logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

To źle pojęta solidarność

Piątek, 6 maja 2016 (05:02)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jaki jest cel reformy unijnej polityki azylowej i jakie intencje mogły towarzyszyć jej autorom? Czy wymuszanie przyjmowania tzw. imigrantów bądź w zamian za odmowę płacenie wysokich kar nie jest ingerowaniem w wolność danego państwa?

– Kryzys migracyjny budzi coraz większe emocje w Europie – czemu zresztą chyba trudno się dziwić i dolewanie oliwy do ognia, a tak należałoby odczytywać propozycje Komisji Europejskiej, jest rażąco nieodpowiedzialnym działaniem. Nikt nie lubi być zmuszany, postawiony niejako pod ścianą i przyjmować narzucone rozwiązania – zwłaszcza w tak ważnych kwestiach dla każdego państwa. Narzucany siłą projekt Komisji Europejskiej to nic innego jak ingerencja w suwerenność każdego z państw członkowskich. Mamy do czynienia ze źle pojętą solidarnością, co nie ma nic wspólnego z solidaryzmem, którym kierowali się twórcy Unii Europejskiej. To, co zaproponowała KE ustami swojego wiceszefa Fransa Timmermansa, to szantaż i bardzo ryzykowny krok, który może zaprowadzić całą Wspólnotę w ślepą uliczkę. Brakuje słów na określenie tego, co zaproponowała KE. Powiem z przekąsem, że gdyby ogłosił ją osobiście przewodniczący Jean-Claude Juncker, to byłbym skłonny postawić tezę, że był pod „wpływem”, ale to nie ten polityk oznajmił te wieści. Uważam, że jest to krok w kierunku końca projektu pn. Unia Europejska. Jest skrajnie nieodpowiedzialne działanie, które de facto jest karaniem danego państwa za błędy popełnione przez unijnych dygnitarzy. Mamy do czynienia z próbą rozłożenia odpowiedzialności, która de facto spoczywa na kierownictwie UE, które nie daje sobie rady z wyzwaniem współczesności, jakim jest problem imigracyjny. To, co proponuje KE, to nie jest żadna reforma, ale jest to cofanie się unijnego ustawodawstwa.

Ma Pan na myśli prawo azylowe…?

– Tak, prawo azylowe jest domeną suwerennych państw narodowych. Natomiast w tej chwili próbuje się pozbawić poszczególne państwa tej suwerenności. Jak bowiem inaczej nazwać wkraczanie unijnych struktur w politykę danego kraju, jak nie skandalem. Zastanawiam się, po co komu wywoływanie takiego skandalu, skoro było przecież z góry wiadomo, jaka będzie reakcja. Być może jest to także wyraz bezradności KE i całej Unii Europejskiej w obliczu kryzysu migracyjnego. Nie wyobrażam sobie, żeby ten mechanizm narzucania poszczególnym państwom woli silniejszych wszedł w życie. Miliard złotych kary według proponowanego algorytmu za każdy tysiąc nieprzyjętych imigrantów to jakiś absurd.

Mówiąc o próbie rozłożenia odpowiedzialności i błędach – kogo konkretnie ma Pan na myśli, inaczej mówiąc, z czyjej inspiracji działa Komisja Europejska, stosując ten dyktat?

– Oczywiście jest to pytanie retoryczne, które może zabrzmieć także nieco inaczej, a mianowicie: kogo próbuje ratować KE? Odpowiedź jest prosta, KE usiłuje ratować Niemcy i do cna skompromitowaną kanclerz Angelę Merkel. To nie kto inny przecież jak kanclerz Merkel swoimi nieodpowiedzialnymi i krótkowzrocznymi decyzjami zachęcającymi imigrantów do wkraczania w progi Europy zgotowała całej Wspólnocie ten pasztet. Z taką polityką zaczynają się nie zgadzać Francuzi. Propozycja KE to także gol samobójczy i argument dany do ręki w przeddzień głosowania w sprawie Brexitu tym Brytyjczykom, którzy chcą opuścić szeregi Unii. Może to także oznaczać pogłębienie podziałów wewnątrz UE i przyspieszenie erozji projektu pn. UE. Wygląda na to, że spece od tzw. jedności europejskiej obracają UE w pył. Ponadto to działanie wskazuje na jeszcze jedną ważną rzecz, a mianowicie, że mamy wyraźny krok w kierunku Unii dwóch prędkości. Jest to twarde, bogatsze jądro, które bez kłopotu podoła finansowo problemowi imigrantów, i uboższe satelity – kraje chociażby Europy Środkowo-Wschodniej, które nie są w strefie euro i których wyraźnie na to nie stać.  

Czy krajom przeciwnym uda się zablokować ten pomysł? Po podziale sił wygląda, że może być trudne uzyskanie wymaganej liczby głosów w unijnej radzie?

