logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Degeneracja unijnych elit

Wtorek, 28 czerwca 2016 (04:16)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy po wystąpieniu Wielkiej Brytanii z szeregów Unii Europejskiej jest potrzebny nowy traktat unijny?

– Sytuacja, z którą mamy obecnie do czynienia, pokazuje, iż jest nie tylko potrzebny, ale wręcz niezbędny. Z jednej strony mamy nomenklaturę polityczną w Brukseli, która prowadzi Wspólnotę w jedną stroną, a z drugiej społeczeństwa Europy, które coraz głośniej artykułują swoje niezadowolenie, mówiąc, że chcą Europy Ojczyzn. Jeżeli nie będzie nowego traktatu, to Unia Europejska będzie obumierała. Unia musi szukać rozwiązań, które ją wzmocnią, tyle że jej kierownicze gremia są krótkowzroczne, żeby nie powiedzieć: eurokraci często są oderwani od rzeczywistości.

Jak Brexit może wpłynąć na wpływy Waszyngtonu w Europie?

– Osobiście nie przywiązywałbym aż tak dużego znaczenia do Brexitu. Samo głosowanie ma wymiar symboliczny, jednocześnie wyjście Wielkiej Brytanii z Unii to praktycznie kilka lat zmagań z pułapkami zastawianymi przez Brukselę, aby formalnie do tego nie doszło. W związku z powyższym administracja Waszyngtonu ma kilka lat na przebudowę swojej strategii, aby utrzymać dotychczasowe wpływy w Europie.

Czy i jak Brexit może wpłynąć na decyzje w sprawie sankcji wobec Rosji – sankcji, których zwolennikiem utrzymania była Wielka Brytania?

– Tu jest problem głównie dla Waszyngtonu i grupy państw, której przewodzi Warszawa. Wszystko wskazuje na to, że oficjalnie sankcje będą utrzymane, ale jednocześnie na poziomie firm, które kooperują z Rosją, nie będzie kar za omijanie sankcji. Decyzja Brytyjczyków wyrażona przez głosowanie nie ma tu istotnego znaczenia. W związku z tym będziemy mieli swoiste pruderyjne podejście polityczne, a mianowicie oficjalnie sankcje będą i niby będzie poprawnie, a nieoficjalnie biznes z Rosją będzie kwitł w najlepsze, a co za tym idzie, ogrywanie partnerów w UE będzie na porządku dziennym.

Jako skutek Brexitu i podzielonych głosów Szkotów i Irlandczyków Północnych, którzy głosowali za pozostaniem w Unii, realny jest rozpad Wielkiej Brytanii?

– Przypomnę, że ostatnie głosowanie za niepodległością Szkocji zostało przegrane niewielką ilością głosów. Obecnie prawie wszyscy szkoccy parlamentarzyści są ze Szkockiej Partii Narodowej, a więc takie głosowanie niezależnie od Brexitu i tak by się nie odbyło.

Brexit może być szansą dla Polski i czy oraz na ile powinna się zmienić nasza polityka?

– Brexit pokazał, że jeżeli rząd nie wyczuje nastrojów społecznych, to społeczeństwo samodzielnie i radykalnie może pójść swoją drogą. Dla Polski jest to sygnał, iż dłuższy marsz razem z Brukselą w kierunku państwa federacyjnego skończy się rozpadem tej instytucji. Jednocześnie Polska jako duży kraj UE powinien naciskać na budowę Europy ojczyzn i ograniczenie Unii do wspólnej przestrzeni gospodarczej.

Co powinno być realną odpowiedzią Polski na Brexit?

– Przede wszystkim taką odpowiedzią powinno być dążenie do rewizji traktatów europejskich, a jednocześnie odrzucenie polityki Brukseli ingerującej w naszą politykę wewnętrzną.

Zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że referendum w Wielkiej Brytanii, a zwłaszcza jego wynik, było skutkiem nieodpowiedzialnego zachowania unijnych elit i dzielenia Unii?

– Brytyjczycy niemal w ostatniej chwili zorientowali się, iż tracą własne państwo, jakie znają. Ktoś zewnątrz zaczął przy nim manipulować i modelować ich kraj według obcych i zwyczajów, i wartości. Sygnały, iż większość społeczeństwa nie zgadza się na takie działania, były już wcześniej wyrażane w coraz większym poparciu dla partii antyunijnych. Ktoś też odpowiada za lekceważenie tych sygnałów. Jest to także nauka dla polskich elit.

Czy unijni decydenci są zdolni do refleksji?

– Unijne elity stworzyły wewnętrzny system doboru współpracowników, co w wielu wypadkach spowodowało degenerację tego środowiska. W organach decyzyjnych takiego międzynarodowego gremium muszą być przedstawiciele wszystkich frakcji parlamentarnych. Jednak dotychczas środowiska te były – mówiąc wprost – wycinane, a władzę sprawowały praktycznie socjalistyczno-liberalne elity. To musi się zmienić.

Za nami spotkanie szefów MSZ sześciu państw założycielskich UE. Czy znów mamy powrót do „Unii dwóch prędkości” i czy to nie dowód, że unijni biurokraci nie wyciągają żadnych wniosków?

– To pokazuje tak naprawdę, gdzie dotychczas zapadały istotne decyzje, czyli w Berlinie. Reszta państw była instytucjonalną nadbudową, która tworzyła złudzenie współdecydowania wszystkich na równych prawach. Obecnie przy istotnym potknięciu w postaci Brexitu doszło do ujawnienia rzeczywistości i mechanizmów funkcjonowania UE, ale ten „przeciek” dokonał się pod presją sytuacji, nie jest więc efektem refleksji.

Przewodnicząca Frontu Narodowego we Francji Marine Le Pen powiedziała, że wraz z Brexitem nie Europa umarła, ale to UE umiera. Jeśli Bruksela nie zacznie teraz słuchać państw narodowych i głosu ludzi, to czy ten scenariusz rzeczywiście jest bardzo realny?

– W pełni się zgadzam z Marine Le Pen. Jej olbrzymia popularność we Francji nie jest przypadkiem i pokazuje, iż jej słowa trzeba traktować jako ostrzeżenie, a nie jedynie jako polityczną retorykę. Jeżeli Unia nie dokona istotnych zmian w polityce wewnętrznej, będziemy musieli szukać innych i alternatywnych europejskich porozumień i koalicji. W dzisiejszym świecie Europa albo dokona diagnozy sytuacji i będzie zdrowa w swoich wartościach oraz konkurencyjna gospodarczo, albo stanie się w perspektywie peryferyjnym kontynentem na mapie świata.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl