Prawo i Sprawiedliwość chce ograniczenia przywilejów sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego?
– Znaleźliśmy się w takiej oto sytuacji, w której sędziowie Trybunału Konstytucyjnego otrzymują wyższe uposażenie niż prezydent PR czy prezes Rady Ministrów. Ponadto funkcjonują w ramach wyjątkowo uprzywilejowanego systemu emerytalnego. Otóż sędzia Trybunału z chwilę przejścia w stan spoczynku może pobierać bardzo wysoką emeryturę. I to bez względu na wiek. Załóżmy, że sędzia Trybunału przestaje pełnić swój mandat w wieku 50 lat. Prawo gwarantuje mu wysoką emeryturę aż do śmierci. Z praktyki wiemy, że sędziowie podejmują szereg dodatkowych zajęć, z których czerpią dochody. To niewątpliwie wpływa na ich dyspozycyjność i zaangażowanie w pracę Trybunału. W związku z tym uważamy, że skoro ktoś decyduje się na pełnienie zaszczytnej funkcji sędziego Trybunału Konstytucyjnego, to powinien ograniczyć inne aktywności zawodowe i w pełni poświęcić się służbie na rzecz państwa polskiego.
Tak zwana debizantyzacja Trybunału stanowi odwet za spór sędziego Rzeplińskiego z rządem? Do tej pory nikomu nie przeszkadzał status sędziów.
– Tu nie chodzi o żadne działania odwetowe. Proszę prześledzić stenogramy z posiedzeń komisji i podkomisji, które rozpatrywały niekonstytucyjną ustawę o Trybunale Konstytucyjnym autorstwa Platformy z czerwca 2015 r. One odsłonią nam zupełnie inny obraz Trybunału niż znamy to z przekazów części mediów. Otóż przedstawiciele Trybunału zabiegali o dodatkowe przywileje dla sędziów. To jest bardzo interesująca lektura, która wiele pokazuje.
Według pomysłu PiS, sędziowie nie będą mogli prowadzić pracy naukowej. Wydaje się, że uczelnie wyższe potrzebują wybitnych umysłów.
– Niewątpliwie uczelnie potrzebują specjalistów, ale mamy cały szereg młodych naukowców, ze stopniem doktora habilitowanego i dorobkiem naukowym. Proszę nie myśleć, że bez sędziów Trybunału uczelnie nie będą w stanie kształcić nowych adeptów prawa. Tym bardziej że nie wszyscy sędziowie Trybunału są samodzielnymi pracownikami naukowymi, którzy prowadzą działalność akademicką. Proponowane przez nas rozwiązania dotyczą tylko kilku osób. Z tego tytułu nie dojdzie do paraliżu wydziałów prawa.
We wrześniu już po raz trzeci Polskę odwiedzą przedstawiciele Komisji Weneckiej. Rząd i Komisja jeszcze ze sobą współpracują?
– Nie jestem członkiem rządu, więc nie wiem, jak wyglądają codzienne kontakty z Komisją. Faktem jest natomiast to, że Komisja Wenecka we wrześniu przyjeżdża do Polski z własnej inicjatywy. Odnośnie do działalności tego gremium bardzo ciekawa jest opinia przygotowana przez zespół prof. Jana Majchrowskiego. Wynika z niej, że członkowie Komisji, a więc osoby z dużym doświadczeniem, albo nie znają szczegółów regulacji prawnych w Polsce i naszych tradycji konstytucyjnych, a powinni to uwzględniać w swoich opiniach, albo do swoich prac podchodzą z już wcześniej określoną tezą, która ma charakter polityczny. Warto przypomnieć sprawę przecieku opinii Komisji. Otóż wtedy po raz pierwszy media uzyskały drogą nieoficjalną wgląd w jej prace. Następnie, zanim zakończyła się ścieżka legislacyjna najnowszej ustawy o Trybunale, Komisja Wenecka zapowiedziała, że się nią zajmie. Ustawa znajdowała się jeszcze w Senacie, prezydent nie podjął decyzji, czy ją podpisze, a Komisja zadeklarowała jej zbadanie. To wszystko jest zdumiewające. Sprawa trąciła tak wielkim nieprofesjonalizmem Komisji, że musiał się w nią zaangażować sekretarz generalny Rady Europy Thornbjorn Jagland. Ten zaapelował o wstrzymanie wszelkich działań do czasu zakończenia procesu legislacyjnego. Mamy więc do czynienia z gremium, które podejmuje działania o charakterze stricte politycznym.