– Będzie problem. Nie sądzę, żeby ta zmiana zaproponowana przez KE znalazła akceptację na Radzie Europejskiej czy później w Parlamencie Europejskim. Tak czy inaczej jest to potężny oręż dla tych ruchów – nie tylko w Wielkiej Brytanii – które dążą do wystąpienia z szeregów Unii. Te nastroje są coraz silniejsze i będą narastały.

Komisja Europejska może karać kraje członkowskie i czy nie jest to ukłon w stronę Turcji?

– Pytam na jakiej podstawie mają być karane poszczególne kraje…?  Szkoda tylko, że tą nieudolnością przywódców unijnych KE, kanclerz Merkel, brakiem odpowiednich decyzji w danym czasie Rady Europejskiej zostaną ukarane wszystkie kraje. Jeśli zaś chodzi o Turcję, to podjęte działania tylko czasowo uśpią problem migracyjny, a Turcja, wietrząc swoją szansę, będzie żądać coraz więcej pieniędzy i spełnienia ich warunków. Propozycje KE może to być ni mniej ni więcej konsekwencja ostatniego szczytu Unia – Turcja, który odbył się w połowie marca tego roku, którym Unia w zamian za duże pieniądze i niemałe ustępstwa wobec Turcji kupiła sobie parę miesięcy względnego spokoju. Natomiast wracając do pana pytania, to kraje UE, zwłaszcza te mniej zamożne, zostaną ukarane poprzez otwarcie tzw. kopert narodowych z pieniędzmi zarezerwowanymi dla każdego z tych państw. To oznacza też konieczność weryfikacji planów finansowych nawet do końca Perspektywy UE 2014-2020. Nie ma mowy, aby na poczet funduszu, który został utworzony, a państwa dobrowolnie wpłacały składki wynikające z wielkości swojego PKB, system ten został teraz zrujnowany. Musi być rozstrzygnięcie w postaci obcięcia proporcjonalnie do wysokości tzw. kopert narodowych funduszy na realizację polityki spójności. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy skończy się na pieniądzach z polityki spójności i czy w związku z tym cięcia nie zahaczą jeszcze o budżet Wspólnej Polityki Rolnej.     

Od czego zależy teraz, kiedy te propozycje KE wejdą w życie?

– Propozycja KE trafi teraz pod obrady Rady Europejskiej, tak jak zapowiedział przedstawiciel KE pod koniec czerwca, może ona trafić na forum Parlamentu Europejskiego. Czyli sprawa reformy unijnej polityki azylowej i nieodpowiedzialne propozycje KE nie będą rozpatrywane na najbliższej sesji plenarnej w przyszłym tygodniu w Strasburgu, ale dopiero na kolejnej. Jestem przekonany, że na Radzie Europejskiej takiego idiotycznego i ze wszech miar szkodliwego rozwiązania nie będzie.

Jakie wobec tych propozycji KE powinno być stanowisko polskiego rządu?

– Przede wszystkim aktywność polskiego rządu na forum międzynarodowym w tej właśnie kwestii powinna wzrosnąć. Chodzi tu o wypracowanie i wyartykułowanie wspólnego, zdecydowanego stanowiska nie tylko państw Grupy Wyszehradzkiej, które podobnie jak Polska propozycję KE nazywają szantażem, ale także podjęcie rozmów z Brytyjczykami, ażeby stworzyć koalicję wystarczającą do zerwania tego, powtórzę to raz jeszcze, idiotycznego pomysłu, ale też aby stworzyć przewagę nad tymi politykami, w których głowach rodzą się tak nieodpowiedzialne pomysły. Ten pomysł prowadzi donikąd i to musi wybrzmieć bardzo wyraźnie. Mamy prawo sami decydować, kogo chcemy przyjąć, a kogo nie. Przymus i presja z pewnością nie są przejawami demokracji, której obrońcą tak zaciekłym jest KE.  

Jak propozycję KE w sprawie tzw. korekty prawa azylowego przyjęli europosłowie Platformy?     

– Osobiście nie rozmawiałem z żadnym z polityków Platformy. Znam natomiast ich wypowiedzi w różnych mediach, gdzie wyrażają wielkie zatroskanie i są przeciwni proponowanym przez KE rozstrzygnięciom. Jednak kiedy się tak przysłuchuję temu zatroskaniu, to odnoszę wrażenie, że politycy Platformy mają problemy z pamięcią. Myślę, że należałoby im nieco odświeżyć pamięć i zapewniam, że będziemy to robić. Mianowicie chodzi o kwoty tzw. uchodźców, jakie rząd Prawa i Sprawiedliwości przejął po rządach koalicji PO – PSL. Przecież to nie kto inny jak rząd premier Ewy Kopacz, podpisując porozumienie, zgodził się bezwolnie na przyjęcie do Polski islamskich imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Natomiast dzisiaj politycy tej formacji protestują przeciwko temu, do czego tak naprawdę sami przyłożyli rękę. Mają wygodną, dobrą dla siebie pamięć, bo krótką i jednocześnie wybiórczą.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl