Czy zaskoczyło Pana to, co wydarzyło się w piątek w Monachium?
– Zaskoczenie krwawym atakiem, który się wydarzy, jest zawsze. Jest to kwestia pewnej wrażliwości, ale tak czy inaczej należało się spodziewać tego typu akcji terrorystycznej w Niemczech, zwłaszcza przy tak dużym nasyceniu kraju przedstawicielami radykalnego islamu.
Żeby nie być cynicznym, ale jednocześnie patrząc trzeźwo na zamach w Monachium, czy można powiedzieć, że Niemcy sami wpadli w sidła własnej poprawności politycznej?
– Poprawność polityczna głównie odnosi się do przestrzeni informacji i zachowań społecznych. W tym przypadku mamy do czynienia z czymś znacznie gorszym, a mianowicie z działaniami w postaci bezrefleksyjnego przyjmowania nielegalnych imigrantów. Te działania dawały bardzo duży procent prawdopodobieństwa, niemalże pewności, że będą generowały tego typu zachowania. Niemcy sami sobie stworzyli ten problem, wciągając przy okazji w to wiele innych państw.
W jednym z sondaży aż 77 proc. Niemców uważało, że ich kraj będzie wkrótce celem ataków terrorystycznych. Jak to jest, że zwykli ludzie mają świadomość zagrożenia, a władze – no właśnie – zlekceważyły problem?
– Niemcy przez dziesiątki lat byli narodem pragmatycznym i to się zasadniczo nie zmieniło. Jednakże obecne elity polityczne i gospodarcze w tym kraju przedłożyły kwestie zagrożeń cywilizacyjnych i fundamentalizmu islamskiego nad kwestie gospodarcze. Tania siła robocza okazała się nie tylko ciężarem, ale jak widać także zagrożeniem. To także nauka dla Polski, która bezrefleksyjne przyjmuje setki tysięcy pracowników ze wschodu, a zwłaszcza z Ukrainy. Wielu z nich może przenieść na grunt polski patologie panujące na Ukrainie, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie korupcji czy przestępczości zorganizowanej.
Czy kanclerz Angela Merkel, która właściwie otworzyła drzwi dla fali migracyjnej, patrząc na konsekwencje, ma jeszcze moralne prawo do sprawowania swojego urzędu?
– Według mnie nie, ale o tej kwestii powinni zadecydować sami Niemcy, gdyż jest to kraj suwerenny.
Co w Pana ocenie sprawia, że tak wielu ludzi się radykalizuje, daje sobą manipulować?
– Mamy tu do czynienia z dwoma obszarami radykalizacji. Pierwszy to ciało obce w tym kraju, czyli wnuki imigrantów ekonomicznych, którzy ostatnio przyjmują postawy dominujące w kraju ich ojców, czyli w Turcji, i nowa fala imigracji, która przybywa do krajów europejskich, w tym do Niemiec, już zradykalizowana, co więcej – z postawą mocno roszczeniową. Z drugiej strony widzimy gwałtowny wzrost postaw antyimigranckich wśród społeczeństwa niemieckiego, co – należy podkreślić – jest naturalnym procesem obronnym. Powiedzmy sobie wprost, że obecne elity rządzące w Niemczech nie sprostały zapewnieniu bezpieczeństwa społecznego rdzennej ludności tego kraju.
Czy de facto jesteśmy na wojnie z terrorystami?
– Tak, i to już od kilku lat. Problem polega na tym, że do Polski coraz bardziej zbliża się obszar operacji terrorystycznych.
Czy w związku z tym musimy się przygotować, że zamachy staną się codziennością?
– W Polsce mogą to być tylko incydentalne zamachy, ale nie jest to wykluczone i jeśli ktoś mówi, że jesteśmy bezpieczni, że nic nam nie grozi, to zwyczajnie mija się z prawdą. Istotą naszego bezpieczeństwa jest zachowanie dotychczasowej struktury społecznej państwa polskiego. Jednakże Europa Zachodnia z tym problemem będzie musiała żyć przez lata. Dla nich stanie się to „codziennością”, u nas – owszem – może się zdarzyć.
Może warto skorzystać z doświadczeń izraelskich, gdzie – można powiedzieć – poradzono sobie z terroryzmem?
– W Izraelu tak naprawdę wcale nie poradzono sobie z terroryzmem do dzisiaj. Jednak władze tego kraju w stosunku do społeczności generującej tego typu zagrożenia zastosowała totalną inwigilację i drastycznie ograniczyła napływ imigrantów nieżydowskich. Dodatkowo nasycenie społeczeństwa izraelskiego bronią czy też przepisy pozwalające na jej stosowanie w obronie osobistej przez cywilów są tak dogodne, że terroryści mają utrudnione zadanie i z dużym prawdopodobieństwem muszą się liczyć, że stosując przemoc, zostaną zlikwidowani.
