logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Uwikłanych we władzę strach przed karą

Sobota, 14 maja 2016 (18:30)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jakie wnioski płyną z zaprezentowanego przez rząd bilansu rządów PO – PSL i dlaczego raport ten jest przedstawiany dopiero pół roku od objęcia rządów przez PiS?

– Dlaczego właśnie teraz? Warto podkreślić, że raport jest następstwem przeglądu dokumentów znajdujących się w poszczególnych ministerstwach i dokonanie pewnego bilansu siłą rzeczy musiało trwać. Ponadto resorty koncentrowały się nie tyle na badaniu aktualnego stanu rzeczy, ile również – a może przede wszystkim – na realizowaniu programu wyborczego. Stąd działania te musiały być podzielone. Jedni pytają, dlaczego dopiero teraz ukazuje się ten raport. Inni mówią, że za wcześnie, że należało z tym poczekać. Tak czy inaczej dobrze, że możemy, że Polacy mogą się zapoznać z tym bilansem.

Czy to, co usłyszeliśmy z mównicy sejmowej, to tylko wstęp i czy będzie ciąg dalszy?       

– Rząd zastrzegał się, że to nie wszystko, że pewne rzeczy w miarę ujawniania będą przekazywane opinii publicznej. Na razie zobaczyliśmy, jak realnie wyglądała Polska w ciągu minionych ośmiu lat i że do obywateli docierał zniekształcony obraz rzeczywistości. Rządzący mieli ku temu potężny aparat w postaci swoich służb, które zabiegały przede wszystkim o wizerunek władzy, a nie o dobro państwa. Rządzący dysponowali także środkami przekazu. W szczególności mam na myśli usłużne media, które z tego faktu, że ochraniały rząd, zniekształcały obraz, czerpały z tego konkretne profity.    

Kiedy spojrzeć na wyniki tego rozliczenia, to jaki obraz wyłania się po ośmiu latach rządów koalicji PO – PSL?

– Obraz Polski porażający. Zobaczyliśmy korupcję, nepotyzm, marnotrawstwo, niegospodarność i – tak jak określiła to premier Beata Szydło – pogardę dla obywateli. Jeżeli ktoś mógł podejrzewać obecny rząd o nierzetelność w zaprezentowanym raporcie, to warto zestawić tą wiedzę z taśmami prawdy. Łatwo można dostrzec, jak te dwie kwestie ze sobą korelują. Przecież doskonałym podsumowaniem tego raportu mogą być słowa szefa MSW w rządzie PO – PSL min. Bartłomieja Sienkiewicza wypowiedziane w jednej z warszawskich restauracji, a mianowicie, że „Polska istnieje tylko teoretycznie”. Koresponduje to z informacjami udzielonymi Sejmowi i Polakom zwłaszcza przez ministrów: Antoniego Macierewicza, Mariusza Kamińskiego, Dawida Jackiewicza, a dotyczącymi ekipy Donalda Tuska i Ewy Kopacz.    

Skoro nie społeczeństwu, to komu faktycznie służyło „państwo Platformy”?

– Platforma była przede wszystkim partią władzy. Zresztą w ten sposób określali to ugrupowanie byli politycy tej formacji. Dla porządku te ich wypowiedzi można jeszcze dzisiaj odnaleźć. Niektórzy właśnie z tego powodu opuścili szeregi tego ugrupowania, bo dostrzegli, że jego celem nie jest dobro państwa polskiego i Polaków, ale tkwienie u władzy. A użytek z tej władzy robili taki, jak to wynika z raportu: zapewniali lukratywne posady swoim bliskim i żyli na koszt państwa, na koszt obywateli. Bogacili się nieliczni, którzy również w tych warszawskich lokalach się przewijali, bogacili się – jak się można domyślać – również i dzięki temu, że byli w bliskich i zażyłych relacjach z rządzącymi. Podczas gdy jedni pławili się w luksusach, inni żyli w coraz bardziej poszerzającej się sferze ubóstwa. I nic dziwnego, bo „partia rządząca” to taka, której celem jest tkwić u władzy, a nie czynić dobro na rzecz państwa, na rzecz obywateli. Bardzo wyraźnie było to widać w raporcie i na wspomnianych taśmach prawdy. To tam mieliśmy okazję dowiedzieć się, co tak naprawdę rządzący Polską – a przecież wypowiadali się tam urzędujący wówczas ministrowie, wicepremierzy – sądzą o Polsce, o Polakach. Padały tam przerażające słowa. Niektóre przypomnę: „Tylko złodziej albo idiota pracowałby za sześć tysięcy złotych”. Czyż nie są to słowa pogardy wobec Polaków? „Polska istnieje tylko teoretycznie”, „Polska to …, … i kamieni kupa”. Czyż przedstawiony przez poszczególnych ministrów rządu Beaty Szydło raport nie jest potwierdzeniem treści, jakie słyszeliśmy na taśmach prawdy?

Wracając do raportu, padły tam również stwierdzenia dotyczące tego, jak rząd PO –PSL podchodził do kwestii wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Jeśli władze danego państwa same nie są zainteresowane rzetelnym zbadaniem okoliczności tragedii, gdzie ginie prezydent i najważniejsze osoby w państwie, to jak mają traktować nas inni?

