logo
logo

Zdjęcie: / -

Prawdziwe oblicze epoki Gierka

Czwartek, 2 czerwca 2016 (04:31)

Z dr. Dariuszem Iwaneczko, historykiem, dyrektorem  Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, autorem książki pt. „Zmierzch dekady Gierka Polska południowo-wschodnia 1975-1980”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

„Zmierzch dekady Gierka Polska południowo-wschodnia 1975-1980” to tytuł Pana najnowszej książki. Proszę powiedzieć, skąd wzięło się u Pana zainteresowanie rządami tego PRL-owskiego dygnitarza?

– W swojej pracy naukowej zasadniczo zajmuję się historią najnowszą Polski. Podejmując problematykę związaną z dekadą rządów Edwarda Gierka, chciałem przeanalizować wydarzenia sprzed powstania NSZZ „Solidarność”. Kilkanaście lat temu analizowałem interakcje, jakie zachodziły pomiędzy ówczesnym obozem władzy a środowiskami oporu społecznego w Polsce Południowo-Wschodniej. To swoiste cofnięcie się w czasie jest próbą dokonania – w ujęciu regionalnym – analizy procesu erozji systemu realnego socjalizmu. Aczkolwiek nie uczyniłem tego w oderwaniu od głównego biegu wydarzeń, które toczyły się na poziomie centralnym.

Tytułowy schyłkowy okresu rządów Edwarda Gierka przedstawia Pan na przykładzie czterech województw Polski Południowo-Wschodniej. Skąd to ograniczenie…?

– W zdecydowanej większości mój dorobek naukowy koncentruje się wokół problematyki regionalnej. Tym razem zależało mi na ukazaniu procesów historycznych, które zachodziły na poziomie tzw. Polski wojewódzkiej. Odbiór ówczesnej PRL-owskiej „polityki sukcesu” ery malowania trawników był nieco inny z poziomu dużych ośrodków miejskich, a inny w małych peryferyjnych województwach. Również środki inwestycyjne docierały tutaj wolniej i w ograniczonej ilości. Inne były też problemy tych regionów. Wraz z początkowym etapem kryzysu w połowie lat 70. władza zdecydowała się zakończyć reformę administracyjną. Zamiast jednego dużego województwa rzeszowskiego obejmującego Polskę Południowo-Wschodnią powstały cztery mniejsze jednostki administracyjne – województwa: tarnobrzeskie, przemyskie, rzeszowskie i krośnieńskie. Ten podział administracyjny odcisnął swe piętno na dziejach „Solidarności”.

Jaka była postawa Gierka wobec Kościoła katolickiego w Polsce?

– Na początku lat 70. ekipa Gierka, przynajmniej werbalnie, starała się otworzyć nowy, bardziej przyjazny rozdział relacji z Kościołem katolickim. Inaczej jednak jawił się oficjalny nurt polityki wobec Kościoła, a zgoła inne działania były podejmowane przez instytucje odpowiedzialne za ograniczanie czy też zwalczanie wpływów Kościoła. Mam tu na myśli Urząd ds. Wyznań i jego komórki na szczeblu wojewódzkim, ale także organa bezpieczeństwa na czele z odpowiedzialnym za inwigilację i działania „operacyjne” skierowane przeciwko Kościołowi Departamentem IV MSW i jego odpowiednikami w województwach. Władza dążyła do podporządkowania sobie aktywności duszpasterskiej wedle własnej wizji. Każdy przejaw niezależności ze strony Kościoła odczytywany był jako działalność przeciwko tej władzy czy wręcz działalność antypaństwowa.

Podkarpacie było regionem, który głównie dzięki odważnej i zdecydowanej postawie ks. abp. Tokarczuka można powiedzieć napsuł komunistycznemu reżimowi sporo krwi…

– Zdecydowana i nieugięta wobec systemu komunistycznego postawa ówczesnego ordynariusza diecezji przemyskiej ks. bp. Ignacego Tokarczuka, za którym murem stali wierni, to wszystko sprawiło, że władze, nie mogąc go ujarzmić, podjęły nawet próbę usunięcia hierarchy z Przemyśla. Z jednej strony były to zabiegi dyplomatyczne w Watykanie, a z drugiej zintensyfikowano działania operacyjne ze strony SB wobec ks. bp. Tokarczuka. Nadzwyczaj nieprzychylny stosunek do pasterza przemyskiego przejawiał Stanisław Kania w Biurze Politycznym KC PZPR odpowiedzialny m.in. za politykę wyznaniową i relacje z Kościołem oraz nadzór nad organami bezpieczeństwa. Wielokrotnie usiłował on zdyskredytować bp. Ignacego Tokarczuka, m.in. rozgłaszając nieprawdziwe informacje o jego rzekomych konotacjach ukraińskich czy wręcz banderowskich. Prawda jednak zwyciężyła.