Czy ta fala terroryzmu w końcu może dotrzeć również do Polski?
– Jeżeli stworzymy w naszym kraju dla tego typu zachowań podatny grunt, to z pewnością tak. Jest to kwestia polityki społecznej, prawa i działania organów bezpieczeństwa Polski. Musimy się liczyć z tym, że do Polski będą przemycane coraz większe ilości nielegalnej broni z Ukrainy, dlatego też powinny się zmienić przepisy na korzyść obywateli do legalnego posiadania broni w domu.
Zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że napływ ludzi z krajów muzułmańskich do Europy nie był spontaniczny, ale był, jest zorganizowanym działaniem?
– Oczywiście, gdyż po wypłaceniu Turcji kilku miliardów euro fala z tamtego kierunku drastycznie osłabła. Świadczy to o tym, że Ankara prowadzi przeciwko Europie podwójną grę i proces państwowej islamizacji tego kraju odnosi się też w celach strategicznych do zmian struktury etnicznej Europy.
Parlament węgierski podjął decyzję o konstytucyjnym zakazie islamizacji. Może to jest droga także dla nas?
– Węgry są na pierwszej linii presji migracyjnej, stąd takie kroki są uzasadnione. Walka z radykalizmem islamskim wymaga radykalnych działań. Żeby zastopować ekspansję, a nawet – można powiedzieć – kolonizację islamską Europy, konieczne jest stworzenie działań osłonowych. Dotychczas Budapeszt, z rzeszy licznych państw bezpośrednio zagrożonych islamizacją w zakresie ochrony swoich obywateli, postępuje najbardziej racjonalnie.
Jeszcze niedawno mieliśmy ataki polityków i mediów niemieckich na Polskę, a także na Węgry, że zamykamy drzwi dla imigrantów. Pana zdaniem, te środowiska są w stanie się zreflektować i zmienić politykę wobec imigrantów?
– My, Polacy, coraz mniej powinniśmy się przejmować tym, co pisze prasa niemiecka, a coraz bardziej wsłuchiwać się w opinie własnego społeczeństwa, bo to ono jest podmiotem polityki państwa, a nie niemieckie media. Na zachodzie Europy prasa jest wolna tylko w zakresie własności tytułów, dziennikarze są coraz bardziej zadaniowanymi robotnikami. Widać to chociażby na przykładzie portali społecznościowych, gdzie za mówienie prawdy policja robi dochodzenia i inwigiluje ludzi.
Czy i jaką rolę – Pana zdaniem – na wzrost terroryzmu miała wcześniejsza blokada medialna zakazująca informowania o ekscesach islamistów w Niemczech, gwałtach itp.?
– Wynikiem blokady medialnej w Niemczech są dwie zasadnicze rzeczy. Po pierwsze, blokada opóźniła społeczne protesty przeciwko skali przybywających nielegalnych migrantów, co już wcześniej mogło zahamować tę falę. Po drugie, odcinanie społeczeństwa od prawdy o wydarzeniach z udziałem imigrantów muzułmańskich przedłużyło okres społecznej nieświadomości zagrożeń. Teraz Niemcy przeżywają szok nie tylko tym, co się dzieje u nich, ale także w sąsiedniej Francji i Belgii.
Jak zneutralizować ludzi, którzy stoją na czele terroru, którzy indoktrynują kolejnych potencjalnych terrorystów także na odległość?
– Dzisiaj w tej kwestii nie ma już metod, które ze stuprocentową skutecznością wykluczyłyby radykalne zachowania czy działania terrorystyczne. Tak czy inaczej sytuacja, z jaką mamy dzisiaj do czynienia, i skala zagrożenia wymagają natychmiastowych, zdecydowanych działań. Trzeba też pamiętać, że radykaliści islamscy spenetrowali już wiele służb w Europie. Są także obecni w wojsku wielu krajów. Szacuje się, że ponad pięć tysięcy obywateli Europy przeszło przeszkolenie bojowe w tzw. Państwie Islamskim. Sytuacja jest o wiele poważniejsza, niż przedstawiają to media.
No właśnie – w internecie pojawiły się komentarze przedstawicieli tzw. Państwa Islamskiego, którzy chwaląc się zamachem w Monachium, mówią wprost: to wy otworzyliście bramy piekieł…
– Przy działaniu wielu „samotnych wilków”, których będzie przybywać, trudno określić, czy są to rzeczywiście ludzie ze środowisk, które chwalą się inicjowaniem takich ataków terrorystycznych. Jednakże wielu samotnych terrorystów odwołuje się do ideologii i celów głównych ośrodków terroryzmu. Przyczyn terroryzmu należy także szukać w źródłach finansowania tego zjawiska, zwłaszcza przez niektóre państwa islamskie.