– Z tego, co mogliśmy usłyszeć, wynika, że służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo prezydenta RP – ABW nie wykonała ciążących na niej obowiązków. Mało tego, informowana o możliwościach wyjaśnienia przyczyn katastrofy działań tych nie podejmowała, a tych obywateli obcego państwa, którzy deklarowali gotowość niesienia pomocy w wyjaśnieniu katastrofy z 10 kwietnia 2010 r., denuncjowała do służby bezpieczeństwa Rosji. To jest przerażające, bo okazuje się, że nie tylko nie poszukiwano materiałów, nie skorzystano z materiałów podawanych ABW, ale doniesiono na tych, którzy chcieli Polsce w tamtym czasie udzielić pomocy w dociekaniu do prawdy. Można sobie tylko wyobrazić, jaki los mógł spotkać tych obywateli Rosji ze strony moskiewskich władz.

Czy takie działanie ówczesnych władz państwa polskiego to tylko zaniechanie, czy może coś więcej?

– Nie chciałbym używać wielkich słów, ale cisną się one na usta. Warto też dodać, że Amerykanie dostarczyli do ABW zdjęcia satelitarne z 10 kwietnia 2010 r. Tymczasem agencja te zdjęcia ukryła i przez wiele miesięcy nie udostępniała ich prokuraturze. A więc taka sekwencja zdarzeń to już nie tylko zaniechanie, ale świadome działanie, żeby nie wyjaśnić przyczyn katastrofy smoleńskiej. Konsekwencje tych wszystkich działań znajdą swój epilog w prokuraturze, o czym informowała w swoim wystąpieniu premier Szydło. Organy kontrolne powinny zbadać szczegółowo i wnikliwie wiele nieprawidłowości ujawnionych w przedstawionym raporcie.    

Premier Szydło zapowiedziała też powołanie komisji śledczej w sprawie wyjaśnienia afery Amber Gold. Czy to odpowiednia instancja do wyjaśnienia tej sprawy?

– Komisja śledcza powinna powstać zawsze wtedy, kiedy dochodzi do przestępstwa, ale przede wszystkim wówczas, kiedy instytucje państwowe nie podejmują działań wyjaśniających. Afera Amber Gold jest klasycznym tego przykładem. Oszukanych zostało kilka tysięcy osób, od których wyłudzono ponad 800 milionów złotych. Pytanie, jak to było możliwe. Ano dlatego, że instytucje państwa polskiego odpowiedzialne za bezpieczeństwo obywateli nie wykonały w tamtym czasie tego, co do nich należało.

Które instytucje konkretnie ma Pan na myśli?

– Przede wszystkim mam na myśli służby specjalne, prokuraturę, myślę również o sądach o urzędach skarbowych, o ZUS, ponadto o Komisji Nadzoru Finansowego. To są te instytucje, które w tamtym czasie nie zrobiły tego, co należało do ich obowiązków. Jak to możliwe, że dwudziestokilkuletni człowiek o kryminalnej przeszłości mógł założyć szeroko reklamującą się niemal we wszystkich mediach oszukańczą firmę? Mógł działać dzięki temu, że korzystał z parasola ochronnego instytucji państwowych. Przecież oszustwo nie polegało na tym, że ktoś na bazarze sprzedał komuś obrączkę z tombaku, ale w przypadku Amber Gold ten człowiek działał w sposób jawny. Co więcej, wspierały go instytucje publiczne. Prowadzący firmę Amber Gold nie składał PIT-ów do urzędu skarbowego, nie odprowadzał podatków, nie opłacał składek na ZUS, tymczasem instytucje te milczały. Jeśli zwykły obywatel spóźni się ze złożeniem deklaracji podatkowej bądź jeśli nie zapłaci wymaganej wysokości składki ZUS-oskiej, to natychmiast otrzymuje restrykcyjne pisma i wyciągane są wobec niego konsekwencje. W przypadku Amber Gold, o której było głośno, proceder trwał latami, a wspomniane instytucje nie reagowały. Działalność tej firmy wspierali prominentni politycy Platformy, a spektakularnym przejawem tego było, jak na linie ciągnęli po płycie gdańskiego lotniska samolot należący do oszukańczej firmy.

To, Pana zdaniem, może tłumaczyć, dlaczego taka działalność w tamtym czasie w ogóle była możliwa i czemu mogły służyć związki biznesu, polityki ze światem przestępczym?