Co było przysłowiowym gwoździem do trumny dla politycznej kariery Gierka?

– Edward Gierek w pierwszej połowie lat 70. rozkołysał oczekiwania społeczne, ale już w 1974 r. widoczne były pierwsze symptomy kryzysu. System był niewydolny, a społeczeństwo oczekiwało permanentnego wzrostu gospodarczego i poprawy warunków życia. Tymczasem zachodnie kredyty zostały bardzo szybko skonsumowane bądź ulokowane w sposób niewłaściwy. W Polsce coraz mocniej doskwierał permanentny niedobór m.in. surowców, środków produkcji czy towarów. W obliczu nachalnej propagandy sukcesu ludzie nie tego nie potrafili, co więcej nie chcieli przyjąć do wiadomości. Załamanie gospodarki i pogorszenie warunków życia Polaków spowodowało wzrost niezadowolenia społecznego. Powstawały pierwsze zorganizowane środowiska opozycyjne, społeczeństwo dojrzewało, rosła odwaga zauważalna szczególnie od pierwszej wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II w Polsce w czerwcu 1979 r. Ekipa Gierka trzymająca się pryncypiów gospodarki socjalistycznej nie była w stanie zaproponować takich rozwiązań, które zahamowałyby erozję systemu. I lawina ruszyła.

Można zaryzykować tezę, że poniekąd I sekretarz PZPR Edward Gierek pośrednio przyczynił się do powstania Ruchu Społecznego „Solidarność”?

– W swojej książce próbuję postawić tezę, że w istocie właśnie równia pochyła PRL-u rozpoczęła się w dekadzie Gierka, szczególnie w jej drugiej części. Wzrost niezadowolenia społecznego spowodował, że ludzie mieli odwagę zbuntować się w lipcu i sierpniu 1980 r. Robotnicy powiedzieli dość! I wysunęli postulat powołania własnej niezależnej organizacji. Chcieli poszerzyć przestrzeń wolności i to im się udało.

Mimo upływu lat i szkodliwości PRL-owskiej władzy wciąż są ludzie, którzy „tęsknią” za epoką Gierka. Z czego wynika takie podejście?

– Pierwsza połowa dekady Gierka to wzrost inwestycji, większe otwarcie na Zachód, pojawienie się w sklepach tzw. towarów luksusowych, o których wcześniej ludzie mogli tylko pomarzyć. Gierek zapoczątkował też boom na budownictwo mieszkaniowe. Proszę zwrócić uwagę, że w 1978 r., czyli wówczas, gdy PRL trawił już kryzys gospodarczy, oddano w Polsce największą ilość mieszkań. Co ciekawe, tego rekordu nikt nie pobił do dzisiaj. Nastąpił realny wzrost płac, na większą skalę niż dotychczas pojawiła się też możliwość podróżowania. Przeciętna rodzina w Polsce mogła kupić Fiata 126p, tzw. malucha. To wszystko sprawia, że znaczna część ludzi dobrze zapamiętała ten okres prosperity, ale trzeba też pamiętać, że ceną tego pozornego i chwilowego „dobrobytu” był bardzo poważny kryzys ekonomiczny, który objawił się już w połowie dekady rządów Edwarda Gierka.

Kto powinien sięgnąć po Pana książkę „Zmierzch dekady Gierka Polska południowo-wschodnia 1975-1980”?

– Chyba każdy... Młodsi czytelnicy powinni ją przeczytać choćby po to, żeby na chwilę przenieść się w świat realnego, a czasami wręcz absurdalnego socjalizmu – epoki, która w żaden sposób nie da się porównać ze współczesnością. Natomiast starsi czytelnicy zapewne chętnie przypomną sobie tamte, dawne realia i tak jak ja zanurzą się w lata swojej młodości czy dzieciństwa. Wreszcie książka ta jest jedną z nielicznych publikacji poświęconych tamtej dekadzie, dlatego mam nadzieję, że będzie przydatna również dla historyków.

Dziękuję za rozmowę.


Prezentacja książki odbędzie się dzisiaj o godz. 16.00 w siedzibie oddziału IPN w Rzeszowie, ul. Szopena 23.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl