logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Zachowamy suwerenność mimo nacisków

Czwartek, 2 czerwca 2016 (03:20)

Z Janem Marią Jackowskim, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk

W końcu stało się, Komisja Europejska przyjęła krytyczną opinię o zagrożeniu dla praworządności w Polsce.

– W moim głębokim przekonaniu jest to pochopna decyzja. Frans Timmermans otrzymał od rządu szczegółowe informacje, jak przebiegają prace nad wyjściem z obecnego kryzysu. Mamy szczerą wolę opracowania rozwiązania sytuacji, którą stworzyła Platforma, przyjmując niezgodną z Konstytucją ustawę o Trybunale, w czasach gdy rządziła w czerwcu 2015 r. Prace trwają. Uważam więc, że decyzja Komisji Europejskiej jest pochodną czynników niezwiązanych z Trybunałem Konstytucyjnym. Te dotyczą kilku płaszczyzn. Urzędnicy europejscy nie radzą sobie z realnymi problemami jak: gigantyczny impas migracyjny, zapaść demograficzna,  deficyt demokracji w instytucjach europejskich i kryzys tychże instytucji, wreszcie recesja gospodarcza i spadek konkurencyjności gospodarek europejskich na światowych rynkach czy ciągle wiszące nad Unią widmo Brexitu. To są realne problemy, przed którymi stoi Unia Europejska. Komisarze zamiast zająć się tym, to biorą się za rzekomo zagrożoną demokrację w Polsce. Kolejnym istotnym problemem jest to, że wielu urzędników europejskich uważa, że w Unii mamy dwie kategorie krajów członkowskich. Pierwsza to są kraje starej Unii. Tam gdy rzeczywiście narusza się zasady demokratycznego państwa prawa, to Komisja milczy. Przykładem tego są Niemcy, gdzie rząd cenzuruje media i dyktuje dziennikarzom, co i jak mają pisać. Komisja jest ślepa i bezwolna, gdy Niemcy łamią zasadę solidarności europejskiej i wspólnie z Rosją budują Nord Stream I i II. Druga grupa to tzw. nowa Unia. Gdy tylko Polska albo Węgry próbują wprowadzać reformy, to odzywa się chór, który wie lepiej, jak powinna wyglądać demokracja. Warto dodać, że Komisja Europejska jest tworem antydemokratycznym, bo zwykli Europejczycy nie mają wpływu na jej skład. Chciałoby się powiedzieć – lekarzu, ulecz się sam.  

Timmermans odniósł się do zarzutów płynących z Polski, jakoby działanie Komisji było niezgodne z prawem. Stwierdził, że to, co robi Komisja Europejska, jest zgodne z prawem, bo ta stoi na straży traktatów europejskich.

– To dlaczego procedura, którą wszczęła Komisja wobec Polski, nie znajduje swojego umocowania traktatowego? Jest to typowe poszerzanie swoich kompetencji przez eurokratów, którzy uwielbiają ubierać się w buty nauczyciela i arbitralnie pouczać kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Uwagi Timmermansa nie brzmią przekonywująco. Sytuacja jest jak w tonącym okręcie, gdzie ten zaczyna nabierać wody, a jeden z marynarzy irytuje się, że skrzypią mu drzwi na drugim pokładzie.

Tylko że spór o Trybunał trwa już prawie pół roku, więc Komisja może być już zniecierpliwiona brakiem efektów rozmów. Opinia może być impulsem do przyspieszenia prac.

– Komisja Europejska i Komisja Wenecka podkreślają, że klucz do rozwiązania kryzysu jest w Warszawie. Polska jest suwerennym krajem, więc to nie Bruksela czy Wenecja będą określały, jak ma wyglądać kompromis. Mówiła o tym wyraźnie premier Beata Szydło podczas swojego słynnego wystąpienia w Sejmie. Zostało to również podkreślone w specjalnej uchwale sejmowej.

Skoro kryzys ma być rozwiązany w kraju, jaki będzie następny ruch rządu?

– Główny ciężar wziął na siebie parlament. Wiemy, że jest kilka projektów ustaw dotyczących Trybunału Konstytucyjnego. Część z nich opracowały partie i środowiska opozycyjne. Czekamy też na opinię zespołu ekspertów powołanych przez marszałka Kuchcińskiego. Kiedy wszystkie dokumentu znajdą się na stole, rozpocznie się procedowanie ustaw. Końcowym efektem będzie nowa ustawa o funkcjonowaniu Trybunału.

Prawo i Sprawiedliwość poważnie traktuje stanowisko Brukseli? Sugestie Komisji są brane pod uwagę?  

– Nie tylko opinie Komisji, ale wszelkie racjonalne rozwiązania są analizowane. Chciałbym natomiast podkreślić, że przyjęte rozwiązania będą suwerenną decyzją polskich władz wyłonionych w wyniku demokratycznych wyborów. Fundamentalnym pytaniem, jest to, czy rzeczywiście opinie eurokratów są bezstronne, czy mają one charakter polityczny, czy wręcz lobbystyczny. Przypomnę niechlubną rolę opozycji, która umiędzynarodowiła konflikt m.in. poprzez zaangażowanie w powstawanie i przyjęcie rezolucji PE. Tak realizowała doktrynę Grzegorza Schetyny, który już w grudniu mówił, a więc na samym początku konfliktu, że wyprowadzi ludzi na ulice i doprowadzi do umiędzynarodowienia konfliktu.

Zastanawia mnie to, czy po tym wszystkim, co się działo w ostatnich tygodniach, rząd w Warszawie i Komisja Europejska traktują siebie jak partnerzy?

– Trudno jednoznacznie powiedzieć, jaka będzie przyszłość Unii Europejskiej i jak dalej będzie funkcjonować Komisja Europejska. Wielu analityków zwraca uwagę, że kryzys migracyjny przerósł struktury unijne. Sytuacja może się wymknąć spod kontroli, więc poszczególne państwa będą starały ratować się na własną rękę. Niepewna jest też przyszłość Wielkiej Brytanii w Unii. Mówi się, że ewentualny Brexit może być początkiem efektu domina. Komisja powinna więc dbać o jak najlepsze relacje z państwami członkowskim. Jak jest, to każdy widzi.  

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl