Według zapowiedzi minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej do 2020 r. w Polsce mają zniknąć gimnazja. Od tego czasu system edukacji ma być oparty o 8-letnią szkołę powszechną i 4-letnie liceum lub 5-letnie technikum.
Sprawę likwidacji gimnazjów trzeba widzieć z szerszej perspektywy. Do wszystkiego, co tworzono w mozole i trudzie, mamy sentyment. Myślę tu o reformie, która wprowadziła gimnazja w obieg polskiej szkoły.
Na początek odniosę się do wypowiedzi członków Związku Nauczycielstwa Polskiego. Ci twierdzą, że proponowana reforma jest powrotem do lat 60. XX wieku i cofaniem kraju w edukacji. To absolutnie nie jest prawda. Od lat 90. XX wieku realizowana jest w Polsce reforma edukacji w opcji liberalnej. A więc odchodzimy od mądrościowej edukacji opartej na wiedzy i prawdzie do edukacji użytkowej, która zamiast uczyć mądrości skupia się na umiejętnościach praktycznych ograniczonych do rozwiązywania testów. Szkolimy więc ludzi dobrze poruszających się w świecie, lecz niemyślących i niekierujących się prawdziwymi wartościami.
Dlaczego o tym wspominam przy okazji komentowania propozycji reformy? Bo okazuje się, że narzędziem, które miało utrzymać w ryzach polską młodzież, była mająca rzekomo pozytywny cel reforma wprowadzająca gimnazja. Towarzyszyło jej wprowadzenie testowej weryfikacji wiedzy. Testy odbywają się po każdym etapie nauczania, co wiąże się z dużym stresem dla dzieci, rodziców i nauczycieli. Dzieci kształci się więc „pod klucz odpowiedzi”.
Wydaje się, że podział z gimnazjami działa sprawnie. Wygląda to jak bardzo atrakcyjne opakowanie. Jednak w opinii metodyków, pedagogów i nauczycieli, zagubiono wychowanie i jego psychoedukacyjny wymiar, a myślenie ograniczono do testów egzaminacyjnych. Jeżeli teraz słyszymy, że minister Anna Zalewska proponuje powrót do 8-letniej podstawówki i 4-letniego liceum, to wierzę w to, że MEN widzi dobro w przekazywaniu prawdziwej wiedzy naszym dzieciom.
Wiem, że te zmiany mogą początkowo boleć, bo gimnazja dobrze funkcjonują, ale tylko w wymiarze organizacyjnym. Ponieważ od strony wychowawczej ponoszą porażkę. Dzieci przebywają tam w najtrudniejszym wieku. Okres nauki jest krótki, toteż zabiera się im możliwość zawierania długotrwałych znajomości i przyjaźni.
Jeżeli na szali położymy tzw. święty spokój, a więc niechęć do zmian, a po drugiej stronie wolę powrotu do rzetelnej wiedzy, to chyba warto podjąć trud budowy lepszej edukacji.

