logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Współczesna zbrodnia na Wołyniu

Czwartek, 7 lipca 2016 (22:19)

Z Leszkiem Żebrowskim, publicystą historycznym, rozmawia Rafał Stefaniuk

Prawo i Sprawiedliwość na siłę próbuje forsować 17 września jako dzień pamięci o ofiarach ludobójstwa na Wołyniu. Według rządu dzień ten łączy wszystkie bolesne wydarzenia związane z losem Polaków na Wschodzie. Innego zdania są organizacje Kresowian.

– Uważam, że dla uczczenia ofiar Wołynia najlepszą datą jest 11 lipca, bo wtedy doszło do apogeum zbrodni ukraińskich. Kosztowało to okupowaną Polskę śmierć minimum 200 tys. istnień ludzkich. Dokładnie nie wiemy, ile ich było, bo polskie władze po 1989 r. są negatywnie nastawione do spraw związanych z Wołyniem. To błąd, bo to nie jest tylko historia. Z kolei 17 września 1939 r. jest to data symboliczna, która jest dopełniłem aktu mającego swój początek 1 września 1939 r. I tak 17 września 1939 r. jest początkiem ludobójstwa sowieckiego, a 11 lipca 1943 r. jest apogeum zbrodni ukraińskich na Polakach. Tych dat nie wolno łączyć. Daty te muszą być tak samo eksponowane, ale oddzielnie. Pamiętajmy, że chodzi o zbrodnie ukraińskie, bo w nich nie uczestniczyła tylko jedna formacja czy jedno ugrupowanie polityczne. Dziesiątki tysięcy tzw. czerni, oni sami ich tak nazywali, a u nas to słowo jest znane z powieści Sienkiewicza, czyli ludności wiejskiej, jedzie masowo mordować, rabować i zacierać ślady polskości. Tam niszczy się uprawy, domostwa, cmentarze, studnie. Niszczy się wszelkie zabytki kultury materialnej. Robią to nie tylko po to, żeby nie było Polaków, ale aby nie było śladów po Polsce. Ta polityka jest kontynuowana, te ślady się zaciera.

W Sejmie wiceminister Jarosław Sellin wyjaśniał, że winni Wołynia są Sowieci, a nie Ukraińcy. Stwierdził, też że jedną z przyczyn rzezi wołyńskiej jest rozbiór II RP między ZSRR a III Rzeszę. Jesteśmy świadkami przewrotu kopernikańskiego w historii?

– To jest wykładnia czysto ukraińska i co do tego nie ma wątpliwości. Ukraina tak to teraz próbuje tłumaczyć: winne są Polska, ZSRS i wszyscy inni. Oni natomiast nie mają nic z tym wspólnego, bo oni się tylko bronili. Kwestionują liczbę ofiar, sposób zadawania śmierci oraz rozmiary tej zbrodni. Trzeba jeszcze wspomnieć, że Ukraina była sojusznikiem Niemiec. To ukraińskie dywizje szły razem z Hitlerem panować nad Europą. To oni mają to na sumieniu. Jak proklamowali swoje państwo 30 czerwca 1941 r., to pierwszą i najważniejsza rzeczą, jaką zrobili, to było to oddanie czci Adolfowi Hitlerowi i wielkiemu narodowi niemieckiemu. Haniebna jest polityka, która doprowadza do zaprzeczania prawdzie, która chce przerzucić odpowiedzialność na innego współokupanta – na Sowietów. Zbrodnie Sowietów pokazujemy we właściwej skali z uszanowaniem ich ofiar, ale nie można mówić, że Wołyń jest ich winą, bo przez nich zaczęła się wojna. W takim razie przed nimi byli Niemcy. A jak wiemy, dzisiaj Niemców nie ma – są naziści. Wszystko sprowadzimy więc do absurdu.

Jakie są różnice między zbrodniami ukraińskimi a sowieckimi?

