej chwili do władzy doszło ugrupowanie PiS, które chce odbudować polską państwowość, żeby Polska na arenie międzynarodowej była traktowana podmiotowo, chcemy żeby Polakom żyło się lepiej, żeby nie musieli za chlebem wyjeżdżać za granicę. Żeby wreszcie Polska nie była wasalem Europy, wasalem Niemiec, żeby dłużej nie była wyzyskiwana przez innych. To nie są tylko czcze słowa, bo jak wynika z raportu międzynarodowej organizacji śledzącej nielegalne przepływy finansowe Global Financial Integrity, Polska jest w gronie 20 najbardziej wyzyskiwanych krajów na świecie i jedynym spośród członków Unii Europejskiej. Rocznie wypływa z Polski 90 miliardów złotych. Gdyby te pieniądze pozostały u nas, gdybyśmy nie pozwoli się wyzyskiwać, wówczas wszystkim Polakom żyłoby się lepiej w swojej Ojczyźnie. Skoro podejmujemy wysiłki, żeby to zmienić, chcemy ograniczyć grabież Polski, tzn. że naruszamy czyjeś interesy, interesy tych, którzy przez ostatnie 25 lat korzystali z nienależnych im przywilejów, nie jest to też w smak mocarstwom ościennym. Tak naprawdę dopiero dzisiaj, dopiero teraz przeżywamy transformację ustrojową, a jak to zwykle bywa przy tego typu przemianach zawsze są tacy, którzy chcą przywrócić państwo obywatelom, ale i tacy, którzy bronią swoich dotychczasowych przywilejów. PiS chce przywrócić państwo obywatelom. Natomiast ci, którzy przez 25 lat okradali państwo, podnoszą larum, że niby jest zagrożona Konstytucja, że jest zagrożona demokracja, wolności obywatelskie itp., ale to jest zasłona dymna, żeby tylko zachować swoje dotychczasowe przywileje.
I żeby ukrócić ten proceder potrzebna jest zmiana Konstytucji?
– Nowa Konstytucja jest potrzebna, bo na czele tego starego układu, o którym wspomniałem, stała w jakimś sensie także część sądownictwa. Tymczasem w Konstytucji są zapisy, które w dużym stopniu ograniczają reformę sądownictwa. I w tej materii na przestrzeni minionych 25 lat niewiele się zmieniło, żeby nie powiedzieć nic. Stąd żeby wymiar sprawiedliwości służył Polakom, potrzebna jest również zmiana Konstytucji. Potrzebne jest także wzmocnienie władzy, która po wejściu w życie Konstytucji z 1997 r. została rozproszona. Stąd mieliśmy do czynienia z kryzysami kompetencyjnymi, a mianowicie, jakie prawa przysługują prezydentowi, a jakie rządowi. Czas najwyższy, żeby te kwestie uporządkować, żeby było wiadomo jasno i klarownie, kto, jakie ma kompetencje. W moim przekonaniu, istnieje także potrzeba wzmocnienia władzy wykonawczej, która w tej chwili jest rozdzielona między prezydenta i premiera. Oczywiście nie jest to dramat, jeśli dwa najważniejsze ośrodki władzy wywodzą się z jednego ugrupowania, które ma te same cele. Gorzej jest, kiedy cele są rozbieżne, jak to już bywało w innym czasie.
No dobrze, ale przecież PiS zdaje sobie sprawę, że w tej kadencji uchwalenie nowej Konstytucji raczej nie będzie możliwe?
– To nie oznacza, że należy siedzieć z założonymi rękami. Trzeba pokazać, trzeba rozpocząć pewne prace w kierunku zmiany Konstytucji, której przecież nie tworzy się, ot tak, z dnia na dzień. Trzeba też społeczeństwu coś zaoferować w tym sensie, aby pokazać, jakie są możliwości uporządkowania spraw w państwie. Być może potrzebne będzie referendum, aby Polacy wypowiedzieli się, jakiego chcą Państwa. Ta dyskusja jest przed nami.
PiS zakłada ankietę konstytucyjną, w której mogliby się wypowiedzieć znani konstytucjonaliści, eksperci. Czy również prezes Rzepliński…?
– Oczywiście każdego zapytać można. Natomiast prezes Rzepliński jest jak mniemam mało miarodajnym czy obiektywnym podmiotem. Jest przecież bardzo mocno zaangażowany po stronie jednej opcji politycznej i czasem nawet z przykrością patrzę, że nie jest w stanie tych swoich emocji ukryć i w sposób jawny stał się politykiem.
Wygląda na to, że prezes Rzepliński wyraził gotowość do uczestniczenia w takich pracach, pozostaje tylko pytanie, czy w roli prawnika, czy polityka, a może jedno i drugie…?
