Niemieccy europosłowie po raz kolejny domagają się odebrania unijnych dotacji tym państwom, które nie chcą przyjmować uchodźców.
– To skandaliczne słowa, w dodatku nieznajdujące uzasadnienia. Jest to także próba przerzucenia odpowiedzialności za kryzys migracyjny z kanclerz Angeli Merkel na inne narody Europy. Używa się do tego szantażu. Posłużmy się przykładem europejskiej polityki rolnej. Rolnictwo w największym stopniu dotyczy nowych krajów w Unii Europejskiej. Tak się złożyło, że kraje te jednoznacznie stoją na gruncie obrony interesu narodowego, a najbardziej korzystne dla krajów naszego regionu jest nieprzyjmowanie islamskich emigrantów ekonomicznych. To wynika z potrzeby bezpieczeństwa. Odebranie dopłat dla rolników z Europy Środkowej i Wschodniej będzie mocnym uderzeniem. Niemcy to dobrze wiedzą, więc to, co robią niemieccy europosłowie, wpisuje się w politykę dyktatu Berlina w Unii.
Szantaż nie jest nowością w działaniach niektórych grup Parlamentu Europejskiego. To mogło wpłynąć na Brexit?
– Elity brukselskie są całkowicie oderwane od rzeczywistości i to one są największymi sprawcami wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Pamiętamy słowa rzecznika Komisji Europejskiej, który groził tym państwom UE, które nie chcą zgodzić się na narzucane kwoty migrantów, sumą 250 tys. euro za jedną osobę. Raz po raz Unia stara się wpływać na decyzje poszczególnych krajów, więc jak wobec tego mieli zachować się Brytyjczycy? Musieli powiedzieć: wychodzimy!
Dlaczego teraz nie ma refleksji? Trudno stwierdzić, żeby elity UE skorygowały obrany kurs.
– Decydenci współczesnej Unii są to osoby pokolenia ’68. W młodości zaczytywali się w Marksie, Engelsie i Gramscim. Są to więc komuniści, marksiści i socjaliści, najróżniejszej maści. Jak wiemy, ideologie te są całkowicie odklejone od rzeczywistości. Politycy brukselscy żyją więc w alternatywnej rzeczywistości i są w tym konsekwentni. Unia stworzona przez chrześcijańskich demokratów w latach 50. XX wieku, a ten twór, który mamy teraz, zarządzany przez środowiska lewicowe, to dwa różne projekty.
Jaki byłby skutek odebrania Polsce i Węgrom dotacji?
– Najbardziej prawdopodobny jest wybuch powstania rolników. Niestety, co trzeba przyznać, rolnicy w UE są uzależnieni od funduszy, które otrzymują w ramach tzw. europejskiej polityki rolnej. To jest bardzo zły mechanizm, który sprawia, że polski rolnik jest związany z Unią dopłatami. W sytuacji, gdy ktoś będzie ich straszył, że im te pieniądze zabierze, a tym samym odetnie istotne źródło dochodu, taki człowiek nie zawsze będzie działał racjonalnie i zgodnie z moralnością. Oczywiście zdarza się, że osoba szantażowana ulega szantażystom i Niemcy mają tego świadomość. Dlatego też grają tą kartą.
Dlaczego w sprawie tzw. uchodźców nie szuka się kompromisu?
– Problem leży w polityce multi-kulti narzuconej przez elity brukselskie. One od lat próbują wyrzucić wartości chrześcijańskie ze Starego Kontynentu, aby stworzyć nowego człowieka, Europejczyka. Najlepszym do tego narzędziem jest osiedlanie w Europie za pomocą mechanizmów socjalnych przybyszów obcych nam kulturowo i cywilizacyjnie. Dopóki poszczególne kraje nie powiedzą „stop” poronionemu pomysłowi multi-kulti, dopóty ten problem nie zniknie. A elity brukselskie nie pójdą na kompromis właśnie dlatego, żeby realizować ideologię Antonio Gramsciego, którą wyłożył w swoich komunistycznych dziełach.
Trwa akcja zbierania podpisów przez Kukiz’15 pod wnioskiem o referendum ws. przyjmowania przez Polskę tzw. uchodźców. Z uporem dążycie do celu?
– Zebraliśmy około 250 tys. podpisów, a więc jesteśmy w połowie drogi. Trudno powiedzieć, ile dokładnie jest tych podpisów, bo wolontariusze zaangażowani w ich zbieranie przysyłają nam paczki zawierające po kilkaset podpisów. Kiedy przekroczymy liczbę 500 tys. podpisów z małą górką, wtedy to złożymy oficjalny wniosek o rozpisanie referendum. Chociaż osobiście liczę na to, że do tego czasu rząd Beaty Szydło jasno zadeklaruje Komisji Europejskiej, że Polska żadnych narzucanych kwot nie zaakceptuje. Wtedy nie musielibyśmy wydawać 100 mln zł na referendum, żeby Naród wypowiedział swoje stanowcze – „nie” – wobec narzucania nam kwot islamskich migrantów ekonomicznych.
Ale czy rząd będzie chciał rozpocząć wojnę na kolejnym froncie?
– Rząd już ogłosił, że wstrzymuje się od przyjmowania tych osób. Także minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro uchylił rąbka tajemnicy, jakie plany miał poprzedni rząd, aby w byłych bazach sowieckich w Polsce utworzyć dla islamistów miejsca internowania. Bo jak wiemy, oni nie chcą u nas być, więc musieliby być do tego zmuszani. Liczę na jasną deklarację ze strony rządu, że w tej ważnej sprawie, z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego, przyjmie zdecydowane stanowisko. Konflikt o Trybunał Konstytucyjny i jego umiędzynarodowienie było błędem. Jeżeli w kwestii narzucanych nam kwot i szantażowania nas przez niektórych dygnitarzy unijnych pojawiłby się konflikt, to on byłby w pełni uzasadniony. O polski interes narodowy należy dbać, a rząd Beaty Szydło został właśnie do tego powołany. Wszyscy pamiętamy słowa Jarosława Kaczyńskiego z sierpnia 2015 r., gdy mówił o porządku miłosierdzia, że bezpieczeństwo Polek i Polaków jest na pierwszym miejscu, a dopiero potem jest troska o inne narody.