– Chociaż z chwilą wejścia Sowietów rozpoczęły się potworne zbrodnie, dzień ten nie wiązał się z masowym ludobójstwem na Polakach. Sowieci inspirowali Ukraińców do wystąpień przeciwko Polakom na terenach, gdzie szczątkowo państwo polskie działało, ale nie było to nastawione na masową eksterminację. To było niszczenie warstwy przywódczej. Natomiast zbrodnie ludobójstwa ukraińskiego są ukierunkowane na całkowite wyniszczenie Polaków. Tam gdzie skala zasiedlenia polskiego była zbyt duża, prowadzono politykę wypędzania. Chciano tak ludność zastraszyć, żeby kto mógł, uciekał jak najdalej na zachód. Ludobójstwo ukraińskie jest samoistne, popełnione zostało nie tylko przez wyspecjalizowane jednostki UPA, która  była organizacją zbrodniczą. (Ten zbrodniczy charakter UPA trzeba podkreślać, bo teraz obserwujemy politykę zrównywania jej działań i celów z Armią Krajową, co jest haniebne, że państwo polskie się na to zgadza). W tamtych zbrodniach masowo udział wzięła ludność cywilna – od podrostków, aż po ludzi bardzo starych. Uzbrojeni w siekiery, kosy, młotki, sierpy i łomy, jechali taborami po dobra materialne, a kierowała nimi żądza mordu. Sposoby zadawania cierpień były wstrząsające. NKWD mordowało Polaków. Podobnie Gestapo, SS i Einsatzkommando. Nie mamy co do tego wątpliwości. Natomiast nie obserwujemy zjawiska powszechnego udziału cywilów zbrodniach sowieckich i niemieckich. Początkowo do takich przypadków dochodzi na Pomorzu, w Wielkopolsce i na Śląsku, ale tam sami Niemcy byli przerażeni skalą zbrodni i postanowili, żeby nie brali w tym udziału cywile, żeby to się nie roznosiło i żeby nie niepokoić reszty społeczeństwa. U Sowietów w ogóle nie ma takiego nastawienia, żeby ludność cywilna mordowała Polaków. U Ukraińców to jest nie tylko zalecane, ale nakazane. Niestety, było to spełniane z ochotą. Ci, którzy pochodzili z mieszanych rodzin lub byli wrażliwi i nie chcieli brać w tym udziału, sami płacili życiem. Dlatego trzeba o tym wspominać, że kilkudziesięciu Ukraińców zostało zamordowanych przez formacje ukraińskie tylko dlatego, że nie chcieli brać udziału w zbrodniach lub robili to w sposób szczątkowy.

Istnieje mit, powtarzany także przez polityków, jakoby zbrodnie Ukraińców dokonywane na Polakach rozpoczęły się w 1943 r. Jednak te zaczęły się dużo wcześniej…

– Tak, mamy do czynienia z kilkoma fazami tej zbrodni. Pierwsze rozpoczęły się około 17 września 1939 r., czasami dzień lub dwa wcześniej. Na Kresach Południowo-Wschodnich w masowy sposób wystąpiły bojówki ukraińskie, szczególnie te skomunizowane, nastawione na przygotowanie terenu dla sowieckiego aparatu okupacyjnego. Były to bojówki przygotowywane i inspirowane przez Komunistyczną Partię Zachodniej Ukrainy. W ich składzie znajdowali się głównie Ukraińcy i Żydzi. Druga część tej zbrodni przypada na czas, w którym Niemcy wchodzą na tereny polskie dotychczas okupowane przez Sowietów, czyli po 22 czerwca 1941 r. Razem z Niemcami podbijać Polskę szły formacje ukraińskie, które liczą na to, że Hitler pozwoli im na stworzenie państwa ukraińskiego. Właśnie ta druga faza potwierdza to, że była to ciągłość polityki ukraińskiej. A trzecia faza to zbrodnie, które rozpoczęły się jesienią 1942 r. One są początkowo nieduże, jak na skalę II wojny światowej. Mordowane są pojedyncze osoby czy małe grupki obywateli Polski. Z czasem ta fala narasta. 11 lipca 1943 r. jest apogeum. Uderzenie następuje jednocześnie na kilkanaście miejscowości i próbuje się je zlikwidować w całości. Na szczęście to się nie udało w pełni zrealizować. Ale rozmiar tej zbrodni i sposoby sprawiania cierpień są wstrząsające. Pamiętajmy, że tam nie dochodziło tylko do mordowania, ale też sprawiania cierpienia. Czasami nawet same tortury były ważniejsze niż zabijanie. Zadawano śmierć w taki sposób, aby fala przerażenia ogarnęła całą okolicę. Polacy mieli się panicznie bać, aby uciekali i zostawiali cały dobytek. To, co się tam działo, jest straszne.