– Przyznam, że czasem jestem tym mocno zaskoczony, bo gdyby mnie ktoś osobiście przyłapał na tym, że zrobiłem coś, czego nie powinienem robić – czyli jak w przypadku prezesa Rzeplińskiego – napisać ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, to gdyby to wyszło na jaw, to wypadałoby od tego tematu co najmniej stronić, bo miałbym w świadomości to, że będzie czyniony mi zarzut braku bezstronności, braku obiektywizmu. Tymczasem prezes Rzepliński skrywał ten fakt, a później uważał się jak najbardziej za kompetentnego do tego, żeby wszelkie nowelizacje oceniać, uważał się za osobę kompetentną do tego, żeby wyrokować na temat tej ustawy – czy jest zgodna, czy niezgodna z Konstytucją. Mówiąc krótko, brak tu elementarnych zasad przyzwoitości.
Pytam Pana o to, ponieważ prezes Rzepliński, odnosząc się do pomysłu zmiany Konstytucji, stwierdził, że modyfikacje wchodzą w grę tylko wtedy, kiedy zajmą się nimi eksperci: komisja konstytucyjna złożona z wybitnych prawników i jednocześnie polityków. Wygląda na to, że prezes Rzepliński wyraził gotowość do uczestniczenia w takich pracach…
– Zdecydowanie tak. Zresztą prezes Rzepliński zapewne obok siebie widziałby w tym gronie również dotychczasowych prezesów Trybunału i pewnie tych wszystkich, którzy w ostatnim czasie tak mocno go wspierają. Myślę, że ta okoliczność pokazała wszystkim Polakom, kto broni starego układu. I chcąc nie chcąc prezes Rzepliński jakby okazał to środowisko polskiemu społeczeństwu.
Czemu ma służyć ankieta konstytucyjna, o której mówiła dzisiaj poseł Beata Mazurek?
– Jest to świeża sprawa i przyznam, że w żadnych rozmowach na ten temat nie uczestniczyłem. Sądzę jednak, że warto byłoby się zastanowić nad kolejnością podejmowanych kroków. Gdyby miała być ankieta, to też powinna być poprzedzona dyskusją wewnątrz partii, choćby po to, aby opracować pytania, a dopiero po ankiecie debata polityczna.
Platforma i Nowoczesna tradycyjnie krytykują…
– Ci, którzy dziś zabierają głos, krytykując każde działania zmierzające do dobrej zmiany, wcześniej sami się skompromitowali. Nie czynili larum wtedy, kiedy w Polsce była łamana Konstytucja. I w moim przekonaniu zatracili moralne prawo wypowiadania się. Ci, którzy się zaangażowali w obronę byłego systemu, utracili moralne prawo do tego, aby się wypowiadać, jaka powinna być Polska przyszłości, skoro tak kurczowo bronili dotychczasowych realiów.
Na koniec rozmowy zmieńmy nieco temat. Przed nami marsz KOD-u pod hasłem „Jesteśmy i będziemy w Europie”. Po co Pana zdaniem ten cały szum, skoro prezes Kaczyński w swoim przemówieniu powiedział wyraźnie, że Polska jest w Europie i nikt nie chce tego zmieniać?
– Odpowiem na to z pewnym przekąsem: być może nie wszyscy członkowie KOD-u zdają sobie sprawę z tego, gdzie są, i tym pochodem chcą się utwierdzić w przekonaniu, że są w Europie i poinformować o tym swoich zwolenników. Po co ten cały szum…? Być może w celach edukacyjnych. Natomiast poza wszelkim sporem jest to, że nikt Polski nie zamierza wyprowadzać z Unii Europejskiej. PiS wielokrotnie to deklaruje, że jesteśmy i będziemy lojalnym członkiem Unii, ale być lojalnym członkiem UE to być na warunkach podmiotowych, a więc współdecydować i współuczestniczyć w tworzeniu UE. To chyba jest na miarę ambicji wszystkich Polaków. Nie chcemy być obywatelami UE drugiej czy trzeciej kategorii. Pewne natomiast jest to, że nasi przeciwnicy polityczni, ponieważ nie mają argumentów, posługując się kłamstwem i wymyślając nieprawdziwe historie, chcą wmówić społeczeństwu, jakoby to PiS chciało Polskę wyprowadzić ze struktur unijnych, a kiedy cała ta przewrotna mistyfikacja wychodzi na jaw i okazuje się, że kłamią, to się zaczynają oburzać. To ostatnio metoda dość powszechnie stosowana przez Platformę i Nowoczesną, ale to ewidentne zakłamywanie rzeczywistości, na co wielokrotnie wskazywałem. To charakterystyczne dla tych, którzy bronią mętnych interesów, dotychczasowego kształtu Polski. Tyle że Polska jest wszystkich Polaków i nie może być zawłaszczana przez partie polityczne.

