logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Kampania, która uderza w bezpieczeństwo Polski

Wtorek, 21 czerwca 2016 (03:19)

Z gen. dyw. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM, w latach 2006-2008 zastępcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Generale, Frank-Walter Steinmeier w niemieckim „Bild am Sonntag”, krytykując manewry wojskowe Anakonda, ostrzegł przed ograniczaniem się w polityce wobec Rosji do wojskowego odstraszania i „wymachiwania szabelką”. Czy te ćwiczenia zakończone w Polsce, manewry, to rzeczywiście była jedynie – symboliczna parada czołgów na wschodniej granicy Sojuszu – jak twierdzi szef niemieckiej dyplomacji?  

– Po pierwsze, zakończone ćwiczenia Anakonda 16 nie były żadnym wymachiwaniem szabelką tylko odpowiedzią na realne zagrożenie ze strony Moskwy, zagrożenie, którego przejawem są działania Rosji chociażby na Ukrainie. Ponadto ze strony Rosji na naszej granicy mamy ćwiczenia prowadzone potężnymi siłami. Po drugie, Niemcy – członek Sojuszu Północnoatlantyckiego, a szczególnie minister spraw zagranicznych takiego państwa powinien mieć świadomość, że ćwiczenia Anakonda 16 były odpowiedzią na współczesne zagrożenia, co ważne – były dobrze zorganizowane, dobrze przeprowadzone i tak naprawdę NATO po raz pierwszy od wielu lat przypomniało sobie o tym, że aby realizować art. 3 traktatu Sojuszu Północnoatlantyckiego, który mówi o budowaniu zdolności obronnej Sojuszu, to musi wspólnie ćwiczyć. I to się dzieje, zresztą po raz pierwszy od poszerzenia NATO na wschodniej flance i świadczy o spójności Sojuszu. Natomiast zachowanie Steinmeiera i głosy, jakie dochodzą do nas z Niemiec, przypominają działanie agentury obcego wpływu w tym kraju. Wystarczy tylko wspomnieć, że ostatnio kanclerz Angela Merkel wzmocniła komórki niemieckiego kontrwywiadu, zdając sobie sprawę z tego, że różnego rodzaju agentury mogą działać w tym państwie. Tymczasem okazuje się, że pani kanclerz ma we własnym rządzie takiego dobrze umocowanego agenta. Na szczęście społeczeństwo niemieckie bardzo negatywnie zareagowało na wypowiedź Franka-Waltera Steinmeiera, co pokazuje, że tak jak bezczelne były pamiętne kłamstwa Putina o „zielonych ludzikach”, tak również dzisiaj wypowiedź szefa MSZ Niemiec jest zaprzeczeniem tego, co wspólnie budujemy, czyli politykę obronną, która ma zresztą nie tylko nam, ale również Niemcom zapewnić bezpieczeństwo.

W ramach budowania tej jak Pan to określił – polityki obronnej – Amerykanie wyślą do Polski żołnierzy i sprzęt pancerny. Czy nasz udział w zwalczaniu tzw. Państwa Islamskiego to cena, jaką zapłacimy za to zaangażowanie militarne NATO?

– Zanim odpowiem na to pytanie, przypomnę dyskusję – jedną z wielu – jaką miałem ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim, przed kampanią wyborczą w 2005 r., kiedy Platforma wzywała do tego, aby jak najszybciej wycofać się z Iraku. Rzeczywiście wycofaliśmy się z Iraku, ale sprawy zostały niezałatwione. I pamiętam, że prezydent Kaczyński mówił, że nie powinniśmy się tego robić. Ponadto zwracał uwagę, że jeśli chcemy zadbać o nasze bezpieczeństwo, to przede wszystkim musimy budować spójność NATO. We współczesnym świecie, wobec zmieniającej się sytuacji geopolitycznej sami nie jesteśmy w stanie się obronić przed taką potęgą, jaką jest Rosja, zresztą chyba żaden kraj europejski nie jest do tego zdolny. Dlatego tylko wspólne działanie jest w stanie odstraszyć Putina.

Na czym ma polegać to wspólne działanie?

– To współdziałanie powinno się przede wszystkim przejawiać w tym, że wspólnie dbamy nie tylko o wschodnią flankę NATO, ale pamiętamy też o południowej flance i to nie tylko dlatego, że stamtąd może przyjść zagrożenie terrorystyczne dla Polski, ale dlatego, że kraje na południowej flance też mają swoje problemy, mają prawo mieć swoje obawy, a my musimy pokazać, że nie patrzymy jedynie na czubek własnego nosa, ale potrafimy działać razem w trudnych sytuacjach. Po to mamy wojsko, po to mamy armię, żeby zapewniła nam bezpieczeństwo, ale musimy działać wspólnie i skutecznie.