Jaki był status Ukraińców w polityce II RP?

– Polityka państwa polskiego w XX-leciu międzywojennym była różna. Na nią musimy patrzyć w określonym kontekście. Ukraina była po stronie sowieckiej. Niewielka część dzisiejszej Ukrainy wchodziła w granice II Rzeczpospolitej. Jaki był stosunek państwa polskiego do mniejszości ukraińskiej w Polsce? Nie zawsze jednoznaczny. Ukraińcy mieli prawa obywatelskie, wchodzili w skład parlamentu, zakładali państwowe instytucje, rozwijali oświatę, mogli promować swoją kulturę i sztukę. Jak na ówczesne standardy tamtej Europy polityka wobec Ukraińców była taka, jaka mogła być. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że coś można było zrobić lepiej, ale nigdy nie ma takiej sytuacji, że coś zrobimy idealnie. Jedno trzeba podkreślić, nie była to polityka zbrodnicza, jak teraz Ukraińcy to pokazują, a przede wszystkim nie była to polityka ludobójcza. Ukraińcy twierdzą, że to my jesteśmy winni temu, co oni później robili nam. To kłamstwo.

Gdzie może nas doprowadzić stawianie wyżej relacji z Ukrainą nad prawdę historyczną?

– Jak zawsze na manowce. To jest nie tylko błąd polityczny, ale zamach na moralność. Tak relatywizuje się zło. Zbrodnie niemieckie są czymś strasznym, ale powoli stają się one nazistowskie, zbrodnie sowieckie są bardzo straszne, a ukraińskie są tylko odpowiedzią na działania Polaków. Wmawia się nam, że mamy ich zrozumieć, bo oni mają inną wrażliwość i są w trudnej sytuacji. Twierdzi się, że teraz nie możemy tego od nich wymagać. A jak zachowają się elity ukraińskie, które dziś nie chcą przyznać, że to było ludobójstwo, w sytuacji w której byt Ukrainy nie będzie zagrożony? Słyszymy, że teraz nie możemy od nich wymagać, tylko musimy ich wspierać, bo są w trudnej sytuacji. W dobrej sytuacji prawdopodobnie zachowają się jeszcze gorzej. Polityka nie może decydować o naszym stosunku do Ukrainy, także tej współczesnej. Obecna Ukraina nie chce się z tym uporać. Wszystkie instytucje państwa ukraińskiego nastawione są na zacieranie tej zbrodni i rozmywanie odpowiedzialności z jednoczesnym przerzucaniem jej na innych oraz pokazywanie członków formacji zbrodniczej, politycznej i wojskowej jako bohaterów i wzór do naśladowania. Wyobraźmy sobie gestapowców, którzy byliby stawiani na pomnikach. Polityka ze strony polskiej musi być jednoznaczna – albo popieramy zbrodnię i ją relatywizujemy, albo ją potępiamy.  Mówi się też o potrzebie dania Ukraińcom czasu. Gdybyśmy dzisiaj mieli do czynienia z takim państwem ukraińskim, które nie bardzo radzi sobie z historią i teraz nie chce się do tego przyznać, ale jednocześnie nie gloryfikuje UPA i nie twierdzi, że tę zbrodnię rozpoczęli Polacy, to być może można by poczekać jakiś czas, by do tego dojrzeli. Ale prawie 75 lat to są trzy pokolenia, tu już nikt do niczego nie dojrzeje.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Aktualizacja 8 lipca 2016 (13:48)

NaszDziennik.pl