– Ależ oczywiście, w końcu założyciel tej firmy – jak wspomniałem – to osoba wielokrotnie karana, a mimo to korzystająca z łaskawości sądu. Za te same czyny człowiek ten miał wymierzane kary, tyle tylko że z warunkowym zawieszeniem jej wykonania. Na taką łaskawość sądu nie mogą liczyć inni Polacy. Za to w tej sprawie sędziowie byli dyspozycyjni. Pamiętamy przecież, jak prezes gdańskiego sądu deklarował daleko idącą gotowość domniemanemu przedstawicielowi kancelarii premiera Tuska. Zapewniał, że można być spokojnym, że sędziowie są właściwie dobrani do prowadzenia tej sprawy. Co więcej, zapewniał, że wszystko jest pod kontrolą i był nawet gotów wyznaczyć odpowiedni czas rozprawy. Dokładna treść tych rozmów była publikowana i szeroko komentowana w prasie. Niewykluczone, że takich sędziów układających się z ówczesną władzą było w Polsce więcej. Z pewnością jednak większość to uczciwi, prawi, szlachetni, oddani swej służbie i ideałom ludzie, wielu znam osobiście. Niestety, zdarzają się i tacy sędziowie jak wspomniany wcześniej.  

Jak Pan skomentuje wypowiedź jednej z posłanek Platformy Izabeli Leszczyny, która – odnosząc się do zapowiedzi premier Szydło o powołaniu komisji śledczej w sprawie Amber Gold – stwierdziła przed kamerami, że PiS może powołać komisje w dowolnej sprawie, ale „Platforma jest jak żona cezara”?

– Jak ta „żona cezara” wygląda, to Polacy mieli okazję się przekonać osobiście na podstawie raportów przedstawionych z mównicy sejmowej przez ministrów obecnego rządu. Słyszeliśmy też, jak była premier Ewa Kopacz określała ten raport wielkim kłamstwem, tyle że jest to chyba jedna z ostatnich osób, która może innym zarzucać nieprawdę. Polacy pamiętają, jak Ewa Kopacz wprowadzała opinię publiczną w błąd co do okoliczności wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Pamiętamy, jak mówiła o drobiazgowym przeszukiwaniu miejsca katastrofy, o przesiewaniu ziemi metr w głąb i jak to polscy patomorfolodzy z rosyjskimi ręka w rękę wykonywali czynności identyfikacyjne ofiar. Później okazało się, ile warte były te słowa, kiedy wyszły na jaw zamiany ciał, że wielu sekcji nie wykonano mimo sporządzenia dokumentacji na ten temat. Jak bezczeszczono zwłoki… Nie chcę jednak dalej przywracać tych wszystkich obrazów. Jedno jest pewne, że po ujawnieniu, jak w tamtym czasie Ewa Kopacz okłamywała polskie społeczeństwo, każdy inny przyzwoity człowiek zamilkłby i usunąłby się z przestrzeni publicznej. A tu się okazuje, że ma jeszcze czelność innym zarzucać kłamstwo i czynić to zupełnie bezpodstawnie, wbrew faktom.

Jest jeszcze jedna kwestia, jaką chciałbym poruszyć w rozmowie z Panem, mianowicie min. Błaszczak mówił, że Platforma, która dzisiaj tak zdecydowanie broni Trybunału Konstytucyjnego, sama lekceważyła wyroki tegoż Trybunału, m.in. w sprawie Ustawy o Policji…

– Dzisiaj Platforma chce zabłysnąć przed opinią publiczną jako ugrupowanie, które stoi na straży Konstytucji RP, jako formacja, która walczy o prawa i wolności obywatelskie, jako ugrupowanie, które broni wartości europejskich (cokolwiek by pod tym pojęciem nie rozumieć). Tymczasem zobaczyliśmy, jakie są fakty, jak te wszystkie sprawy wyglądały pod rządami koalicji PO – PSL. Raport pokazuje, jak wyglądało państwo prawa pod rządami Platformy Obywatelskiej. Ten raport pokazuje, czy rzeczywiście celem Platformy jest ochrona Konstytucji, praw i wolności obywatelskich i wartości europejskich, czy też za tymi działaniami kryje się jedynie strach przed grożącą odpowiedzialnością nie tylko polityczną, ale również karną. I do ochrony swoich interesów zamierza wykorzystać TK. Trzeba, żeby Polacy – bo jeszcze są tacy – dostrzegli, że obrona Konstytucji, obrona demokracji, praw i wolności obywatelskich to jedynie parawan, który ma przysłonić bezprawie, którego Platforma się dopuszczała przez osiem lat rządzenia Polską. To ma im zagwarantować bezpieczeństwo i uniknięcie kary za to, do czego w tym czasie doprowadzili państwo polskie.

Podczas debaty w Sejmie tak na dobrą sprawę nikt z PO i PSL poza zaprzeczaniem i wyśmiewaniem nie odniósł się do konkretnie stawianych zarzutów. Brak argumentów, bezsilność wobec faktów – z czego to wynika?

– To charakterystyczne, że ktoś, komu brakuje argumentów, operuje ogólnikami. Tak zresztą PO czy Nowoczesna operuje ogólnymi hasłami pod adresem PiS, zarzucając nam rzekome naruszanie prawa i łamanie Konstytucji. Proszę zwrócić uwagę, że w stawianych zarzutach nie ma żadnych konkretów, ale ogólne hasła. To pokazuje, że tak jak Platforma nie ma dowodów, żeby odeprzeć zarzuty wynikające z raportu, tak również formacja ta nie ma żadnych dowodów wskazujących, jakoby obecnie rządzący Polską łamali prawo.   

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl