logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Najważniejsze jest dochodzenie do prawdy

Sobota, 23 lipca 2016 (19:22)

Z dr. Jarosławem Szarkiem, prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Służyć wiernie Narodowi Polskiemu, stać na straży prawa – to słowa roty przysięgi, jaką po wyborze na prezesa IPN składał Pan przed Sejmem. Przyznam, że bardziej pasują mi one do polityka, a mniej historyka…

– To ważne słowa, które są zobowiązaniem, i to nie tylko dla prezesa IPN, ale dla każdego obywatela Rzeczypospolitej. Każdy z nas, choć na różnych stanowiskach i w różnych rolach, jest zobowiązany stać na straży prawa, a jednocześnie jak najlepiej wykonywać swoją pracę w służbie Narodowi Polskiemu. Również ja traktuję te słowa jako zobowiązanie do wiernej służby mojej Ojczyźnie – Polsce.

Co uważa Pan za największe wyzwanie, jakie stoi dzisiaj przed prezesem oraz przed samym IPN?

– Za swoje główne zadanie jako prezes uważam płynne przejście do nowej struktury, co nakłada na IPN nowe prawo, nowa ustawa o IPN. Przed Instytutem stoi wiele zadań, m.in. bieżące, i zależy mi, aby to przejście w nowy rozdział nie spowolniło zarówno badań naukowych, działalności edukacyjnej, prac archiwum, jak i prac związanych z poszukiwaniem miejsc pochówków ofiar zbrodni komunistycznych. A zatem zależy mi na dobrym funkcjonowaniu wspomnianych obszarów, a jednocześnie na podjęciu nowych zadań.

Był Pan współpracownikiem śp. prezesa Janusza Kurtyki. Czy i jaką rolę w Pana podejściu do prac badawczych nad najnowszą historią Polski odegrał właśnie prof. Kurtyka?  

– Profesor Janusz Kurtyka wywarł ogromny wpływ na moją, ale myślę, że także na karierę naukową wielu ludzi związanych z IPN i nie tylko. To przede wszystkim był wybitny historyk, który w swojej pracy zajmował się nie tylko najnowszymi dziejami Polski, ale również badaniem szeroko rozumianej historii powstania antykomunistycznego po II wojnie światowej. Był doskonałym mediewistą, rozwijał się i myślał – można powiedzieć – jako badacz średniowiecza. To jedna z trudniejszych dziedzin badań historycznych uwarunkowana umiejętnością interpretacji źródeł, przeważnie łacińskich. Był profesjonalistą i tego profesjonalnego podejścia wymagał od historyków, z którymi pracował w IPN. Jego praca o rodzinie Tęczyńskich przygotowana z wielką pieczołowitością stanowi doskonały wzorzec gruntownej monografii genealogicznej. Jednocześnie Janusz Kurtyka był człowiekiem, dla którego najważniejszy, zawsze na pierwszym miejscu był interes państwa polskiego. Tym, co go cechowało, było zrozumienie, czym jest służba Polsce. To były jego atuty, które pozwoliły stawiać czoła wszystkim, często niełatwym wyzwaniom, i krok po kroku je realizować. Miał także umiejętność dostrzeżenia wśród ludzi, z którymi pracował, potencjału i pasji. Co więcej, potrafił do nich wyciągnąć rękę. Tym samym zachęcał ich do pracy naukowej, jednocześnie zapewniając im – co było bardzo ważne – wsparcie ze swojej strony.     

Czy ten Pana szacunek wyrażony w tych słowach dla śp. prezesa Kurtyki oznacza, że linia, jaką nakreślił on IPN-owi, będzie przez Pana kontynuowana?