Jak ocenia Pan zapowiedziany dzisiaj przez Platformę – związany z misją polskich żołnierzy w Iraku i Kuwejcie – wniosek o wotum nieufności wobec ministra Macierewicza, rzekomo w trosce o bezpieczeństwo Polski?

– Minister Antoni Macierewicz to człowiek, który ma skórę – można powiedzieć – pancerną. Zarówno wtedy, kiedy przedstawiał listę agentów komunistycznej bezpieki, jak również później wielokrotnie wykazał się zdecydowaniem i determinacją. Intryg, które knuto przeciwko Antoniemu Macierewiczowi, było wiele i sądzę, że zdążył się już do tego przyzwyczaić czy uodpornić na takie zarzuty i także tym razem da sobie radę. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli komuś zależy na dobru Polski, to szczególnie przed tak ważnym dla Polski wydarzeniem jak szczyt NATO w Warszawie nie powinien rzucać bezpodstawnych oskarżeń, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i są zwyczajnie wyssane z palca. Nie ma sensu robić z tego kampanii, która szkodzi nie tyle samemu ministrowi Macierewiczowi, ale uderza w bezpieczeństwo Polski. To nic innego jak próba wprowadzenia chaosu i zamieszania przed lipcowym szczytem NATO. Jeśli zaś mówimy o ośmiu latach rządzenia Platformy, za ministrów: Klicha czy Siemoniaka to powiedzmy sobie jasno, że w tym czasie nic się w armii nie działo, a z całą pewnością nic dobrego. Natomiast minister Macierewicz – co warto podkreślić – jest bardzo dobrze odbierany wśród żołnierzy. Np. doświadczonym kombatantom z misji irackiej czy afgańskiej pozwolił w końcu służyć w armii. Z tego wynika to, że ci doskonali żołnierze mają zapewniony byt i co niezwykle istotne z nimi w szeregu Polska jest lepiej broniona.   

Panie Generale, czy nasze zaangażowanie w Kuwejcie czy Iraku, choć jak słyszymy – tylko w misjach szkoleniowych – mimo wszystko nie jest zaproszeniem terrorystów do Polski?

– Musimy sobie uświadomić, że jeżeli w tamtym rejonie toczy się wojna, to znaczy, że jest to obszar działań bojowych. Co również ważne – działania rozpoznawcze wcale nie są mniej niebezpieczne od działań bojowych, np. samoloty rozpoznawcze czasem też są strącane. I szczerze mówiąc, nie podoba mi się to, że wysyłając naszych żołnierzy w strefę wojny, informujemy, że nie będą oni tam, na misji, prowadzić działań bojowych. Tak czy inaczej będą w warunkach bojowych, ale to jest tylko jeden aspekt tej sprawy. Natomiast to, czy się narażamy terrorystom, otóż nie łudźmy się, bo tak czy inaczej odkąd w 2001 r. weszliśmy do Afganistanu, czy w 2003 r., kiedy wkroczyliśmy do Iraku i czy się nam to podoba, czy nie, to i tak jesteśmy postrzegani jako część zachodniego sojuszu i tego nie zmieni nasze zaangażowanie czy też jego brak w Kuwejcie czy Iraku. Jeśli terroryści będą mieć możliwość uderzenia w Polskę, jeżeli będzie się im to opłacało, to z całą pewnością to zrobią. Natomiast to, co nas ratuje czy też działa na naszą korzyść, to fakt, że jesteśmy społeczeństwem jednolitym religijnie i kulturowo. Trudno się u nas ukryć ludziom o obcej kulturze i to, że nie popełniliśmy błędów Francji czy Belgii i nie mamy u siebie uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu, a co za tym idzie – nie mamy radykalnego islamizmu, to jest dla nas bardzo ważne. Zamachy w Belgii czy we Francji pokazują wyraźnie, że władze i służby tych państw, choć doskonale zdają sobie sprawę, że mają u siebie zwolenników Daeszu, co już stanowi potencjalne zagrożenie kolejnymi zamachami terrorystycznymi, to tak naprawdę nic z tym nie robili i nie robią. I to jest prawdziwy dramat.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl