logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Faszyści z kosmosu

Piątek, 23 listopada 2012 (02:08)

Posłowie Lewicy i Platformy Obywatelskiej straszą, że Polsce zagraża faszystowski przewrót. Czyżby zaszkodził im mocny filmowy obraz o inwazji nazistów z kosmosu pt. "Iron Sky"?

Posłom lewicy doskwiera aktywność opozycji, krytyka rządu i rosnąca wśród młodzieży popularność organizacji narodowych i patriotycznych. Uwierają niezależne media, inicjatywy internetowe, przerażają dziesiątki tysięcy ludzi na Marszu Niepodległości i wzbierająca fala niezadowolenia z poczynań obozu władzy.

O tym, co myślą posłowie SLD, Ruchu Palikota i PO na temat nastrojów społecznych w Polsce, można było dowiedzieć się podczas krótkiej debaty po informacji szefa MSW w sprawie "planu prewencji przeciw zwiększonej aktywności ugrupowań skrajnie prawicowych oraz eskalacji incydentów o podłożu ksenofobicznym i nacjonalistycznym".

O informację wnioskował klub Ruchu Palikota. Najpierw było kalendarium wydarzeń kryminalnych z udziałem "działaczy skrajnej prawicy" dopuszczających się pobić i ataków na aktywistów lewicy i subkultur młodzieżowych. Kalendarium zostało sporządzone na podstawie "Brunatnej księgi", którą w 2009 r. opublikowało stowarzyszenie "Nigdy Więcej".

W roli sztandarowego przypadku rzekomego odradzania się faszyzmu i nacjonalizmu w Polsce wystąpiła facebookowa akcja "Rozbrój sobie Niemca", odnosząca się do ubiegłorocznych rozbojów niemieckich bojówek na Marszu Niepodległości i powiązana z upamiętnieniem rozbrajania Niemców w 1918 roku.

Z trybuny sejmowej padały stwierdzenia (Ruch Palikota), że "faszyzm, nacjonalizm, ksenofobia bez obawy o karę może robić w naszym społeczeństwie, co chce", a dowodem tego mają być "hordy kiboli, którzy demolują ulice". Przypomnijmy jednak, że od lat policja notuje gwałtowny spadek incydentów na stadionach.

Problemem okazała się po prostu obywatelska i patriotyczna działalność klubów kibica, które w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku, Szczecinie i wielu innych miejscach organizują obchody rocznic powstań narodowych, upamiętniają wprowadzenie stanu wojennego i mają dość krytyczne zdanie o władzy (transparenty: "Donald, matole, twój rząd obalą kibole").

Kibice piłkarscy szli też w ostatnim Marszu Niepodległości. Z ust poseł Zofii Czernow (PO) usłyszeliśmy wczoraj, że kilkadziesiąt tysięcy osób, które zjechały z całej Polski na patriotyczną demonstrację do Warszawy, zostało po prostu zmanipulowanych. - Machanie biało-czerwoną flagą i wrzeszczenie hymnu narodowego nie jest patriotyzmem - wtórował jej Marek Rząsa (PO).

Wezwanie do prześladowań

Najbardziej radykalnym wystąpieniem popisał się jednak Cezary Olejniczak z SLD.

- Nie może być tak, że Młodzież Wszechpolska i ONR organizują Święto Niepodległości w Warszawie. Pytam pana ministra: jak długo będzie tolerował te organizacje? Mają one zostać zdelegalizowane - grzmiał poseł.

I wskazywał rządowi m.in. na "dopilnowanie młodzieży, która chodzi do szkół gimnazjalnych".

- Boimy się przyznać, że mamy w Polsce do czynienia z faszyzmem. Liczę na to, że odetniemy tlen faszystom - apelował inny z posłów lewicy.

- To już nie jest krytyka rządzących, ale wściekłość bliska czynów ciężkich - panikował Józef Lasota (PO).

I bynajmniej nie chodziło mu o radykalizm haseł ulicznych manifestacji. Lasotę drażnią ton kazań wygłaszanych podczas Mszy św. w małopolskich kościołach oraz wypowiedzi polityków podczas posiedzeń sejmowych.

- Czy rząd posiada informacje na temat ugrupowań dążących do destabilizacji społeczno-politycznej kraju? - dopytywał Mirosław Pawlak (PSL).

Zdaniem Elżbiety Gapińskiej (PO), "próba zamachu i zamieszki 11 listopada każą pytać, czy również posłowie swoimi wypowiedziami nie podgrzewają atmosfery". - Temperatura sporów przenosi się do naszych rodzin i internetu - alarmowała.

Posłowie Palikota pytali wprost, co rząd wie o kontaktach działaczy Młodzieży Wszechpolskiej z przedstawicielami węgierskiego Jobbiku i ich udziale w festiwalu Magyar Sziget. Jobbik to legalnie działająca partia polityczna, która ma swoich przedstawicieli m.in. w Parlamencie Europejskim.