– Od tragicznej śmierci prezesa Janusza Kurtyki upłynęło już ponad sześć lat i historia oraz wydarzenia następujące wokół nas z czasem nakreślają nowe wyzwania. Jest także szereg nowych zagadnień, które musimy badać. Natomiast z całą pewnością aktywność i to, co Janusz Kurtyka podkreślał, że IPN ma być głównym ośrodkiem inicjowania dyskusji o najnowszej historii Polski, skupiania wokół Instytutu różnych środowisk i aktywizowania ich oraz oczywiście strona i zadania edukacyjne, to z całą pewnością są główne działania, jakie stoją przed IPN, które chcę kontynuować i rozwijać.

Opozycja mniej akcentowała czy wręcz pominęła Pana dorobek naukowy, a bardziej skupiała się na Pana wystąpieniu przed sejmową komisją sprawiedliwości i odniesieniu do mordu w Jedwabnem. Jak odebrał Pan tę nagonkę już na starcie?

– To moje wystąpienie przed sejmową Komisją Sprawiedliwości i Praw Człowieka trwało półtorej godziny. I z tego wystąpienia, które miało wiele wątków, wyciągnięto i wyeksponowano zaledwie pół mojego zdania. Natomiast pominięto zupełnie kontekst tych słów. Myślę, że już samo podejście i takie potraktowanie mojej wypowiedzi stawia obecną opozycję parlamentarną w takim, a nie innym świetle. Szkoda, że ci parlamentarzyści, ale również część mediów, które tak łatwo skrytykowały moją osobę i wypowiedź, nie pokusili się o wysłuchanie mojej całej wypowiedzi na ten temat oraz odpowiedzi na inne pytania podczas tego wysłuchania. Skupiono się na jednym wątku, wyciągając z całej wypowiedzi pół zdania, które całkowicie zmienia kontekst mojej wypowiedzi.

Jeśli chodzi o Jedwabne, to czy Pana zdaniem sprawa jest już zamknięta, jak uważa część polskiej sceny politycznej i niektóre środowiska, a także część mediów?

– Historia to dziedzina, która wymaga badań, pogłębionych analiz. Obowiązkiem historyków jest badanie przeszłości, nawet najbardziej odległych wydarzeń, jeśli istnieje ku temu uzasadniona przyczyna. Przecież w każdej sprawie, nawet tej, która wydaje się już dogłębnie zbadana, nawet po wielu latach mogą pojawić się nowe okoliczności, nowe świadectwa, także nowe dokumenty, które uprawniają do ponownego spojrzenia na taką czy inną sprawę. Badania nad wydarzeniami historycznymi się nigdy nie kończą. Natomiast wokół sprawy Jedwabnego trwa spór nawet w gronie samych historyków.

Czy śledztwo w sprawie Jedwabnego powinno zostać wznowione?

– Zadaniem każdego historyka jest dociekanie prawdy, co dotyczy każdego okresu dziejów – czy to kulis unii polsko-litewskiej z 1569 roku, czy to dramatycznych aktów ludobójstwa w XX wieku. Historycy cały czas spierają się o fakty z różnych okresów, formułują nowe interpretacje, pogłębiają stan wiedzy nad wydarzeniami z przeszłości. Weźmy chociażby historię początków państwa polskiego, chrztu Polski Mieszka I, gdzie badania jednego z amerykańskich uczonych czy badania prof. Ożoga postawiły tę sprawę w nieco innym świetle, niż uważano dotąd. To pokazuje, że dla historyka żaden temat nie jest nigdy raz na zawsze zamknięty. Najważniejsze jest dochodzenie do prawdy. A tam, gdzie pojawiają się nowe tropy, nowe źródła, obowiązkiem historyka jest ich rzetelne zbadanie. Jeśli w sprawie mordu w Jedwabnem takie się pojawią, to oczywiście trzeba będzie wrócić do badań nad tą sprawą. Proszę jednak pamiętać, że nowa ustawa o IPN nakłada na nas nowe obowiązki – będziemy zajmować się także historią sprzed 1939 roku – to oznacza, że przed nami jest do wykonania szereg zupełnie nowych wyzwań. Dlatego Instytut czekają w najbliższym czasie zmiany, które ułatwią pracownikom realizację ich planów naukowych i edukacyjnych.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl