Po wakacjach rusza komisja śledcza do zbadania afery Amber Gold. Bardzo długo to trwało…
– Tak, ale warto czasami poczekać. Sprawie towarzyszą takie fakty, nad którymi warto się pochylić. Mam nadzieję, że komisja zrobi to w sposób rzeczowy i fachowy.
Nie obawia się Pan, że przez te lata to, co interesujące, mogło zostać ukryte?
– Trudno ukryć fakt, że osoba z zakazem prowadzenia działalności gospodarczej taką działalność prowadziła. Bardzo trudno ukryć opinie, ekspertyzy i analizy, które wysyłały instytucje kontroli do rządzących. A najtrudniej ukryć tysiące oszukanych osób, które bardzo często straciły oszczędności życia. Ta sprawa rozrosła się do takich rozmiarów, że trudno jej poszczególne części zakopać w ogródku lub wynieść na strych. Żyjemy w kraju demokratycznym i biurokratycznym, w którym każda instytucja prowadzi dokumentację i jej nie da się ot tak usunąć.
Komisją pokieruje Małgorzata Wassermann. To dobra nominacja?
– Z pewnością jednym z większych atutów tej komisji jest osoba przewodniczącego. Dlatego, że jest to bardzo dobry prawnik. Nie sądzę, że znajdzie się osoba, która mogłaby zarzucić jej niekompetencję. Poseł Wassermann jak mało kto zna się na rzeczy.
Mimo braku doświadczenia politycznego?
– Miejmy nadzieję, że komisja nie będzie polityczna, a merytoryczna. Trzeba, aby jej członkowie pochylili się nad faktami, które spowodowały patologię na rynku finansowym. Myślę, że tu doświadczenie polityczne nie jest najważniejsze.
Najprawdopodobniej przed komisją stanie Donald Tusk. Były premier, komentując sprawę w mediach, wydaje się pewny siebie. Tusk jest kluczową postacią do wyjaśnienia afery?
– Bycie świadkiem nie jest jeszcze problemem. Pytanie, czy komisja znajdzie dowody świadczące o bezpośrednim zaangażowaniu rządzących w aferę Amber Gold. To nie musi dotyczyć byłego premiera, a innych osób wysoko postawionych. Bo nie mam wątpliwości, że taki proceder nie mógłby istnieć w normalnym państwie.
To kto oprócz Tuska powinien stanąć przed komisją?
– Nie będzie mnie w tej komisji, więc nie chcę rzucać nazwiskami. Zostawiam to moim koleżankom i kolegom z ław poselskich, którzy będą badać tę sprawę.
W komisji znajdą się przedstawiciele wszystkich ugrupowań. Możliwa jest konstruktywna współpraca między PiS a totalną opozycją? Nie obawia się Pan paraliżu prac komisji?
– Staram się zachować optymizm i liczę na dobrą wolę. Nie chcę zakładać, że jakikolwiek poseł, który będzie pracować w tej komisji, zdecyduje się na sabotaż. Dajmy komisji czas.
Tylko że doświadczenie pokazuje, że komisja śledcza jest dobrą okazją do wypromowania swojego nazwiska.
– Dotychczasowe komisje miały różną jakość i zbierały takie, a nie inne opinie. Faktem jest, że pewni politycy dali się poznać społeczeństwu dzięki pracy w komisjach śledczych, ale może jako że jesteśmy na samym początku drogi do wyjaśnienia afery, uciekajmy od uogólnień. Zaufajmy poseł Małgorzacie Wassermann. Myślę, że pani prawnik ma już plan, jak tą komisją pokierować, żeby odkryć nieznane wątki sprawy Amber Gold. I to się może udać nawet w tak ciekawym składzie i mimo partyjnych niechęci.