Zdaniem Roberta Winnickiego, prezesa Młodzieży Wszechpolskiej, wczorajsze wypowiedzi posłów to skandal.

- To otwarte nawoływania do prześladowań politycznych, prześladowania konkretnych organizacji i ludzi o określonych poglądach - ocenia Winnicki.

Nie ma wątpliwości, że takie stawianie sprawy przypomina czasy komunistyczne. - PRL wraca. Funkcjonariusze partyjni są być może nowi, ale w starych rolach. Potwierdza to tylko naszą tezę, że konieczne jest dokończenie solidarnościowej rewolucji z 1980 roku - kwituje.

Cenzura od nowa?

Posłowie Platformy nawoływali do cenzury programów telewizyjnych i internetu. - Nasza telewizja nie powinna nigdy emitować niektórych programów, np. programu pana Pospieszalskiego - mówił Tomasz Kulesza (PO).

Chodziło o podnoszone w jednym z ostatnich odcinków programu "Jan Pospieszalski: Bliżej" zarzuty rzecznika ONR Mariana Kowalskiego formułowane pod adresem policji: prowokowanie awantur podczas Marszu Niepodległości i zwykły bandytyzm.

Zdaniem posła, "dopuszczając takiego nikczemnika, jakim jest Pospieszalski", i "programy tendencyjne i złośliwe", państwo przyczynia się do radykalizacji nastrojów społecznych.

Według Jana Pospieszalskiego, poseł Kulesza pokazał, kto radykalizuje język debaty publicznej w Polsce, jak bardzo mowa nienawiści stała się dziś językiem przedstawicieli obozu władzy.

- Wyzwiska, nawoływanie do usunięcia z anteny, do wyrzucenia inaczej myślących są przejawem nietolerancji i wykluczenia. To dowodzi, jak dalece antydemokratycznym ugrupowaniem staje się dziś Platforma Obywatelska. Radykalne głosy, które dominują w przekazie partii, są sprzeczne z wizerunkiem ugrupowania, które miało być właśnie wolnościowym - zaznacza publicysta.

Głos posła Kuleszy odczytuje jako nacisk na ministra skarbu, by jako organ założycielski spółki Skarbu Państwa - TVP, ręcznie sterował polityką kadrową. - To są zapędy białoruskie i antydemokratyczne - podkreśla Jan Pospieszalski.

Intelektualna mizeria

W wystąpieniach polityków lewicy i PO raziła nie tylko ignorancja polityczna i otwarte nawoływanie do ograniczenia demokracji, ale najzwyklejsza intelektualna mizeria. Na przykład poseł Marek Domaradzki (RP) wskazywał na próbę opatentowania przez NOP symbolu krzyża celtyckiego oraz satyrycznego obrazka z napisem "zakaz pedałowania".

- Czy "zakaz pedałowania" będzie chroniony polskim prawem? - pytał Domaradzki. Przesadnie histeryczny ton wypowiedzi dostrzegł nawet prowadzący debatę wicemarszałek Jerzy Wenderlich (SLD). - Jeśli krytykował pan aż dwa razy ten zakaz, to może ma pan takie problemy w swoim ugrupowaniu? - pytał.

Ale na tym nie koniec groteskowych wystąpień. Poseł Witold Klepacz (RP) zarzucał Jarosławowi Gowinowi, że ma "endecką twarz". Pytał, czy rząd ma sposób na "faszyz" i "nacjonaliz" [pisownia zgodna z brzmieniem wypowiedzi posła].

Piotr Chmielowski (RP) dziękował komendantowi głównemu policji za ujęcie zamachowca "nacjonalisty i antysemity".

- Pana organ spowodował, że możemy tutaj pracować i żyć. Wniosek jest prosty, że sprawujecie właściwy nadzór, skoro nie doszło do tragedii - oświadczył poseł. "Organem", który rozpracował Brunona K., była jednak ABW, a nie policja.

Paliwa do poselskiej debaty dostarczył szef MSW Jacek Cichocki, nadzorujący policję i służby specjalne, w tym ABW. Szef resortu nie miał rewelacyjnych informacji na temat rzekomego zagrożenia faszyzmem i nazizmem w Polsce.

Policja i ABW monitorują działalność tego rodzaju grup. Jak się okazało, prowadzono w ostatnim czasie 323 dochodzenia w sprawie przestępstw rasistowskich i ksenofobicznych. Akty oskarżenia skierowano jedynie w 40 przypadkach.

Cichocki przyznał, że policja i ABW dokonały przed 11 listopada przeszukań w mieszkaniach aktywistów narodowych w Lublinie. W ich wyniku policja prowadzi 5 śledztw. Szef MSW poinformował, że ma powstać specjalna międzyresortowa rada, która skoordynuje działania w sprawie zwalczania działań ksenofobicznych szerzących nietolerancję.

Czy rząd utożsamia się z histerycznym apelem posłów, według którego grozi Polsce faszystowski przewrót, fala ksenofobii, homofobii i radykalizmu? - Podzielamy te obawy - oświadczył szef MSW.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik